Melissa.
Leżałam zwinięta w kłębek na łóżku, próbując kolejny raz nie zwymiotować. Od wczoraj zaczęłam czuć się cholernie źle, jednak nikomu o tym nie wspominałam. Byłam pewna, że złapałam grypę. Szkoda mi tylko było tego, że zachorowałam tydzień przed zakończeniem roku i dwa dni przed koncertem chłopaków, na którym obiecałam się zjawić.
Kiedy poczułam kolejną falę wymiotów, zerwałam się do pozycji siedzącej. Pochyliłam się, podtrzymując głowę rękoma. Nienawidziłam chorować. Na domiar złego, zaczął boleć mnie jeszcze brzuch. Ledwo co wstałam ze swojego miejsca i podtrzymując się ściany, szafek oraz innych takich, ruszyłam na dół, do kuchni. Dziękowałam Bogu za to, że byłam sama; nie miałam najmniejszego zamiaru tłumaczyć się rodzicom, chociaż i tak przepuszczałam, że nawet by się mną nie zainteresowali.
Z górnej szafki wyjęłam mój ulubiony kubek, do którego nalałam wody. Kiedy już odstawiłam go na kuchenny blat, wzięłam się za szukanie lekarstw. Wiedziałam, że moja mama trzymała leki przeciwbólowe właśnie w kuchni. Po długich poszukiwaniach w końcu znalazłam lek. Wyjąwszy tabletkę z opakowania, szybko popiłam ją przygotowaną wcześniej wodą. Nie miałam siły na powrót do swojego pokoju, dlatego opadłam na krzesło barowe, opierając czoło o blat, który przyjemnie je chłodziło. Czułam się okropnie.
Przeklęłam pod nosem, kiedy usłyszałam dźwięk dzwonku do drzwi. W pierwszej chwili nie miałam zamiaru otwierać, ale ten ktoś był nieustępliwy. Dopiero za piątym razem zdecydowałam się na przywitanie gościa. Mozolnym ruchem zwlekłam się z krzesła, ruszając w danym kierunku. Gdy tylko uchyliłam drzwi, w oczy rzuciła mi się postać mojej przyjaciółki, trzymającej w dłoni bukiet kwiatów.
- Cześć, Mel! - rzuciła wesoło, natychmiastowo przytulając się do mnie.
Intensywny zapach jej perfum drażnił mój nos, dlatego niemalże od razu odsunęłam się od niej, kichając. Niestety, na jednym kichnięciu się nie skończyło.
- Och, jesteś chora?
Uniosłam głowę, pociągając nosem. Kiwnęłam głową, czując łzy w moich oczach, które pojawiły się tam bez żadnego powodu. Najwyraźniej musiałam mieć uczulenie na perfum Laury.
- A tak zmieniając temat - zaczęła, wystawiając bukiet przed siebie. - ktoś poprosił mnie, bym ci to przekazała - uśmiechnęła się szeroko.
Na moich ustach również pojawił się szeroki uśmiech. Doskonale wiedziałam kto podarował mi kwiaty. Był to Nathan, który od czasu balu codziennie wysyłał mi po jednym bukiecie kwiatów do domu.
- Chciałabym, żeby Jay też mnie tak traktował.
- Mogę z nim porozmawiać, jeśli chcesz - zaśmiałam się, za co Laura skarciła mnie wzrokiem.
Ruszyłam do kuchni w celu znalezienia kolejnego wazonu, a moja przyjaciółka podążyła za mną. Chwyciłam średniej wielkości wazon z półki, nalałam do niego wody, a następnie wsadziłam kwiaty, podziwiając je. Laura za to zatrzymała się przy blacie, na którym leżały pozostawione przeze mnie tabletki.
- Coś cię boli? - spytała, chwytając opakowanie w dłonie.
- Brzuch - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, okręcając się w stronę schodów. Kątem oka zauważyłam, że Martin szła za mną, wciąż czytając ulotkę leku.
- W którym miejscu?
Przystanęłam przy drzwiach od swojego pokoju, spoglądając znacząco na moją przyjaciółkę. Wazon trzymałam oburącz, nie chcąc by mi spadł, dlatego nie dałabym rady sama otworzyć drzwi. Rudowłosa wydała z siebie dźwięk zrozumienia, otwierając je szeroko.
- Trochę tak, jakbym miała okres.
- A kiedy powinnaś go mieć? - pytała dalej, opadając na moje łóżko.
Spojrzałam na nią lekko zdziwiona, ale chwilę później wzruszyłam ramionami. Szczerze, nie rozumiałam tego przesłuchania.
- Jakoś teraz, pewnie niedługo dostanę i dlatego boli mnie brzuch - odpowiedziałam obojętnie.
- Nie zakładałabym się - mruknęła pod nosem.
Puściłam jej uwagę mimo uszu, stawiając nowo dostarczone kwiaty obok innego bukietu. Całe biurko miałam zasypane bukietami od Nathana, i za to właśnie go kochałam; starał się pokazywać, jak bardzo mu na mnie zależało. Postanowiłam, że później pójdę do niego i podziękuję mu za te wszystkie prezenty.
- Mel, powiesz mi w końcu co robiłaś z Nathanem w pokoju? - zapytała, przechylając głowę na bok. - Bo minęły prawie dwa tygodnie, a ja nadal o niczym nie wiem. Żadne z was nie chce mi powiedzieć.
Uśmiechnęłam się pod nosem, przypominając sobie wszystko, co zdarzyło się już ,,po".
Leżałam wtulona w nagi tors Nathana, próbując odzyskać oddech. Moje serce wciąż biło jak szalone, a dłoń chłopaka, badająca każdy kawałek mojej nagiej skóry na plecach, wcale mi w tym nie pomagała. Nie wierzyłam, że zrobiłam to po raz drugi; tym razem z Sykes'em, chłopakiem, którego naprawdę kochałam.
Uniosłam się delikatnie na łokciach, wpatrując się w zielononiebieskie oczy Brytyjczyka.
- Na razie nie mówmy o tym, okej? - skrzywiłam się, a chłopak momentalnie przestał wykonywać jakikolwiek ruch. - Kocham cię, ale nie chcę, żeby Justin się teraz o tym dowiedział. Powiem mu w swoim czasie.
- Na pewno?
Kiwnęłam głową, przejeżdżając opuszkami palców po jego brodzie, gdzie już wyczuwałam delikatny zarost.
- Muszę w końcu oznajmić mu, że to ciebie wybrałam - uśmiechnęłam się, kolejny raz tego wieczoru muskając usta szatyna. Było mi z nim niesamowicie dobrze i nie żałowałam swojego wyboru.
To jego kochałam. To z nim chciałam być. Żałowałam tylko, że uświadomiłam to sobie tak późno.
Wgramoliłam się na łóżko, siadając obok mojej przyjaciółki. Nadal trzymałam rękę na brzuchu, powstrzymując się od nie zwymiotowania. Mimo tego, że czułam się naprawdę źle, postanowiłam udawać, że było w miarę dobrze.
- Przespałam się z nim - odparłam cicho, delikatnie zagryzając dolną wargę.
- Co zrobiłaś?
Dziewczyna nie kryła szoku w swoim głosie, a ja byłam w stanie tylko wzruszyć ramionami.
- No przespałam się z nim. Co w tym dziwnego? Laura, ja go kocham.
Pokręciła głową, wstając z miejsca. Zaczęła niespokojną przechadzkę po moim pokoju, co jakiś czas spoglądając na moją osobę. Zaczynałam się bać, więc spuściłam głowę, bawiąc się palcami. Dopiero po chwili usłyszałam ożywiony głos Laury, która myślała na głos.
- Tak więc uprawiałaś seks z Nathanem - wyliczała, a na samo wspomnienie tamtej nocy moje policzki zalały się czerwienią. - źle się czujesz, boli cię brzuch, okres ci się spóźnia i masz nadwrażliwy węch - przystanęła, nie odrywając spojrzenia od moich oczu. - Zaczęłaś kichać kiedy tylko cię przytuliłam, miałaś też łzy w oczach, Mel, to nie jest normalne. Nie wmówisz mi też, że to uczulenie, bo od zawsze używam tego samego i wcześniej jakoś nic się nie działo. Jest coś jeszcze nie tak? - skrzyżowała ręce na piersi.
- Wymiotuję - odrzekłam niemalże szeptem, rozumiejąc już do czego dziewczyna dążyła.
Kiwnęła głową w zamyśleniu, a następnie odwróciła się, wychodząc z pokoju. Chciałam wyjść za nią, ale w ostatniej chwili usłyszałam, że rozmawiała z kimś przez telefon. Usiadłam więc w siadzie skrzyżnym, patrząc w jeden punkt na ścianie przede mną.
Czy to możliwe, abym była w ciąży?
Sekundę później drzwi trzasnęły, a ja przestraszona podskoczyłam.
- Naprawdę byliście na tyle głupi, że się nie zabezpieczyliście?
- Ale nie mogę być w ciąży - mówiłam spanikowana. - Laura, gdyby tak było już wcześniej chyba zaczęłabym czuć się źle. Minęły dwa tygodnie od balu, a wymiotować zaczęłam od wczoraj, czy przedwczoraj.
- To nie ma znaczenia, jedziemy do lekarza - zarządziła, łapiąc mnie za nadgarstek.
- Nie mogę zrobić testu ciążowego? - skrzywiłam się na myśl o tym, że będę musiała rozebrać się przed nieznaną mi osobą.
- Nie, nie ufam tym marnym testom. Wolę, żeby to ginekolog cię przebadał.
Kręciłam się niespokojnie przed gabinetem lekarza, kolejny raz próbując nie zwymiotować. Nasz pobyt tutaj uważałam za głupstwo; byłam przecież chora, więc nie rozumiałam dlaczego Laura zabrała mnie z chorobą do ginekologa. Rudowłosa za to siedziała spokojnie na krześle, nie odrywając ode mnie wzroku.
- To strata czasu - prychnęłam któryś raz z rzędu. - Mówię ci, nie jestem w żadnej, cholernej ciąży.
- Ale sprawdzić nie szkodzi - mruknęła pod nosem, krzyżując ręce na piersi. - Mel, zrozum. Jestem twoją przyjaciółką i martwię się o ciebie. Robimy to tylko i wyłącznie dla twojego dobra.
Zgromiłam ją wzrokiem, a w myślach modliłam się, by szybko znaleźć się w domu. Wymiotowanie w miejscach publicznych jakoś mi nie przypasowało.
- Więc zamiast tego mogłyśmy pojechać do lekarza rodzinnego, który przepisałby mi odpowiednie leki na grypę.
Martin przejechała dłonią po swoich włosach, zaciskając mocno usta. Wiedziałam, że powstrzymywała się od jakiegokolwiek komentarza. Jednak jak na nią przystało, długo nie wytrzymała.
- Masz gorączkę? Nie. Kaszel? Też nie. Doskonale znam objawy grypy, bo sama przez nią przechodziłam, więc nie próbuj mi wmówić, że jesteś chora - warknęła, czego się trochę przestraszyłam.
Jeszcze nigdy nie widziałam jej tak wściekłej. W sumie nie dziwiłam jej się; sama byłam na siebie wściekła, przecież zachowałam się jak zwykła gówniara, nie używając prezerwatywy.
- Ale ból brzucha, mięśni i tak dalej, owszem - fuknęłam, będąc naprawdę wkurzona. - Poza tym, równie dobrze mogłam kupić test ciążowy. Wyszłoby na to samo.
Brytyjka zmrużyła powieki, po raz kolejny nie odrywając ode mnie wzroku, co mnie trochę krępowało. Nie odzywałyśmy się do siebie przez kolejne parę minut, a napięcie tylko rosło. W końcu, drzwi od gabinetu otworzyły się, a przed nami ukazała się wysoka, starsza, mile wyglądająca pani. Uśmiechnęła się do nas, lustrując nas wzrokiem.
- Która to panienka Melissa White?
- Ja - powiedziałam ochrypłym głosem, automatycznie unosząc rękę.
- Zapraszam - kiwnęła głową w kierunku pomieszczenia.
Zagryzłam wargę, odwracając się w stronę mojej przyjaciółki, która siedziała ze spuszczoną głową. Poczułam się cholernie źle z tym, że byłyśmy na skraju kłótni przez taką błahą rzecz. Przykucnęłam przed nią, uśmiechając się delikatnie.
- Przepraszam, wiem, że chcesz dobrze - mówiłam głosem zbliżonym do szeptu. - Pójdziesz ze mną? Boję się pójść sama.
Ku mojemu zadowoleniu, dziewczyna uśmiechnęła się, kiwając głową. Po tym obydwie weszłyśmy do środka. Ja usiadłam na krześle, a Laura stanęła za mną. Naprawdę się bałam; nie wiedziałam, czego mogłam się tu dowiedzieć.
A co jeśli naprawdę byłam w ciąży?
- Więc myśli pani, że za parę miesięcy może pani zostać mamusią? - zapytała, patrząc na mnie znad okularów.
Przełknęłam głośno ślinę, zastanawiając się, skąd już o tym wiedziała. Dopiero sekundę później doszło do mnie to, że Laura musiała powiedzieć jej to przez telefon.
- Tak, ale bardziej skłaniałabym się ku grypie - odparłam spokojnie, słysząc zirytowane westchnięcie Laury stojącej za mną.
- Przepraszam, że się wtrącam, ale Melissa nie ma znacznej większości objawów, więc to nie może być grypa.
- Nie wszystkie objawy muszą się pojawić, żeby stwierdzić chorobę - odpowiedziałam cierpko, zła na to, że moja przyjaciółka zaczęła ten sam temat przy lekarce.
- A mogłabym wiedzieć, który to szczęściarz może zostać tatusiem? - kobieta uśmiechnęła się szeroko, a mnie coś ścisnęło w żołądku.
O rany. Co by było, gdybym za dziewięć miesięcy została mamusią, a Nathan tatusiem? Czy on w ogóle chciałby tego dziecka? Nie musiałam się tym przecież przejmować, bo nie byłam w ciąży.
Pokręciłam głową, kolejny raz przełykając ślinę.
- Wolę nie zapeszać.
I wtedy dopadły mnie wątpliwości. Co jeśli okazałoby się, że naprawdę będę miała dziecko, a owym tatusiem byłby Justin? Chwilę później skarciłam się za tą myśl; przecież Bieber się zabezpieczał, poza tym, robiliśmy to dobry miesiąc temu, więc to nie mogłoby być jego dziecko, skoro objawy zaczęły się dopiero teraz.
- Tak więc proszę zdjąć bluzkę i położyć się na fotelu - poinstruowała lekarka.
Spojrzałam przerażona na Laurę; nie mogłam zdjąć bluzki z jednej, prostej przyczyny; siniaki po ostatnich uderzeniach od ojca wciąż były mocno widoczne.
- Obowiązuje ją tajemnica lekarska, nic nikomu nie powie na temat siniaków - usłyszałam szept Laury tuż przy swoim uchu.
Po raz kolejny uwięziłam wargę w uścisku moich zębów, bijąc się z myślami. Dopiero ciepłe uśmiechy obydwu kobiet przekonały mnie do wykonania polecenia. Z niechęcią wymalowaną na twarzy, przeciągnęłam bluzkę przez głowę, rzucając ją niedbale na krzesło, na którym przed chwilą siedziałam.
- Połóż się.
Dziękowałam Bogu za to, że kobieta stała tyłem do mnie i na razie nie widziała mojego posiniaczonego ciała. Niepewnie usiadłam na fotelu, zaraz po tym kładąc się na nim, próbując wygodnie ułożyć się. Kiedy już mi się udało, zacisnęłam mocno powieki w oczekiwaniu.
Sekundę później usłyszałam chaotyczne wciąganie powietrza do płuc.
- Boże, dziecko. Co ci się stało? - zapytała, przejeżdżając dłonią po moim brzuchu.
- Spadłam ze schodów - powtórzyłam to samo, co w szpitalu, mając nadzieję na to, że ktoś mi uwierzy.
- Kochanie, ktoś cię biję?
Pokręciłam głową, spoglądając na Laurę, która również przyglądała się moim siniakom. Zorientowała się, że patrzyłam na nią, dlatego uniosła wzrok, ale nic nie powiedziała.
- Sama byłam kiedyś bitym dzieckiem, Melisso. Powinnaś iść to gdzieś zgłosić. Co jeśli okaże się, że jesteś w ciąży? Wtedy też dasz się bić?
- Nie - wychrypiałam. - Nie dałabym skrzywdzić mojego dziecka.
- Obiecasz mi, że pójdziesz z tym na policję?
Kolejny raz pokręciłam głową.
- A jeśli będziesz w ciąży, pójdziesz?
Zastanowiłam się trochę nad tym pytaniem; może i nie zależało mi na tym, żeby ojciec przestał się do mnie zbliżać, ale z pewnością nie chciałabym, żeby coś stało się mojemu dziecku, właśnie przez niego. Przytaknęłam więc. Lekarka podziękowała z niemrawym uśmiechem na ustach, a zaraz po tym posmarowała mój brzuch dziwną, lepką mazią. Uspokoiła mnie, biorąc do dłoni dziwny przedmiot, który chwilę później przyłożyła do macicy. Na ekranie pojawił się jakiś obraz, ale nie byłam w stanie sama osądzić, czy to oznaczało iż byłam w ciąży, czy też nie.
__________________________________________________________________
da bum tss.
jeszcze nic nie wiadomo, czy Mel jest w ciąży
ale powiem Wam, że historia lubi się powtarzać.
TO CHYBA DZISIAJ NA TYLE
do jutra x.
*nadal przypominam o nowym rozdziale na drugim blogu :)*
MATKO CO.MEL W CIĄZY O KURWA MAĆ MATKO ;OO CHOCIAŻ FAJNIE BY BYŁO XD CIEKAWE CO BY NATHAN POWIEDZIAŁ. ALE LAURA IDEALNA PRZYJACIÓŁKA,TAKIEJ TO TYLKO ZE ŚWIECĄ SZUKAĆ ♥ A NATHAN JAKI ROMANTYK SAME KWIATY PRZYSYŁA C: ROZDZIAŁ CUDNY,CZEKAM NA NEXTA ~@MyAngelMendler ♥
OdpowiedzUsuńNie rób sb jaj, ze niby Mel moze byc w ciazy !? :o To zes mnie zaskoczyla :o Niech zgadne... Kiedy mel 'byla' z Justinem to on zapomnial sie zabezpieczyc, tak? O.o
OdpowiedzUsuńNie rob jej tego, ona jest zbyt mloda XD.
No coz jezeli bedzie to mam nadzieje ze to bedzie dziecko Sykesa ^^
O i tak, Mel ma iść na policję!
no coz czekam na nexta :) Xx
Mel w ciąży? Nie możliwe :)
OdpowiedzUsuńA jak się okaże, że z Justinem to nie wytrzymam no!
Kurcze, a tak było fajnie :)
Nathan jest słodki wysyłając jej kwiaty <3
Likebloggerka <3
to ciekawe ;)
OdpowiedzUsuńno nie mogę się doczekać jutra, żeby się dowiedzieć prawdy ;)
Rozdział zajebisty zresztą jak zwykle :)
OdpowiedzUsuńMelissa jest w ciąży ?! I mówisz, ze historia lubi się powtarzać...Może ma to coś wspólnego z poprzednim blogiem ? Dobra może nie będę już zgadywać tylko z niecierpliwością czekam na następny :*
Pozdrowienia Kochana ♥
Ale się porobiło... No i kończyć w takim momencie...:)
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać co bedzie dalej?
Ciekawi mnie ile jeszcze bedzie rozdziałów??
Niech to będzie grypa, tak ładnie proszę :)
OdpowiedzUsuńhistoria lubi się powtarzać.. co to ma znaczyć? ;o
OdpowiedzUsuńale wiedziałam, ze coś wymyślisz i, ze stanie coś na przeszkodzie szczęścia z Sykesem. dziecko z Bieberem, oh Boże czemu Ada jest takim komplikatorem ? bo jak dzieciątko będzie Sykesa to pół biedy, bo i kochają się i są szczęśliwi, ale dlaczego Justin?
ja wiem, ze tak się okaże. :c
Laura mądra, też bym ją uprowadziła do lekarza! trzeba kuć żelazo póki gorące, to nie to przysłowie ale musiałam go użyć, tak nie zrozumiecie.. baj de łej, lepiej by było jak dziecka by nie było, a jak będzie to tylko Nathana. amen.
do następnego. <3
No tos mnie zaskoczyla :)
OdpowiedzUsuńTeraz bede sie przez caly jutrzejszy dzien zastanawiac czy i ewentualnie z kim jest w ciazy
Zawał! Zawał kompletny :o jak to? Znaczy nie wiem jak to będzie, ale jest trochę za młoda, nie?
OdpowiedzUsuńPrzez cały rozdział miałam wrażenie, że to dziecko Justina, bo nie było o tym wzmianki, że się zabezpieczyli i wgl. Ale kiedy jednak przeczytałam ze zabezpieczył się odetchnęłam. Zresztą to który byłby z nich ojcem rozstrzygałoby to, z którym musiałaby się związać... Cóż, jako ich dziecko nie chciałabym być przypadkiem...
Weny i czekam na kolejny <3
O żesz Ty, Melissa w ciąży? Hmm historia lubi się powtarzać powiadasz... Ciekawe, ciekawe nie powiem, że nie. Sołłł, jeśli Mel rzeczywiście jest w ciąży, obstawiam, że tatuśkiem jest Nathan. No bo ten, Justin odpada skoro się zabezpieczyli i z resztą robili to miesiąc wcześniej, więc objawy ciąży pojawiły by się już dawno... Ech, Sykes pokój załatwił a najważniejszego nie. Co za zakręcony człowiek:D
OdpowiedzUsuńTo ten trzymam kciuki za tatuśka, którykolwiek się nim okaże ;p
Do następnego;D
Ela
Loool. Kto by się spodziewał, taka grzeczna dziewczyna, a już do ginekologa, bo może być w ciąży... Czo to się dzieje? XD
OdpowiedzUsuńWolałabym jednak, żeby to była grypa. A jeśli dziecko to Natha... Bo jak Justina (tak, zabezpieczał się, ale wypadki chodzą po ludziach) to ta sprawa będzie tak strasznie skomplikowana,że nie widzę dobrego zakończenia.
Dobra, nic już więcej nie piszę, tylko czekam na następny.
Jak to się nie zabezpieczyli?! No nie wierzę... Jeśli ona jest w ciąży, to zacznie się robić ciekawie... Co masz na myśli, mówiąc, że historia lubi się powtarzać? Sama nie wiem co o tym myśleć... Mimo wszystko cieszę się, iż Laura zabrała Melissę do ginekologa. I nawet jeśli okaże się, że nie nosi w sobie dziecka to będą miały pewność:)
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta ;*
O KURWA NATHAN TATUSIEM O KURWA ZAJEBIŚCIE XD
OdpowiedzUsuńCHODZIAŻ, ONA JEST TAKA MŁODA I ON TEŻ, A CO JAK TO BD JUSTINA DZIECKO O W DUPE JA TEGO NIE PRZEŻYJE XDDD
DOBRA JAK TO UJĘŁA MELISSA "WOLE NIE ZAPESZAĆ"
No nie wierze Melissa może być w ciąży o kurdeczka wszystko się skomplikowało *o*
OdpowiedzUsuńAle mam nadzieję, że to Nathan jest ojcem, a nie Justin i że jej nie zostawi jakby się okazało, że jest ;o
Czekam na następny ♥
Nadrobiłam !!!
OdpowiedzUsuńNo nie.. nie mogła być w ciąży !
to sie będzie mijać z celem.
Może jej popsuć plany na przyszłość..
A jesli ojciec ją tak uderzy, że poroni ? :O
nie chce nawet o tym myśleć.
a lekarka dobrze jej doradziła. niech idzie zgłosić gdzieść , ze jest bita !
Czekam na nn
zapraszam do mnie:
http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com/
http://love-is-a-contradiction.blogspot.com/