Nathan.
Staliśmy na kulisach, a ja co jakiś czas wychylałem się zza kurtyny, która nas zasłaniała, by kolejny raz przebiec wzrokiem po widowni. Koncert zaczął się pięć minut temu, a ja nadal nie widziałem Melissy. Zaczynałem się trochę martwić, ponieważ już parę dni wcześniej obiecała mi, że przyjdzie. Dziękowałem Bogu za to, że graliśmy ostatni; kto wie, być może Mel na tą część zdąży. Obiecała mi.
Usłyszałem pukanie do drzwi od mojego pokoju, dlatego pośpiesznie rzuciłem mój brudnopis na łóżko, przykrywając go kołdrą. Dodatkowo, by nikt go nie zauważył, usiadłem na tym miejscu, mówiąc ciche ,,proszę". Nikt nie wszedł do pokoju, ale za to ktoś zaśmiał się. Rozpoznałem śmiech mojej mamy.
- Kochanie masz gościa. Jesteś pewien, że przestałeś robić to, co robiłeś?
- Mamo - odpowiedziałem zażenowany, czując wpływający rumieniec na twarz. - Nie robiłem tego, o czym myślisz.
Jej dźwięczny śmiech zabrzmiał po raz kolejny, a już chwilę później w przejściu ujrzałem uśmiechniętą Melissę.
- Dziękuję ci mamo, za pełne skompromitowanie mnie przed dziewczyną! - krzyknąłem do oddalającej się kobiety.
Zauważyłem, że wzrok Melissy przez chwilę spoczął na moim kroczu, co i mnie doprowadziło do śmiechu. Wstałem z łóżka, przytulając blondynkę mocno do siebie.
- Nie, nic takiego nie robiłem, no błagam was - zaśmiałem się prosto do ucha mojej dziewczyny, co wywołało ciarki na jej skórze. Nie ukrywam, cieszyłem się, że tak na nią działem.
- Ja nic takiego nie powiedziałam - uśmiechnęła się słodko, chwilę później składając równie słodki pocałunek na moich ustach. - Chciałam ci tylko podziękować za te wszystkie kwiaty. - złapała moją dłoń, splatając ze sobą nasze palce.
Pociągnąłem dziewczynę w stronę mojego łóżka, prosząc by usiadła. Dopiero gdy to zrobiłem, przeniosłem zeszyt dyskretnie pod poduszkę.
- Będziesz na naszym koncercie? - zagadałem ją, by nie zwracała uwagi na to, co przed chwilą zrobiłem.
Kiwnęła energicznie głową, wtulając się w mój tors.
- Jak mogłabym przepuścić coś takiego, Nath? Poza tym, jakoś po koncercie chcę powiedzieć Justinowi o moim wyborze.
- Ale obiecujesz, że przyjdziesz? - pytałem dalej, unosząc palcami jej podróbek do góry. Patrzenie w niebieskie oczy Melissy prawdopodobnie nigdy mi się nie znudzi.
- Przysięgam - odpowiedziała, wplatając jedną rękę w moje włosy. Wiedziałem już co to oznaczało, dlatego sam się przysunąłem, zmniejszając odległość między nami do zera.
Zastanawiałem się, co takiego zatrzymało Melissę. Naprawdę zależało mi na tym, żeby byli tu wszyscy ludzie, których kochałem. Nawet mama i Jess siedziały już na widowni. Odwróciłem się do chłopaków, którzy wciąż wpatrzeni byli w tekst oraz linie melodyczne. Patrząc na Justina, zrobiło mi się go żal. Uważałem go za najlepszego przyjaciela, a mimo to zacząłem umawiać się z dziewczyną, którą i on kochał.
Czy było to nie fair? Owszem. Czy było mi z tym źle? Cholernie.
Kanadyjczyk wyczuł moje spojrzenie na sobie, dlatego uniósł głowę, uśmiechając się szeroko. Odwzajemniłem ten gest, pomimo wyrzutów sumienia. Najgorsze było to, że obiecałem Melissie, iż będę przy tej rozmowie. Mieliśmy powiedzieć mu razem, ale ja boję się jego reakcji. Przecież nie od dziś wiadomo, że Justin był impulsywnym człowiekiem.
- I jak chłopcy, dobrze się czujecie?
Cała trójka jak na zawołanie podniosła głowy, patrząc na uśmiechniętego od ucha do ucha Kaneswerana. Ekscytacja, podniecenie i radość aż od niego biło. Nie dziwiłem się mu, pierwszy raz organizował coś takiego, chciał, żeby koncert wypadł jak najlepiej.
- Dobrze - odpowiedział mu równie wesoły Tom. - Genialnie wręcz.
Kątem oka spojrzałem na McGuiness'a, który co chwilę spoglądał na swój zegarek. Najwyraźniej i on czekał na swoją dziewczynę.
- Nie stresujecie się? - nauczyciel pytał dalej.
- Lubimy występować, więc czym mamy się stresować? - wtrącił Bieber. - No przynajmniej ja lubię.
Wszyscy chłopacy, oprócz mnie, natychmiast przytaknęli, zgadzając się z naszym przyjacielem. Szatyn uśmiechnął się szeroko, a mi w tym momencie pękło serce. Był szczęśliwy, dlaczego miałem to niszczyć? W jednej chwili zrozumiałem, jak czuła się Melissa.
Wyminąłem Kaneswerana, który zawzięcie rozmawiał o czymś z Justinem i podszedłem do McGuiness'a, nadal wpatrzonego w ekran swojego telefonu. Usiadłem obok niego, uśmiechając się niemrawo. Miałem wrażenie, że zaraz stanie się coś niedobrego.
- Czekasz na Laurę? - spytałem cicho.
- Napisała mi, że się spóźni, ale człowieku. Ile można czekać?
Zaśmiałem się pod nosem, wbijając wzrok w drzwi wejściowe. Jeśli Laura miała się spóźnić, to Melissa zapewne z nią.
- Tak na dobrą sprawę nie widziałem się z Laurą od tygodnia. Chciałbym zobaczyć ją chociaż przed naszym występem, Nath.
- Wiem, mam to samo z Mel. Chociaż ja widziałem się z Melissą wczoraj - dźgnąłem przyjaciela w bok, mając nadzieję na to, że w końcu się uśmiechnie.
- Ale ja się martwię. Laura była ostatnio jakaś taka cicha, ciągle patrzyła znacząco na Mel, jakby miały przed nami jakąś tajemnicę.
- Stary, one są przyjaciółkami, na pewno coś ukrywają.
- Ale przed swoimi chłopakami? - powiedział to na tyle głośno, że zwrócił na nas uwagę przynajmniej połowy znajdujących się, w tym miejscu, uczestników. Spojrzałem spanikowany na Biebera, który również patrzył w naszą stronę. Uśmiechał się jednak, co odebrałem za dobry znak. Nie wiedział, więc nie miał się czym przejmować.
- Nie powiedzieliście mu jeszcze? - szepnął Jay.
- Nie, Mel chce powiedzieć mu po koncercie.
- Podobno tobie też ma coś do powiedzenia - uniósł brwi, za to ja je zmarszczyłem. - Bałbym się na twoim miejscu. Ostatnio, jak miała obojgu coś do powiedzenia, powiedziała że nie chce być z żadnym.
- Ta, pamiętam - mruknąłem pod nosem, zastanawiając się, o czym to Melissa chciała ze mną porozmawiać. - A skąd właściwie o tym wiesz?
- Laura i Mel to przyjaciółki - powtórzył moje słowa, wzruszając ramionami. - Słyszałem kawałek ich rozmowy.
Wydałem z siebie dźwięk zrozumienia, przenosząc wzrok z powrotem na drzwi. Tak bardzo chciałem ujrzeć w przejściu Melissę. Chciałem przytulić ją do siebie, pocałować i powiedzieć, jak bardzo za nią tęskniłem.
- Wiesz, podoba mi się to, że jesteś z nią - zaczął zamyślony. - Zmieniłeś się, ale na lepsze. Już nie wyrywasz lasek na prawo i lewo, nie jesteś chamem. Jesteś wierny tylko tej jednej dziewczynie, która zmieniła twój świat.
- Dziewczyna zmieniła nie tylko mój świat. Ty też jesteś innym człowiekiem, dzięki Laurze.
Jay uśmiechnął się, przytakując. Chciało mi się śmiać; jeszcze parę tygodniu temu nawrzeszczałem na Parkera, kiedy ten sugerował mi, że mogłem zmienić się przez Melissę, a dzisiaj przyznałem temu rację bez żadnego problemu. Na dobrą sprawę cieszyłem się z tego. Cieszyłem się, że w końcu wydoroślałem.
W pewnym momencie, ktoś otworzył drzwi, a moje serce na moment stanęło. Ucieszyłem się, kiedy ujrzałem w przejściu Laurę, ale szybko zawiodłem się, nie widząc za nią mojej dziewczyny. Rudowłosa uśmiechnęła się na nasz widok, podbiegając do Jay'a. Wtuliła się mocno w swojego chłopaka, wyglądając na naprawdę zmartwioną.
- Stało się coś? - spytałem lekko zaniepokojony.
- Nie, ale nie wiadomo, czy Melissa zdąży na koncert - oderwała się od szatyna, a ja spuściłem głowę zawiedziony. - Pojechała na komisariat.
- Dlaczego? - pytałem dalej, czując rosnącą panikę.
- Musiała zeznać na policji całą prawdę o jej ojcu.
W tym momencie moja panika sięgnęła zenitu. Oczekiwałem najgorszego.
- Znowu ją pobił?
- Nie, Nath, nie panikuj - uspokajała mnie, kładąc dłonie na moich ramionach. - Pojechała tam, bo obiecała komuś, że w końcu na niego doniesie. Osobiście, jestem dumna z niej, że w końcu to zrobiła. Oczywiście, chciałam pojechać z nią, ale odprawiła mnie na koncert, żebym w końcu pobyła trochę czasu z Jay'em - odwróciła się w stronę swojego chłopaka, chwytając go za rękę.
- Kiedy tam pojechała? - nie mogłem oprzeć się pokusie zadawania pytań.
- Jakąś godzinę temu. Wydaje mi się, że zaraz jednak powinna przyjechać.
Kolejny raz spuściłem wzrok, zaczynając bawić się palcami. Pojechała na komisariat złożyć zeznania, dobrze. Tylko komu to obiecała? Justinowi? Laurze? Nie, nie mogła obiecać tego właśnie jej, bo Laura z pewnością nie powiedziałaby o sobie w trzeciej osobie. Więc może jednak obiecała Bieberowi? Tylko kiedy? I dlaczego?
Wstałem ze swojego miejsca, podchodząc bliżej kurtyny, która nas zasłaniała. Dzieciaki, które akurat występowały, czuły się wręcz niesamowicie będąc na scenie, a ich pozytywna energia udzielała się wszystkim na widowni. Uśmiechnąłem się pod nosem, chcąc by i nasz występ tak wyglądał.
Nagle poczułem wibracje, więc natychmiastowo wyjąłem swojego iPhone'a z kieszeni. Uśmiech aż sam cisnął mi się na usta, kiedy na wyświetlaczu zauważyłem napis ,,Melissa".
- Cześć kochanie - zacząłem, nie dając dziewczynie dojść do głosy. Zaśmiała się dźwięcznie, a mi przez ten dźwięk zrobiło się lżej na sercu.
- Chciałam tylko zapytać, czy nie jesteś zły na mnie za to, że jeszcze mnie nie ma.
- Nie, już nie jestem - odwróciłem się, patrząc na Laurę i Jay'a, którzy zajmowali się sobą, kompletnie nie zwracając uwagi na resztę otoczenia. Mel, błagam, wróć szybciej. - Laura wyjaśniła mi, że byłaś na policji. Powiedziała, że obiecałaś komuś, że to zrobisz. Powiesz mi komu? - zapytałem z nutką nadziei, nie chcąc jednak na nią naciskać. Wiem, że to była jej sprawa, ale byłem jej chłopakiem, więc ja również martwiłem się o takie typu rzeczy.
- Obiecałam to lekarce, Nath. Zauważyła moje blizny i poprosiła, bym poszła na policję. Wytłumaczyła mi dokładnie dlaczego nie mogę na to pozwalać.
- Też próbowałem ci to wytłumaczyć, kochanie.
- Wiem i dziękuję ci za to, ale teraz miałam naprawdę ważny powód, żeby to zrobić. Kończę, ale za jakieś dziesięć minut pojawię się na koncercie, dobrze? Pójdę na kulisy, żeby się z tobą przywitać - kolny raz usłyszałem jej śmiech, który powodował, że nie potrafiłem się długo na nią gniewać.
- Kocham cię - powiedziałem, zanim się rozłączyła.
- Ja ciebie też kocham, Sykes - pomimo tego, że jej nie widziałem, wiedziałem, że właśnie się uśmiechała.
Rozłączyłem się, chowając telefon do kieszeni spodni. Teraz zostało mi odliczać dane dziesięć minut. Miałem nadzieję na to, że się nie spóźni, bo za około pół godziny miałem wychodzić z chłopakami na scenę.
- Nathan uspokój się, pewnie spotkała kogoś znajomego, dlatego jeszcze nie przyszła - uspokajała mnie Laura, chociaż i w jej głosie słyszałem nutkę niepokoju.
Krążyłem w kółko, ciągle przeczesując dłonią włosy. Zawsze tak robiłem, kiedy się denerwowałem. Tak było i tym razem. Minęło już dwadzieścia minut od telefonu Melissy, a ona do tej pory jeszcze nie przyszła. W głowie zaczynałem układać czarne scenariusze.
- Mel jest rozsądną dziewczyną, nic jej się nie stanie.
Odwróciłem się energicznie, patrząc na Biebera, który martwił się prawie tak mocno, jak ja. Tymi słowami próbował przekonać wszystkich znajdujących się w tym pomieszczeniu, również siebie. Pomimo wszystko, nikt mu nie uwierzył. Jasne, Melissa była rozsądna, ale na dworze dochodziła godzina dziesiąta, co równoznaczne było z ciemnością. Po ciemku przecież mało co widać.
- Boże, dlaczego zachciało jej się akurat teraz iść na ten zasrany komisariat? - pytałem sam siebie, ciągnąc za końcówki włosów. - Nie mogła zrobić tego jutro?
- Zamierzała to zrobić wtedy, kiedy jej ojca nie będzie w domu, Nath - odpowiedziała nieco bardziej spokojna Martin. - Tylko dzisiaj miała taką okazję, bo jutro już może wrócić.
- To dlaczego nie wzięła ze sobą ciebie? - spojrzałem na nią, co dziewczyna odwzajemniła zdziwionym spojrzeniem. - Byłbym o wiele spokojniejszy, jeśli byłybyście we dwie.
- Znajdujemy się w bezpiecznej okolicy, nikt jej tu nie porwie, chłopie - tym razem usłyszałem głos Jay'a.
Chłopak podszedł do mnie i ciągnąc za rękę, kazał mi usiąść na krześle. Nie chciałem tego zrobić, ale szatyn i tak zmusił mnie do tego. Kiedy już usiadłem, wsparłem głowę na dłoniach, kompletnie nie wiedząc, co powinienem ze sobą zrobić. To dobrze, że się tak martwiłem? Czy może była to oznaka nieufności? Nie prawda, ufałem Melissie jak nikomu innemu. Po prostu kochałem ją ponad życie i bałem się, że przez jedną głupotę znowu stracę dziewczynę mojego życia.
W pewnym momencie do pomieszczenia wbiegł przerażony Kaneswaran razem z wuefistą. Biel na twarzach obojga sprawiła, że i ja zaczynałem się bać.
- Macie się stąd nie ruszać - rozkazał Ben. - Za wszelką cenę nie wychodźcie z budynku, rozumiecie?
- Ale dlaczego? - spytał jakiś przestraszony pierwszak.
- Otóż na naszej ulicy doszło do jakieś strzelaniny - Mulat oblizał suche usta, a głos drżał mu niemiłosiernie. Te zdanie wystarczyło, żebym zaczął się jeszcze bardziej bać. - Dosłownie przed chwilą, ktoś zaczął strzelać do niewinnych ludzi.
Zerwałem się z miejsca w kierunku drzwi, jednak Ben zdążył złapać mnie, pchając z powrotem na miejsce. Zaczął krzyczeć, ale ja go nie słuchałem. W głowie wciąż powtarzałem to samo.
Nasza ulica. Strzelanina. Przed chwilą. Melissa. Koncert. Dziesięć minut temu.
Zamknąłem oczy, widząc tak bardzo niechciany obraz. Widziałem moją ukochaną blondynkę leżącą w kałuży krwi, patrząc na sprawcę, przerażonym wzrokiem. Potrząsnąłem głową, wyrzucając ten obraz z głowy. Nie. Nie mogli ją zabić.
Nagle drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem. Do środka wparował trzecioklasista, którego nie kojarzyłem z imienia. Oparł się dłońmi o kolana, próbując złapać oddech.
- Karetka już przyjechała. Policja też. Mężczyzna uciekł. Zamordował jedną osobę - wysapał, a wszyscy zerwali się ze swoich miejsc, patrząc na niego wyczekująco. - Dziewczynę. Chodziła do tej szkoły. Tylko tyle wiem.
I nagle całe moje życie straciło sens.
__________________________________________________________
DON'T PANIC.
+ tak, w tym momencie nie wiedziałam co mam napisać. i tak, musiała to być strzelanina, ale jeju, to jest tylko beznadziejny ff, nie czepiajcie się mnie. :D
ok.
na tyle.
przepraszam za błędy i do następnego. <3
*wiecie już, o co mi chodziło może? c:*
momentalnie zbladłam ! seriooo !
OdpowiedzUsuńJuż myślałam, że jak przyjdzie to powie o ciąży Nath'owi i rozmówi się z Biber'em..
Mam nadzieję, że to nie ja postrzelili, albo, ze tylko drasneli.. ;x
namieszałaś !
czekam na nn
http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com/
http://love-is-a-contradiction.blogspot.com/
Jak ja mam nie panikować ! Ja panikuje lol.
OdpowiedzUsuńWszystko pięknie, ładnie ale czy to Mel zabrali do szpitala?! Nie no w takim momencie przerywać, ja muszę wiedzieć! XD
Po moich dochodzeniach stwierdzam iż Mel jest bądź była w ciąży, bo obiecała ' doktorowej ', że jak będzie w ciąży to pójdzie na policje! Dobrze myślę, tak ? ^^
Ja sądzę, że to Mel została postrzelona, ale zostanie uratowana jednak jej dziecko ( o ile była w ciąży ) nie przeżyje tego! XD
ja już nic nie pisze bo się rozpisałam... ;p
Czekam na nexta *-*
O M G
OdpowiedzUsuńCos ty zrobila z biedna Mel? Bo zgaduje ze ja postezelili... cholera nie rob mi tego :( a ten co strzelal to na pewno jej ojciec.
Chociaz moze to nie ona bo inaczej juz by nie bylo kolejnego rozdzialu
Ja nie panikuje, wcale.
OdpowiedzUsuńBo przecież jest wiele dziewczyn, które zmierzały na koncert i chodzą do ich szkoły. Bardzo dużo.
Nie panikuje.______________.
Nie wgl...
Już myślałam, że w końcu Justin się dowie. Nathan zostanie ojcem, ale nie ty ją zabijasz. Ja wiem, że to ona. Jesssu dawaj nowy rozdział!!!!
Zejde na zawał przez ciebie....
Weny i czekam na kolejny :*
Zapraszam do mnie <3
nie, nie, nie, nie, nie, nie... Ada, proszę nie uśmiercaj jej! ;-;
OdpowiedzUsuńwiem że tym facetem jest jej ojciec... no ale, proooszę, nie rób tego. ;-;
niech to będzie np. Jenna... albo ktokolwiek inny, tylko nie Mel...
Oni są tacy słodcy, że muszą być razem. Tak bardzo Cię proszę!
*szlocha na kolanach*
;-;
O w dupe ja myślałam, że ona powie już Nathanowi o ciąży i powie tez Bieberowi , że wybrała Nath'a a tu kurwa jakiś jebany pedofil sb strzela do ludzi i zginęła dziewczyna.
OdpowiedzUsuńJak ja mam tu nie panikować? Nie mam chusteczek przy sb a jak nie bd happy end'u to bd beczeć XDDD
o kuurr..
OdpowiedzUsuńjak to Mel leży tam w kałuży krwi to dupa, czarna dupa
ja tu kurde czekam na ich starcie z Justinem, a ty tu takie przedstawienie odpierdzielasz
serce mi bije jak szalone,
jakbym była Nathanem w tej chwili
dawaj nexta'a o połnocy ; D będzie już poniedziałek ;P
BECZE.JAK MOGLAS.ZABIC.MELISSE?! NO PRZECIEZ ONA ...NIE...JA MAM NADZIEJE ZE TO NIE MELISSE POSTRZELILI.ONA JESZCZE POWIE BIEBEROWI POWIE O SWOIM WYBORZE,A NATHANOWI O CIAZY.I KONIEC.ONA NAPEWNO ZYJE. NELISSA ISTNIEJE.MEL.ZYJE.ROZUMIESZ?! Tak.JAK JA DO CHOLERY MAM NIE PANIKOWAC? RYCZE W CHUJ MOCNO ._.POZDRAWIAM I CAŁUSKI~@MyAngelMendler
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że to nie Melissa no!
OdpowiedzUsuńKurcze nie życzę nikomu źle, ale może być to Jenna nie Melissa już tak fajnie się układało jej z Nathanem :)
To nie może być ona :)
Likebloggerka <3
Jak ja mam kurde nie panikować?! No jak?! Przestanę dopiero wtedy, kiedy się okaże, że to jednak nie Melissa jest ofiarą śmiertelną. Ona miała porozmawiać z Nathanem o ciąży i jeszcze z Justinem o jej wyborze, a teraz chcesz mi powiedzieć, iż to wszystko tak nagle szlak trafia przez jakieś pojebańca, który tak bez powodu strzelał do ludzi?! Nie możesz Nam tego zrobić... Boże... Przeżywam to jak śmierć kogoś bardzo mi bliskiego. Widzisz jak bardzo można się wciągnąć w Twoje opowiadanie? Teraz już widzisz:)) Na całe szczęście udało mi się rozluźnić sytuację i nie jestem już tak bardzo zdruzgotana, jednak obawiam się, że jutro znowu będę smutna, bo okaże się, że ona jednak nie żyję i dupa. Dlatego NIE RÓB NAM TEGO!!!
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta ;***
Zakończyć w takim momencie! I w dodatku mam nie panikować! No chyba Cię Ado dzisiaj Bóg opuścił. Proszę, błagam niech to nie będzie Melissa! Cholera jasna, ona jest w ciąży, nie może umrzeć! Co za kutas strzela do niewinnych ludzi? Zasrany komisariat, zasrane zeznania, zasrana ciemność, zarany koncert! Zasrane to wszystko!
OdpowiedzUsuńOMG, OMG, OMG!
Nie zasnę. Jasny gwint nie zasnę!
Czekam z łomocącym sercem na następny.
Ela
dksjvbsiouegvb, ej no, ej no
OdpowiedzUsuńZnajdujemy się w bezpiecznej okolicy, tak Jay na tyle bezpiecznej żeby kogoś zabić, jakiś szaleniec zabił dziewczyne
bezpieczna na maxa ;_;