piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział trzydziesty dziewiąty

Melissa.

Rzuciłam się na łóżko, siadając pod ścianą i podkulając kolana po brodę. Od paru minut wpatrywałam się w sukienkę, w której miałam iść na dzisiejszy bal. Na początku w ogóle nie zamierzałam tam pójść, jednak Laura mnie zmusiła. Od dobrych paru dni mówiła tylko o tym, aż w końcu wczoraj przyniosła piękną suknię do mojego domu. Wtedy nie dała mi wyboru; musiałam się tam zjawić, czy tego chciałam, czy też nie. Mój wzrok mimowolnie powędrował do zabandażowanego nadgarstka. Zamknęłam oczy, w myślach powtarzając najgorszą noc mojego życia. 

- Niech pani mi jeszcze raz powie, jak to się stało.
Lekarka, która zajmowała się moją raną, pytała powoli i spokojnie już któryś z kolei raz. Zawsze krzywiłam się, próbując zmienić temat, ale ona była nieugięta. Cóż, nie miałam jej tego za złe; w końcu była lekarzem, musiała dowiedzieć się dlaczego taka głęboka rana pojawiła się na moim nadgarstku. 
- Zacięłam się zbyt mocno - odpowiedziałam zachrypniętym głosem. 
Kobieta, na której plakietce przeczytałam, iż nazywała się Hannah, spojrzała na mnie spod uniesionych brwi. Odchrząknęłam, jednocześnie wzruszając ramionami. 
- Czym? - pytała dalej. 
Oblizałam suche usta, przypominając sobie sytuację sprzed godziny. Ból wciąż był wręcz namacalny. Nigdy nie zapomnę tego momentu, w którym ostrze żyletki przebiło moją skórę. 
- Żyletką. 
Skończyła opatrunek, unosząc się do prostej pozycji. Skrzyżowała ręce na piersi, wciąż przyglądając mi się srogim wzrokiem. 
- Dlaczego? 
- Bo lubię - wzruszyłam ramionami.
Hannah pokręciła głową z dezaprobatą, a ja tylko spuściłam wzrok. Domyślałam się, jak dziwnie musiało to zabrzmieć, ale nie mogłam powiedzieć jej o tym, że pocięłam się, ponieważ ojciec mnie pobił. To były moje sprawy osobiste i nie ważne kim była, nie musiała o wszystkim wiedzieć. Przynajmniej ja nie chciałam, by o wszystkim wiedziała.
- Zdejmij bluzkę - rozkazała. 
Poczułam nagłe uderzenie ciepła. Nie mogłam tego zrobić, ponieważ zobaczyłaby wszystkie moje blizny i siniaki. Pokręciłam automatycznie głową, zasłaniając biust rękoma. 
- Melisso proszę, muszę cię zbadać, czy aby na pewno wszystko dobrze.
- Nie da się inaczej? 
Kobieta potrząsnęła głową, a ja głośno westchnęłam. Nie chciałam zdejmować bluzki. 
- Wszystko jest okej - powiedziałam, podnosząc się z miejsca. 
Ruszyłam w kierunku drzwi, jednak lekarka zdążyła złapać mnie za łokieć. Przeklęłam pod nosem, wciąż stojąc tyłem do niej. Moim zachowaniem tylko wzbudzałam większe podejrzenia, co raczej nie mogło mi pomóc. 
- Może ci się tylko wydawać, że wszystko jest dobrze, a za parę tygodni trafisz tutaj z powrotem. 
Odwróciłam się w jej stronę, głośno przełykając ślinę. I w tym momencie również miała trochę racji. Przecież ojciec mógł wyrządzić mi jakąś wewnętrzną krzywdę. Skinęłam głową ledwo zauważalnie, z powrotem siadając na miejscu. Hannah podeszła do mnie, znacząco patrząc na moją bluzkę. Westchnęłam, chwytając rąbek materiału. Miałam tylko nadzieję na to, że siniaki nie zdążyły nabrać widocznego koloru. 
Zacisnęłam mocno powieki, czując delikatny dotyk kobiety na ramieniu. Próbowałam się nie skrzywić i udawać, że wcale mnie to nie bolało. Rzeczywistość oczywiście była odwrotna, nadal czułam pieczenie na skórze od uderzenia pasa. 
- Co ci się stało? - spytała zszokowana, oglądając moje blizny.
- Spadłam ze schodów. 
Odsunęła się, podrywając głowę. Uśmiechnęłam się niemrawo, jakbym chciała uwiarygodnić tym swoją wypowiedź. 
- Ktoś cię biję? 
Automatycznie pokręciłam głową. Ostatnio często spotykałam się z tym pytaniem, dlatego odruch miałam już wyrobiony.
- Melisso, znam się na tym. To absolutnie nie wygląda jakbyś spadła ze schodów. 
- Mogę już iść? 
Hannah nie odpowiedziała mi, tylko chwyciła do dłoni swoje słuchawki lekarskie. Kazała mi się wyprostować, jednocześnie głęboko oddychać. Wykonywałam wszystko zgodnie z jej poleceniami, modląc się, bym mogła już wyjść do domu. 
- Powiedz mi prawdę. 
Jęknęłam, poprawiając się na niewygodnym siedzeniu. Kobieta bywała nieugięta, jeśli chodziło o zadawanie pytań. 
- Spadłam ze schodów - powtórzyłam, tym razem spokojniej. 
Przez chwilę nie odrywała wzroku od moich oczu, a ja bałam się, że w głowie układała kolejne tysiąc pytań, na które nie mogłam odpowiedzieć. Ku mojemu zadowoleniu, pokręciła tylko głową, rozkładając ręce. 
- Zostaniesz tutaj na obserwację, później zobaczymy co dalej. 

Do końca wizyty w szpitalu lekarka dała mi spokój z zadawaniem pytań. Dopiero ostatniego dnia powiedziała coś, co mnie zszokowało; bite dzieci też mają swoje prawa, idź z tym na policję, nie tłamś tego w sobie. Doskonale wiedziałam, że jako bite dziecko mogłam pójść na komisariat, ale jaki był w tym sens? Zabrałabym rodzinie ojca, wszyscy by mnie znienawidzili, bo pomimo wszystkiego, to on przynosił pieniądze na życie. Pomijając moją matkę, która robiła z naszego mieszkania dom publiczny. 
Usłyszałam pukanie do drzwi, charakterystyczne dla Laury, więc wyprostowałam się, siadając w siadzie skrzyżnym, a po tym dałam jej pozwolenie do wejścia. Sekundę później w przejściu pojawiła się moja uśmiechnięta przyjaciółka, ze swoją suknią w dłoni. Powiesiła ją koło mojej, a następnie przysiadła obok mnie. 
- Jak się czujesz? - zapytała, co chwilę spoglądając na mój zabandażowany nadgarstek. 
- Bywało gorzej - uśmiechnęłam się niemrawo. 
Laura również uśmiechnęła się delikatnie, próbując dodać mi otuchy. Wiedziałam, że coś ją dręczyło, że chciała o coś zapytać. Domyślałam się też, że chodziło o tą noc, w której to niemalże wykrwawiłam się na śmierć. 
- Laura, widzę, że patrzysz na opatrunek. 
Dziewczyna natychmiastowo przeniosła wzrok z białego bandaża na mnie, a na jej poliki wpłynął różowy rumieniec. Zaśmiałam się, nie chcąc, by czuła się nieswojo. 
- Pewnie chciałabyś wyjaśnień. Cóż, chyba na to zasłużyłaś. 
Zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do swojego biurka, skąd zrzuciłam parę niepotrzebnych rzeczy na podłogę. Kiedy znalazłam list od Nathana, zagryzłam mocno dolną wargę, próbując się ponownie nie rozpłakać. Podałam go dziewczynie, czytając kartkę razem z nią. 

" Mój drugi i ostatni list. 
Nathan. 
' Kochanie, przepraszam że piszę.
Nie mogę powstrzymać moich rąk od drżenia
Bo jestem zimny i samotny dziś wieczorem.
Tęsknię za Tobą i nic tak nie rani jak brak Ciebie. '

Chcę tylko coś wyjaśnić. 
Byłaś moim osobistym Aniołem. 
Byłaś moim marzeniem.
Byłaś tą jedyną dziewczyną, którą chciałem przytulać, całować i dotykać. 
Dzięki Tobie miałem cały świat w dłoni. 
Kochałem Cię. 
Ale rozumiem wszystko. Nie odwzajemniasz mojego uczucia, nie czujesz tego samego co ja. Wolisz Justina. Dobrze, rozumiem. 
Mówią ,,Jeśli kogoś kochasz, daj mu odejść" i ja zrobię to właśnie teraz. Ten liścik jest krótki  i chaotyczny, ale najważniejsze jest tylko jeden przekaz. 
Obiecuję, że już więcej się do Ciebie nie zbliżę. Obiecuję, że więcej się nie odezwę. Przysięgam, że więcej Cię nie pocałuję. Odchodzisz, a moje serce razem z Tobą. 
Od dzisiaj zachowujemy się tak, jakby pomiędzy nami nigdy niczego nie było. Sądzę, że tak będzie lepiej. Poza tym, to były Twoje słowa.
Nathan Sykes. "

Chwyciłam moją ulubioną, ogromną poduszkę, wtulając się w nią. Za każdym razem, kiedy czytałam ten list, bolało mnie serce. Nie potrafiłam udawać, że pomiędzy mną a Nathanem niczego nie było. Przeżyłam z nim najwspanialszy pierwszy pocałunek, chociaż on myślał, że było odwrotnie. Przeszłam z nim przez tak wiele, że aż szkoda by było teraz to wszystko zmarnować. Teraz, kiedy zaczynało się między nami znowu układać. Jednak nie miałam mu tego szczególnie za złe - okazał się na tyle dojrzały, że ,,ustąpił" swojemu najlepszemu przyjacielowi. Zrezygnował ze swojego uczucia tylko po to, by przestać kłócić się z przyjacielem. Zrobił dokładnie to, o co wcześniej oboje prosiłam. 
- Można więc powiedzieć, że dał ci kosza.
Rudowłosa dziewczyna skrzywiła się, a widząc, że zapatrzona byłam tylko w jeden punkt, mocno przytuliła mnie do siebie. 
- Nie martw się, przecież masz Justina. 
- Ale ja nie wiem czy go chcę. 
Wstałam ze swojego miejsca, chwytając wcześniej przygotowaną sukienkę. Skoro już musiałam iść na tel bal, chciałam wyglądać co najmniej dobrze, a w pięć minut na pewno nie zdążyłabym się przygotować. 

- Zostały niecałe trzy tygodnie nauki, a nasza szkoła co roku organizuje bal na koniec, na rozluźnienie - pan Lynch zaśmiał się, wierząc, iż zabrzmiał śmiesznie, podczas gdy trzy czwarte uczniów przekręciło oczami. - Tak jest i tym razem, jednakże w tym roku postanowiliśmy naszą zabawę nieco urozmaicić. Oprócz tematu balu, wskazane są maski. Czy wszyscy je macie? - tłum ludzi odkrzyknął głośne ,,tak". Spojrzałam na ręce, w których trzymałam posrebrzaną maskę, pięknie przyozdobioną. Nawet Laura śmiała się, że byłam w niej nie do poznania. - Tak więc na trzy cztery wszyscy je zakładamy! - krzyknął, chwilę później zaczynając odliczanie. Kiedy już padło dane słowo, wszyscy uczniowie spełnili polecenie nauczyciela. - Pięknie wyglądacie. Ale do rzeczy; miałem wam tylko życzyć dobrej zabawy! Tak więc poprawiam się i życzę wam, aby ta noc była najlepszą nocą w waszym życiu. Bawcie się doskonale, ale pamiętajcie, że mogę jeszcze zmienić wasze zachowanie na świadectwach! 
- Blefuje, nie zrobi tego - usłyszałam śmiech Laury, która zaśmiała mi się prosto do ucha. - Z dobrych źródeł wiem, że praktycznie wszystko, co wydarzy się na tym balu zostaje przemilczane, zupełnie jakby to nigdy się nie wydarzyło. 
- Więc chcesz powiedzieć, że gdybym teraz zabiła cię na oczach wszystkich, po balu uznaliby, że nic takiego nie zrobiłam? - nie mogłam powstrzymać się od chichotu. 
Laura skrzyżowała ręce na piersi i przysięgam, że pod maską właśnie zmarszczyła brwi. 
- Nawet gdyby oni to przemilczeli ja jako duch nie dałabym ci spokoju - prychnęła, starając się być poważną. Nie wyszło jej, ponieważ już sekundę później wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. - To teraz poczekaj tu, a ja pójdę sprawdzić, czy mój książę na białym koniu mnie rozpozna, okej? 
Kiwnęłam głową, jednocześnie unosząc kciuki do góry, na znak że zrozumiałam. Rudowłosa odwróciła się energicznie, ruszając w głąb sali. Zastanawiałam się, czy moja przyjaciółka mówiła prawdę, i czy aby na pewno, trudno było mnie w tej masce rozpoznać. Jeśli mnie nie okłamała, mogłabym w jakiś sposób porozmawiać z Nathanem o napisanym przez niego liście. 
Nie zdałam sobie sprawy z tego, że stałam na parkiecie, dopóki nie wpadła na mnie jakaś para. Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem, za to chłopak obdarzył mnie ciepłym uśmiechem, co oczywiście odwzajemniłam. Speszona okręciłam się w stronę stolików, jednak poczułam czyjąś dłoń na moim przedramieniu. 
- Mogę prosić do pierwszego tańca? - szepnął mi prost do ucha. 
Przez moje ciało przeszły ciarki, spowodowane brzmieniem tego głosu. Znałam go skądś, ale nie mogłam sobie skojarzyć. Odwróciłam się i nawet nie patrząc na maskę chłopaka, skinęłam głową. Chłopak chwycił mnie za dłoń, ciągnąc jeszcze bardziej na środek. Dopiero kiedy nieznajomy położył jedną dłoń na mojej talii, odważyłam się unieść głowę. Mój wzrok zatrzymał się na zielononiebieskich tęczówkach, przez które moje serce zabiło szybciej. Tańczyłam z Nathanem. Przynajmniej tak mi się wydawało. 
Po chwili namysłu skarciłam się za ten pomysł; przecież sam napisał w liście, że będzie mnie unikał. Automatycznie oblizałam wargi, nie mogąc pozbyć się myśli, iż właśnie tańczyłam z Sykes'em. Chłopak uśmiechnął się niemalże od razu, gdy tylko ujrzał mój gest. 
- Ładnie pani wygląda - po raz kolejny przysunął się, muskając delikatnie ustami moje ucho. Błagałam tylko, by w żaden sposób nie dowiedział się o tym, że moje serce było w stanie przebić się przez klatkę piersiową. 
- Pan też - odpowiedziałam, starając się brzmieć spokojnie. 
Brytyjczyk okręcił mną tak, że stałam tyłem do niego. Wciąż nie puszczając mojej dłoni, z powrotem przysunął się do ucha. 
- Przepraszam, panno White - mruknął. 
Nathan Sykes właśnie mnie przeprosił? Zanim zdążyłam odpowiednio zareagować, chłopak wykonał szybki ruch, który spowodował, iż znowu staliśmy twarzą w twarz. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo się o ciebie martwiłem, kiedy dowiedziałem się, że jesteś w szpitalu. 
Zamknęłam dolną wargę w uścisku moich zębów, starając się uspokoić swoje tętno. Jak on to robił, że tak łatwo przychodziło mu zawstydzanie mnie?
- To ja cię przepraszam, Nath - mówiłam cicho. - To ja was ciągle zwabiałam i kusiłam, chociaż nawet nie o to mi chodziło. Mogłam przestać już na początku, bo teraz już za późno. 
- Kochasz Justina? 
Nie zdążyłam odpowiedzieć, a DJ zmienił piosenkę na bardziej skoczną. Równo z tym, obok nas pojawiła się zamaskowana dziewczyna, która pośpiesznie chwyciła dłoń Nathana, coś do niego mówiąc. Spanikowałam, chcąc również chłopaka złapać, ale ta szarpnęła nim mocniej. Sykes posłał mi przepraszające spojrzenie, zostawiając mnie samą na środku parkietu. 

Minęła kolejna piosenka, którą przesiedziałam przy stoliku, wzrokiem poszukując jakiegokolwiek przyjaciela. Laura zniknęła mi już na początku, Nathan poszedł gdzieś z jakąś dziewczyną i do tej pory nie wrócił, a reszty nawet nie widziałam. Rozpoznanie znajomych było dość trudnym zadaniem, ponieważ wszyscy mieli maski. Nie byłam w stanie zgadnąć kto był kim, tak więc poddałam się. 
- Melissa?
Wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam dźwięk swojego imienia. Uniosłam głowę, widząc nad sobą zamaskowaną postać; co dnia dzisiejszego wcale nie było trudne. Próbowałam rozpoznać osobę chociażby po kolorze oczu i wydawało mi się, że widziałam Parkera. 
Kiwnęłam głową, uznając, że jest za głośno na to, żeby odpowiedzieć mu słowami. 
- Ale White? - upewniał się. 
Po raz kolejny przytaknęłam. Tom uśmiechnął się, a następnie złapał mnie za zdrowy nadgarstek. Pisnęłam cicho, nie do końca rozumiejąc o co mu chodziło, jednak nie wyrywałam się. Znałam go dość dobrze, poza tym, był przyjacielem Nathana, Justina oraz Jay'a, więc ufałam mu. Nie zrobiłby przecież krzywdy przyjaciółce jego przyjaciół, prawda? 
Brytyjczyk ciągnął mnie w stronę schodków, prowadzących na pierwsze piętro. Jako że nasza szkoła wynajęła lokal na całą noc, na tym oto piętrze znajdowały się pokoje. Kiedy doszedł do mnie ten fakt, lekko spanikowałam. W pewnym momencie Tom wyciągnął telefon, wykręcając czyiś numer. 
- No cześć... Nie... Tak... No, mam ją... Jak to na dole?... To rusz dupsko i chodź tutaj - warknął. 
Przestraszona przystanęłam, ciągnąc za sobą Parkera, który nie chciał się zatrzymać. Odwrócił się w moją stronę, a kiedy zauważył spanikowany wyraz mojej twarzy, zaśmiał się.
- Nie bój się mnie, Mel. Dzwoniłem tylko do Nath'a. Kazał nam wszystkim rozdzielić się i cię znaleźć. Przecież wiesz, że nie zrobiłbym ci krzywdy.
Głośno odetchnęłam, co chłopak oczywiście usłyszał. Wręczył mi mały kluczyk do ręki, instruując dokąd powinnam pójść. Kiwałam głowę, mówiąc, że wszystko rozumiem, kiedy tak naprawdę gubiłam się na co drugim zdaniu. W końcu Tom doszedł do sedna, wyjaśniając, gdzie znajdował się dany pokój. Odwróciłam się, kiwając mu na pożegnanie, gdy chłopak zaczął oddalać się w stronę schodów.
Przekręciłam jeden raz zamek, pchając drzwi, które łatwo mi ustąpiły. Wchodząc do środka ściągnęłam buty na obcasie, jednocześnie zapalając światło. Pokój był dość mały, ale za to przytulny; zielone ściany nadawały pomieszczeniu entuzjazmu, podobnie jak ciepłe światło. W wyposażeniu znajdowało się tylko jedno dwuosobowe łóżko, biurko raz stół z krzesłami. Nie mogło oczywiście zabraknąć łazienki. Położyłam się na łóżku, zamykając oczy. Przed sobą wciąż miałam widok tańczącego ze mną Nathana. Kochałam go, to było pewne. 
Po jakimś czasie, kiedy byłam na skraju jawy ze snem, drzwi wejściowe trzasnęły. Przewróciłam się na bok, widząc w przejściu zmartwionego Sykes'a. Odetchnął kiedy mnie zauważył, natychmiastowo podchodząc do łóżka. 
- Nie jesteś na mnie zła? - zapytał cicho, przejeżdżając opuszkami palców po moim policzku. 
- Za co miałabym być zła?
- Za to, że poszedłem z tą dziewczyną - skrzywił się. 
Wyprostowałam się, siadając. Chwyciłam dłoń chłopaka, splatając ze sobą nasze palce. 
- Kto to był?
- A czy to ważne?
Uniosłam wzrok, wbijając go prosto w zielononiebieskie tęczówki Brytyjczyka. Spojrzałam na niego spod uniesionych brwi, prawie jak na idiotę. 
- Jenna, prawda? 
Przez chwilę również przyglądał się moim oczom, jednak sekundę później przytaknął. 
- Myślałem, że jej też coś się należy. Zerwałem z nią tak nagle... - spuścił głowę, patrząc na swoją wolną dłoń. - I zostawiłem ją taką oszołomioną w tej sali. 
- Doszło między wami do czegoś? - spytałam cicho, boją się, że odpowiedź będzie brzmiała ,,tak".
- Nie - odpowiedział krótko. 
Uśmiechnęłam się szeroko, ciesząc się, że po tych paru dniach Nathan w końcu się do mnie odezwał. Mocno wtuliłam się w jego tors. Zaskoczony zesztywniał pod tym nagłym ruchem, ale już parę sekund później odwzajemnił gest, całując mnie delikatnie w czubek głowy. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem ze twoim dotykiem - mówiąc co, uniósł mój podbródek dwoma palcami. Tętno podskoczyło do góry, domyślając się co zaraz nastanie. Nathan powoli nachylał się nade mną, zupełnie tak, jakby chciał, żebym na niego czekała. Mruknęłam coś pod nosem, przyciągając go bliżej. Musnęłam jego usta, wyczuwając uśmiech chłopaka. Jedna dłoń Nathana powędrowała na mój policzek, a druga na talię. Napierający na mnie ciężar Brytyjczyka był tak duży, że zmuszona byłam położyć się. Sykes nie zwlekał długo; niedługo po tym zawisł nade mną, wciąż delektując się pocałunkami. Przestraszyłam się, kiedy swoimi ustami zjechał do szyi. Chłopak najwyraźniej wyczuł to, ponieważ odsunął się. 
- Zrobiłem coś nie tak? 
Pokręciłam głową, próbując znowu się uśmiechnąć. Jak miałam powiedzieć mu to, że już nie byłam dziewicą? 
- Powiedz stop, a przestanę - mówił dalej, nie odrywając wzroku od moich oczu. Jego ręka zeszła z talii na moje udo. Zagryzłam delikatnie wargę, ponownie czując oddech chłopaka na moim policzku. Przekręciłam głowę tak, że kolejny raz spotkaliśmy się w pocałunku.
Stop. Stop. Stop! Nie mógł teraz dowiedzieć się o tym, że Justin rozdziewiczył mnie na wycieczce w Londynie. Poruszyłam się niespokojnie pod nim, co sprawiło, że zdezorientowany Sykes znowu oderwał swoje usta ode mnie. 
- Stop?
- Nie - wychrypiałam. 
Dlaczego to zrobiłam? Nie wiem. Nie kontrolowałam swoich czynów. Jedna część mnie chciała, by Nath kontynuował swoje pieszczoty, ale druga, ta mniejsza, pragnęła by przestał. Bałam się jego reakcji na wieść o tym, że to nie on będzie tym pierwszym.
- To może jest coś, o czym chciałabyś mi powiedzieć? - spytał.
Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia, już mimowolnie. Czułam się zupełnie tak, jakby wszyscy czytali mi w myślach. Czy tylko byłam aż tak przewidywalna? 
- Stało się coś na tej wycieczce w Londynie, o czym powinienem raczej wiedzieć? - pytał dalej. 
Przytaknęłam, zagryzając wnętrze policzka. Kiedyś w końcu i tak musiał się o tym dowiedzieć. 
- Coś poważnego? 
Kolejny raz dałam znak głową, że tak. 
- Jesteś w ciąży? 
Spojrzałam na niego jak na głupca, zaprzeczając. 
- Ale jestem blisko, prawda? 
- Tak - odpowiedziałam zachrypniętym głosem. - Ja z Justinem... No wiesz - czułam, jak policzki zapłonęły rumieńcem. 
Nathan odpadł zrezygnowany obok mnie. W tym momencie poczułam się winna. Mimo tego, że Biebera również darzyłam jakiś uczuciem, to musiałam powiedzieć, że... To Nathana kochałam najbardziej. 
- Nath, ale to chyba nie ważne, który to zrobił to ze mną pierwszy, prawda? Poza tym, ty wtedy miałeś Jennę, ja miałam Justina. Nie mów, że nie uprawiałeś seksu z Jenną. 
Oblizał usta szykując się do odpowiedzi, jednak przerwałam mu po raz kolejny. 
- A co najważniejsze, już wiem, którego kocham, a w którym jestem tylko zauroczona. Chyba chciałbyś wiedzieć, prawda? 
Kiwnął głową, na znak że tak. Chciało mi się śmiać; to wyglądało tak, jakbyśmy zamienili się rolami. Wtedy to on zadawał pytania, a ja odpowiadałam ruchem głowy, a teraz było na odwrót. 
- No więc... Zauroczona jestem w... 
- Nie wiem, czy chcę wiedzieć - powiedział szybko, wstając z miejsca. Patrzyłam na niego w osłupieniu, nie wiedząc co powinnam zrobić. - Nie chcę słyszeć, że to Justina kochasz. 
- Wcale nie to zamierzałam powiedzieć - odpowiedziałam naburmuszona. 
Chłopak zatrzymał się w pół kroku, odwracając się w moją stronę. Patrzył na mnie dość mocno zdziwiony. 
- Więc co chciałaś powiedzieć? Że to mnie kochasz? 
Przytaknęłam energicznie, krzyżując ręce na piersi. 
- Właśnie tak. Chciałam powiedzieć, że Justin mnie tylko zauroczył, ale to ty zdobyłeś moje serce, Nath - urwałam, widząc jego zdezorientowanie wymalowane na twarzy. - Ale skoro chcesz, to sobie idź. 
Odwróciłam się bokiem do niego, udając, że idę spać. Przez długi czas nie usłyszałam żadnego wykonanego ruchu. Dopiero po chwili łóżko zaskrzypiało pod ciężarem ciała mojego towarzysza. Nathan jednym ruchem obrócił mnie ku sobie, ponownie odnajdując drogę do moich ust. 
- Kocham cię, Mel - wyszeptał między pocałunkami. 
- Ja ciebie też - odpowiedziałam uśmiechnięta.

______________________________________________________

Taak więc macie. Mel wybrała Nathana. Ale to nadal nie koniec.
Przepraszam, że tak późno dodaję. 
I chciałam tylko powiedzieć, że dodałam rozdział na nowego bloga.
+ przepraszam za błędy. 

15 komentarzy:

  1. ajfdhgdhbisdfhyuiksecdjetgiurhdtjfkldj *_*
    awwww ;*
    tak! od samego poczatku wiedzialam ze to Nathana kocha bardziej!
    no to czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  2. hukjituierwkijuf cuuudo! oni są razem,oni są razem! Yeeeeeeeeeeeeey! :3 JEJEJU JAK SIĘ CIESZĘ! ROZDZIAŁ ŚWIETNY,WENY ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nooo! I to mi sie podoba!
    Ale jak to jeszcze nie koniec?! NIe chodzi o to, że opowiadanie jest nie fajne czy coś, bo jest świetne, ale... Ale czy oni nie mogą być już szczęśliwi?!?!
    Oni czyli Mel i Nath. :D

    Czekam na następny. ;*
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. dasgiudghsdkgjhsdfibodbnhdfjbfsdhoivusdbvsdvksdjbvsdfyvgsdhvoisdjvhsdfvbsoiudfyvhsldjfhsdbvsfivsdvjhsdhvbhfdshi;odvl;sdbhsdbvsdivusdkjvbnsdfibusdfhvi;lsdjvnsuidbhgsrbishvnsdbsobvisdvhbsydbvspvisdjbv svosdivusdbdi
    TO TYLE, DZIĘKUJE

    OdpowiedzUsuń
  5. aaaaa! :D wodzu prowadź! boże ten rozdział jest za***piiiip*sty ! jesteś Bogiem opowiadań ! jak napiszesz coś w tym stylu to cię znajdę i oprawię w ramkę i powieszę cię nad moim łóżkiem ;P a tak poza tooo... jestem twoją fanką ;P czekam na nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudo, cudo i jeszcze raz cudo *__*
    Tak, Mel powinna iść na policję i zgłosić że ojciec ją biję, a jak ona tego nie zrobi to sama to załatwię lol XD
    Jak dobrze, że ona poszła na ten bal.
    Jak przeczytałam, że wybrała Nathana to aż pisnęłam z radości i miałam *happy dance*, a moja siostra patrzyła się na mnie jak na idiotkę... No cóż udziela mi się od idoli... XD
    Tak więc no czekam na następny rozdział i do następnego ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. O żesz Ty jak tu się gorąco zrobiło *.* Bez kitu, rumieńce mam po same uszy, ale cicho jak coś, to ja się nie jaram tym rozdziałem xd Z resztą, kogo ja oszukuję, jaram się jak pochodnia:D Aaaaaa! Sexy Tajm z Sajkim, umcia, umcia!:D Cieszmy się, radujmy się, bo Melissa wybrała Nejfena i to jego kocha, booooya!:D Brak mi słów aby opisać jakiego teraz mam banana na facjacie:D chyba z wrażenia nie zasnę, ciul xd
    A więc żegnaj Justinie, żegnaj Jenno, niech bogini płodności i miłości będzie z wami! XD Arive derczi Roma!;D Kocham teraz wszystkich, nawet mój mulący telefon! xd Śpiewajmy wszyscy w ten radosny czas, śpiewajmy razem ile jest tu nas, joł!
    Dobra, widzę Twój wzrok pełen politowania, więc idę sobie:p
    Buziaczky!;*
    Podjarana rozdziałem Ela:D

    OdpowiedzUsuń
  8. AAAAAAAAAAAAAA! '' Oni są razem, Nathan i Mellisa, lalalalalala. ''Tak to była właśnie piosenka wyrażająca moje szczęście zakończeniem tego rozdziału:) Nawet nie wiesz jak się cieszę, z takiego obrotu spraw:P Jest tak jak sobie w głowie układałam:D
    Czekam na nexta ;***

    OdpowiedzUsuń
  9. Chbsjacyduqvagsjsvzbdpptpmmgmtfydtfc NELISSA! TAJ DLUGO NA TO CZEKAŁAM! *____________*

    OdpowiedzUsuń
  10. O mamciu... naczekałam sie w końcu na Nalissę :)
    Rozdział jest boski :*
    Tylko jedna rzecz mnie trapi... mianowicie boję się, że gdy kolejnym razem wejdę na bloga, to Mal znowu będzie kochać kogoś innego i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby w kolejnym rozdziale nagle pokochała Parkera :P

    OdpowiedzUsuń
  11. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nareszcie są razem! :D
    Hahaha nie no rozjebało mnie to "jesteś w ciąży?" (a ja nie jestem ojcem XD)
    Woohoo ide to opić :D
    Ej i wgl Tom ja sama bym się przestraszyła jakby tak zrobił :P
    Do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  12. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
    Dziewczyno! Płakałam, serio i jeszcze miałam taką pasującą muzykę w słuchawkach. No po prostu to kocham!
    Wiedziałam, od początku wiedziałam, że to jego kocha najbardziej! Choć były również i przeciwności i wgl, ale wiedziałam.
    Cały czas miałam na twarzy wielkiego banan :o Boże, uwielbiam to opowiadanie. I ciesze się, że to jeszcze nie koniec, bo na serio ja żyję losem Mel i wgl.
    To kocham cię na końcu awwwwww *.*
    W końcu coś zaczyna się bardziej układać :) Baaardzo się cieszę <3
    Kurczę, no chcę następny!
    Nie wiem czy wytrzymam do wieczora.
    Kocham to opowiadanie! No po prostu kocham!
    Jesteś świetna <3 zazdroszczę ci takiego talentu ;***
    Weny i czekam na kolejny ^^
    Zapraszam do siebie <3

    OdpowiedzUsuń
  13. och Yay :3 wiesz jak bardzo lubię ten rozdział, nie? :3

    OdpowiedzUsuń
  14. no i wszystko wiadomo
    ciekawe co na to Justin ;)
    i ten porywczy Tom, hehe

    OdpowiedzUsuń
  15. Omniomniomniomn <3 Jaram się :)
    Nathan i Melissa razem <3
    Kurcze aż nie wiem co napisać :)
    Kocham, kocham kocham <3
    Likebloggerka <3

    OdpowiedzUsuń