wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział trzydziesty szósty

Nathan

Siedziałem przy swoim biurku tępym wzrokiem wpatrując się białą, czystą kartkę. Przed oczami wciąż miałem widok Justina, który przytulał moją ukochaną dziewczynę. Wyglądali na naprawdę zakochanych w sobie i to właśnie to zabolało mnie najbardziej. Kochali się nawzajem, więc to ja schodziłem na dalszy plan. Melissa już wybrała. Poza tym, Justin miał rację. Powinienem cieszyć się jego szczęściem, jak prawdziwy przyjaciel, ale nie potrafiłem. Wciąż chciałem, by to ze mną Melissa była. 
Wyrwałem kartkę ze środka zeszytu, biorąc czarny długopis do ręki. Przymknąłem oczy, przypominając sobie moją ulubioną piosenkę Olly'ego Murs'a, która najbardziej pasowała do obecnej sytuacji. Zagryzłem mocno dolną wargę, bazgrząc literkę po literce. 

" Kochanie, przepraszam że piszę.
Nie mogę powstrzymać moich rąk od drżenia
Bo jestem zimny i samotny dziś wieczorem.
Tęsknię za Tobą i nic tak nie rani jak brak Ciebie. "

Przerwałem, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Obróciłem się w danym kierunku, przejeżdżając wskazującym palcem po wardze. Serce zaczęło bić mi szybciej, jakbym spodziewał się Melissy, ale to było przecież niemożliwe. Jeszcze pół godziny temu widziałem ją, kiedy malowała płot z moim najlepszym przyjacielem. Wychrypiałem ciche "proszę", a drzwi zaskrzypiały, ukazując w przejściu moją siostrę. Coś ścisnęło mnie za gardło, gdy ujrzałem Jess. Nadzieja matką głupich. 
- Nathan, muszę z tobą porozmawiać - ściągnęła brwi, przyglądając mi się uważnie. 
Przeniosłem spojrzenie na ręce, które uparcie trzymała za plecami, zastanawiając się, co ukrywała. Nie musiałem długo czekać, bo zaledwie sekundę później wystawiła tak dobrze znajomą mi biało-czerwoną paczkę papierosów. Przełknąłem głośno ślinę, czując kropelki zimnego potu na czole. Nie miałem zielonego pojęcia skąd ją wzięła. 
- Od kiedy palisz? - zaczęła szeptem. - Długo? Krótko? To przez tą cholerną dziewczynę, której nie możesz zdobyć? 
Podniosłem się energicznie z miejsca, wyrywając dziewczynie przedmiot. Bez słowa wrzuciłem paczkę do szuflady w moim biurku, przez dłuższy czas nie odzywając się do swojej siostry. Nie wiedziałem, co powinienem jej powiedzieć. Szczerze, miałem nadzieję, że nigdy nikt z mojej rodziny nie dowie się o tym małym sekrecie. 
- Jeśli mi zaraz tego nie wytłumaczysz, to pójdę opowiedzieć wszystko mamie. Widziałam przecież gdzie schowałeś tą przeklętą paczkę. Nath, dobrze wiesz, że nam nie wolno palić! 
- Mam jebane osiemnaście lat, mogę robić co chcę - warknąłem. 
Odwróciłem się w kierunku blondynki. Teraz to ona rozchyliła wargi ze zdziwienia. Nie dziwiłem jej się. Pierwszy raz odezwałem się do niej takim tonem i w tym momencie zaczęło mnie dopadać sumienie. 
- Liczba to nie wszystko. Może mieć nawet trzydzieści lat, ale będziesz zachowywał się jak dziesięcioletni gówniarz. Wiek to tylko liczba. Nie polegaj wyłącznie na liczbach. Ja mam szesnaście lat, a wydaje mi się, że jestem dojrzalsza od ciebie, braciszku. 
Wywróciłem oczami, w duchu przyznając jej rację. Jess od zawsze była tą rozsądniejszą, tą bardziej dojrzalszą. Tak samo było w nastoletnim wieku, kiedy to powinna się buntować. Ona jednak pozostawała wierna zasadom naszej mamy, czego nie miałem jej za złe. Może ona wyjdzie z rodziny Sykes'ów, jako dziecko sukcesu, bo ja na to szans już nie miałem. 
- Wiem Jess, ale to nie o to chodzi - usiadłem na swoim łóżku, a moja siostra po chwili wahania uczyniła to samo. - Palę, bo to mój nałóg. A robię to od dawna, może od trzech lat - wzruszyłem ramionami, nie spoglądając na blondynkę siedzącą obok. - Z nałogiem nie da się tak łatwo zerwać. 
- Jesteś pewny, że nie palisz przez tą dziewczynę? 
Spojrzałem na nią zdziwiony, a ona wbijała we mnie smutne spojrzenie. Bolało ją to, że paliłem. Kiedyś podsłuchałem, że byłem jej życiowym autorytetem, jednak teraz na pewno spieprzyłem sprawę. 
- Przez Melissę? Nie ma takiej opcji. Ona też nie lubi palaczy. 
- Ale nie chodzi mi o to, co ona lubi, a czego nie - wyprostowała się nagle, łapiąc moją dłoń. - Tylko o to, czy palisz, bo nie możesz sobie z nią poradzić. Cambridge to małe miasto, Nath, a moje przyjaciółki są plotkarami, więc wiem więcej niż może ci się wydawać. Wiem która to Melissa i wiem też, że pokłóciłeś się z Justinem przez nią. Kiedyś prawie nikt nie wiedział o jej istnieniu, ale teraz dzięki wam jest znana prawie na całe miasteczko. 
- Rozpowiadasz plotki na nasz temat? 
- Nie, nie - energicznie wstała z miejsca, zaczynając swoją przechadzkę po moim pokoju. - Staram się je ukrócić, a czasami nawet w nie nie wierzyć. Najlepiej by było, gdybyś to ty mi o wszystkim opowiedział - spojrzała na mnie, nalegając odpowiedzi. 
Jęknąłem, siadając w siadzie skrzyżnym. 
- Co chcesz jeszcze wiedzieć? To prawda, że pokłóciłem się z Justinem właśnie przez Melissę. To prawda, że kocham ją bardziej niż jakąkolwiek inną dziewczynę. I to prawda, że byłem z Jenną tylko po to, by zapomnieć o Melissie. 
- Kochasz ją? - skrzyżowała ręce na piersi, patrząc na mnie z góry. 
- Mówiłem przecież, że tak. 
- A nie walczysz o nią, bo?
Bo spieprzyłem całą sprawę. Bo nie mam szans. Bo mimo wszystko nadal jest na mnie zła. Bo to nie ja jestem tym jedynym. 
- Bo ona woli Justina - spuściłem głowę, strzelając palcami. 
Jessica westchnęła, a kątem oka zauważyłem, jak zagryzała dolną wargę. Z powrotem usiadła na łóżku, ale tym razem na przeciwko mnie. Uśmiechnęła się do mnie zachęcająco, a jej uśmiech był tak zaraźliwy, że chcąc nie chcąc, ja również się uśmiechnąłem. 
- Melissa nie jest jedyną dziewczyną na świecie. 
- Jedyną, którą kocham. 
- Ale przyjaciele są ważniejsi, Nath. Dziewczyna może zostawić cię w każdej chwili, a przyjaciel zostanie z tobą do końca. Dokładnie tak samo jak rodzina. Tego kwiatu jest pół światu, braciszku. 
Kolejny raz spuściłem głowę, wpatrując się w moje otwarte dłonie. Jess miała racje? Może rzeczywiście powinienem odpuścić sobie Melissę i pozwolić przyjacielowi na ,,zdobycie" jej. Bieber rzeczywiście ją kochał, dawał jej szczęście, które ja wcześniej pragnąłem jej dawać. Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, by była z nim szczęśliwa. Jeśli dowiem się, że tak jest, odpuszczę sobie tą dziewczynę. 

Przekręciłem kluczem w zamku dwa razy, szarpiąc za klamkę. Drzwi łatwo ustąpiły mi, a ja szybko wślizgnąłem się do pomieszczenia. Niepewnie podszedłem do instrumentu stojącego pod oknem, wręcz pożerając go wzrokiem. Uwielbiałem pianino od zawsze, niestety te w naszym domu zepsuło się, więc nie mogłem zbyt często grywać. Pan Kaneswaran doskonale o tym wiedział, dlatego zawsze rano przed lekcjami, lub po południu dawał mi klucze od sali muzycznej, bym mógł pograć. Granie na pianie było moim najlepszym i najmniej szkodliwym nałogiem. 
Usiadłem na krześle Kaneswerana i otwierając klapę, przejechałem delikatnie palcami po klawiszach. Najpierw zagrałem starą melodię znaną z dzieciństwa. Zawsze, kiedy to grałem przypominały mi się święta. 

W mieszkaniu rozchodził się zapach świeżej choinki. Razem z Jess położyłem się pod nią, obserwując migoczące światełka. To była już nasza tradycja. Uwielbiałem kłaść się z siostrą pod choinką wtedy zapominaliśmy gdzie tak naprawdę się znajdowaliśmy. Krótko po tym usłyszeliśmy śmiech mamy, wchodzącej do pokoju. Przeszła obok nas, a następnie usiadła przy fortepianie. Jak na zawołanie, zerwaliśmy się ze swoich miejsc, podbiegając do kobiety. Mama zaśmiała się jeszcze raz, unosząc klapę do góry. Usiedliśmy w siadzie skrzyżnym przy niej, a ona zaczęła grać piękną melodię. Chwilę później dodała do tego swój śpiew. Zamknąłem oczy, rozkoszując się tym momentem. Chciałbym, żeby było tak zawsze. Chciałbym być na zawsze szczęśliwy. 

Na moich ustach mimowolnie wykwitł uśmiech. Nasza mama każdego roku grała tą samą piosenkę, a mi od czternastu lat nie znudziła się ona. Wręcz przeciwnie; kochałem ją z roku na rok coraz bardziej, szczególnie w wykonaniu najważniejszej dla mnie kobiety. 
Kiedy skończyłem grać, wzrok utkwiłem w biało-zielonej ścianie przede mną. Wciąż myślałem o dwóch kobietach, o Melissie i o Jennie. Zastanawiałem się, czy nie za szybko zerwałem z Jenną. Być może to właśnie ona była moją Melissą, tak jak to zasugerowała Jess. Za to czułem się cholernie źle z myślą, że to Justinowi udało się zdobyć dziewczynę, którą to ja pierwszy pokochałem. Miłość jednak była skomplikowana. 
Spojrzałem na biało-czarną klawiaturę, zaczynając wygrywać pierwsze nuty. Sekundę później zacząłem śpiewać. 

Same bed, but it feels just a little bit bigger now
Our song on the radio, but it don't sound the same
When our friends talk about you all that it does is just tear me down
‘Cause my heart breaks a little when I hear your name

Melissa.

Wzniosłam oczy do nieba, czując mokrą ciecz na moich policzkach. Przeklinałam ten dzień za poranny deszcz. Poprawiłam torbę na ramieniu, rzucając się biegiem w kierunku szkoły. Dziękowałam Bogu za to, że nie miałam do tego budynku aż tak daleko. Kiedy tylko przekroczyłam próg, odetchnęłam z ulgą. Zdjęłam z nadgarstka szarą gumkę, przewiązując nią moje blond loki. Z westchnięciem udałam się do szafki, do której włożyłam niepotrzebne książki, przy okazji wyciągając tą potrzebną. Gdy wyciągałam podręcznik od biologii, ze środka wypadła kartka. Schyliłam się po nią zdziwiona, rozpoznając pismo na wierzchu. 

Dla Melissy White. 
(Przeczytaj, jeśli będziesz w stu procentach pewna, że kochasz Justina.)

Rozejrzałam się po holu, w poszukiwaniu Nathana, ale poszło to na marne. Znajdowałam się sama, ponieważ większość uczniów dopiero wychodziła z domów. Wsadziłam list do mokrej torby, zatrzaskując drzwi od szafki. Ruszyłam w kierunku sali biologicznej, wciąż myśląc o tym, co znalazłam. List aż ciążył mi w torbie, a ja nie mogłam oprzeć się pokusie otworzenia jej. Ale czy byłam pewna tego, że kochałam Biebera? Z pewnością czułam coś do niego... Raczej mogłam nazwać to miłością, w końcu zgodziłam się na seks. 
Usiadłam przy ścianie obok danej sali, zamykając oczy. 
A co z Nathanem? Jego również kochałam. Pomimo tego wszystkiego, co mi zrobił, wiedziałam, że był dla mnie kimś ważnym. W końcu ostatnio zaczął mi pomagać i z całych sił starał się odzyskać moje zaufanie. Skarciłam się w myślach za to, że przeze mnie nie pojechał do Londynu, kiedy ja to zrobiłam. Z pewnością musiał być na mnie zły. 
Moje przemyślenia przerwała pewna melodia. Zaintrygowała mnie, dlatego cicho podniosłam się z ziemi, podchodząc bliżej do drzwi znajdujących się obok. Po chwili usłyszałam tak bardzo piękny śpiew. 

Too young, too dumb to realize
That I should’ve bought you flowers and held your hand
Should’ve gave you all my hours when I had the chance
Take you to every party ‘cause all you wanted to do was dance
Now my baby’s dancing, but she's dancing with another man

W pierwszej chwili pomyślałam, że to Nathan, ale w drugiej przypomniało mi się, że miał Jennę, więc to nie mógł być on. Przecież miał dziewczynę, a pisanie o rozstaniu mijało by się z celem. Chyba że o czymś nie wiedziałam. Zagryzłam wargę, wsłuchując się w dalsze słowa. 

Although it hurts, I'll be the first to say that I was wrong
Oh, I know I'm probably much too late
To try and apologize for my mistakes
But I just want you to know

Wtedy już nie wytrzymałam. Musiałam wiedzieć kto to śpiewał. Delikatnie szarpnęłam za klamkę, a drzwi cicho mi ustąpiły. Wychyliłam się lekko, by móc zobaczyć grającą osobę. Moja podświadomość tańczyła i cieszyła się z tego, że miała rację. Przy pianinie siedział smutny Nathan. Nie miałam pojęcia, czy ten smutek spowodowany był tą piosenką, czy też czymś związanym z Jenną. Oblizałam usta, słysząc, że chłopak nie przestał śpiewać. 

I hope he buys you flowers, I hope he holds your hand
Give you all his hours when he has the chance
Take you to every party ‘cause I remember how much you loved to dance
Do all the things I should’ve done when I was your man

Kiedy skończył, weszłam do sali, zamykając za sobą drzwi. Brytyjczyk jakby od razu wyczuł ten ruch, natychmiastowo zwracając się w moją stronę. Zapłonęłam rumieńcem, gdy czułam jego wwiercający się we mnie wzrok. Spuściłam głowę, czując się dokładnie tak, jakby ktoś przyłapał mnie na gorącym uczynku. 
- Co ty tu robisz? - spytał, z powrotem patrząc na klawisze. 
Westchnęłam, podchodząc bliżej. Bałam się jednak, że był na mnie zły, dlatego wgramoliłam się na ławkę, zaczynając bezsensownie machając nogi w przód i w tył. 
- Słyszałam, że ktoś grał - wzruszyłam ramionami. - Ładna ta piosenka. Sam ją napisałeś? 
Sykes spojrzał na mnie oblizując wargi, a następnie lekko skinął. Zdziwiłam się, że patrzył na mnie zaledwie trzy sekundy. Nie rozumiałam dlaczego nie chciał utrzymywać ze mną kontaktu wzrokowego. 
- Jest jakiś powód tego, że ten utwór jest raczej... smutny? 
- Chcesz dyskretnie spytać o to, czy zerwałem z Jenną? - spytał, a ja kiwnęłam głową. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że mnie nie widział, dlatego wychrypiałam ciche ,,tak". - Więc tak. Zerwałem z nią jeszcze przed twoim wyjazdem do Londynu. - odchrząknął, nadal na mnie nie patrząc. - Jeszcze wtedy, kiedy myślałem, że ty też nie jedziesz - dodał ciszej. 
Domyślałam się, że na moje poliki wpłynął czerwony rumieniec. Po prostu zrobiło mi się głupio, bo czułam się tak, jakbym go oszukała. Dodatkowo powiedziałam mu że go kocham, po czym przespałam się z Justinem. Czułam się jak typowa pani stojąca przy granicach lub w jakimś lesie, w lekko przymałym stroju. 
- Przepraszam, Nath. Byłam pewna, że nie pojadę, ale Ben powiedział, że za mnie zapłaci - zeszłam ze stołu, siadając obok niego. Nie mogłam oprzeć się pokusie złapania go za dłoń, jednak nawet ten ruch nie zmusił go do spojrzenia na mnie. - Nathan, przepraszam. Naprawdę cię przepraszam. Wiem, że nie powinnam przyjąć tej propozycji, ale pokusa spędzenia trochę czasu z Laurą i resztą była tak wielka, że się zgodziłam. Nigdy nie miałam przyjaciół. Dopiero wtedy poczułam jak to jest być szczęśliwą. 
Czułam, jak Sykes zesztywniał. Kolejny raz oblizał usta, ale tym razem odwrócił się w moją stronę. Zapłonęłam rumieńcem, kiedy wbił spojrzenie swoich zielononiebieskich oczu prosto w moje tęczówki. Nie uśmiechał się. Nadal był smutny. Coś go dręczyło. 
- Zadam ci teraz jedno pytanie i chciałbym, żebyś odpowiedziała mi szczerze - mówił przeraźliwie poważnym tonem, który spowodował, że zaczynałam się go bać. - Okej?
Nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, dlatego tylko skinęłam głową. Nath przymknął powieki, zaciskając mocno szczękę. Mogłam się przygotować na to, że to pytanie wcale nie będzie proste. 
- Kochasz Justina? - wydusił z siebie jednym tchem. 
Automatycznie puściłam jego dłoń, zwracając się przodem w kierunku ściany. Czułam się niezręcznie, kiedy któreś z nich pytało mnie właśnie o to. Pamiętałam słowa Trici, gdy mówiła mi, że nie da się kochać obydwu naraz. Według jej twierdzenia, kochałam tylko jednego z nich, a w drugim byłam tylko zauroczona. Niestety, na dzień dzisiejszy nie potrafiłam powiedzieć, który to był tym bardziej przeze mnie kochanym.
- Nath, ja...
- Kochasz go? - przerwał mi ostrym tonem. 
Spojrzałam na niego zdziwiona, a w oczach zaczęły gromadzić mi się łzy. Nienawidziłam sposobu, w jaki się do mnie odzywał. W tym momencie zaczął przypominać mi mojego ojca, co sprawiło, że zaczęłam zachowywać się lekko agresywnie. 
- Nie twój zasrany interes - warknęłam, wstając z miejsca. - Może go kocham, a może nie? Na pewno traktuje mnie lepiej niż ty, zwłaszcza w tej chwili. Justin jest troskliwy, opiekuńczy i nigdy by na mnie nie krzyknął. 
- Nazwał cię dziwką - wycedził przez zęby. 
Mrugnęłam kilka razy zdziwiona, w duchu niechętnie przyznając mu rację. 
- Ty mnie nazwałeś suką, założyłeś się o to, że mnie pocałujesz, przeczytałeś mój pamiętnik, a na dodatek zmusiłeś mnie do pierwszego pocałunku z tobą. 
Mój ton głosu zbliżony był do krzyku, co tym razem Nathana wprawiło w osłupienie. 
- Długo będziesz to, kurwa, wywlekała? 
- Tak - powiedziałam nieco spokojniej. - I tak. Kocham Justina. Powodzenia z Jenną. 
Nathan zignorował mnie, z powrotem zaczynając grać jakiś utwór, który poprzez melodię przypominał mi utwór świąteczny. Przeklęłam na niego pod nosem, odwracając się na pięcie. Wychodząc z sali trzasnęłam drzwiami, ale wyszło to z przypadku. Wyminęłam zszokowaną Laurę, która szła razem z Jay'em i dobiegłam do łazienki. Zsunęłam się po ścianie w dół, wyjmując z torby przeklęty list. 
Już byłam pewna, że kochałam Justina. 
Drżącymi rękoma rozerwałam kopertę, wyjmując z niej białą kartkę, zapisaną starannym pismem Nathana. 

Mój drugi i ostatni list. 
Nathan. 
" Kochanie, przepraszam że piszę.
Nie mogę powstrzymać moich rąk od drżenia
Bo jestem zimny i samotny dziś wieczorem.
Tęsknię za Tobą i nic tak nie rani jak brak Ciebie. "
[...]


_____________________________________________________________________

Nalissa się pokłóciła, oj.
:D
Chciałam Wam jeszcze powiedzieć, że pewna dziewczyna (a dokładniej @ImmortaliAngel) jest jedną z organizatorek zlotu fanów The Wanted w Krakowie - na pewno będzie ciekawie, więc jeśli mieszkacie gdzieś blisko, zachęcam do przyjścia. Sama nawet bym przyszła, jednak mam za daleko. Jeśli chcecie znać szczegóły, napiszcie do niej na tt - jestem pewna, że się ucieszy. :)
*a teraz czas na chamską reklamę*
http://wysokie-obcasy-duze-nadzieje.blogspot.com/ - jeśli ktoś jeszcze nie widział, to serdecznie zapraszam. x 
+ pod rozdziałem jest taka reakcja "przeczytane", byłoby mi miło, gdybyście rzeczywiście ją zaznaczyli. :)
to wszystko na dzisiaj
do jutra. x


(pamiętajcie, że wszystko może przybrać jeszcze inny obrót sprawy) 

16 komentarzy:

  1. Kurcze czemu Nathan się poddał? No ja się pytam :0(pamiętajcie, ze wszystko może przybrać jeszcze inny obrót sprawy)- dało mi nadzieję, że Melissa może być z Nathanem :)
    Przykro mi, że Nath jest smutny, ale nie powinien rezygnować :)
    Likebloggerka <3

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW,KURWA,KOBIETO.TYLKO TY TAK NAGLE POTRAFISZ WSZYSTKO ZMIENIĆ. XD :D Rozdział świetny,oby tak dalej.Przykro mi że Nath był smutny i że się pokłócili,bardzo przykro..No ale to jej życie,jej sprawa i jej wybór. :) Czekam na nexta,weny. xx ~@MyAngelMendler

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, przez cały rozdział (a było to podzielone na cztery razy, w sensie przerywałam :/) miałam wrażenie, że wolę żeby Nath odpuścił, widać wyraźnie, że Melissa wolała Justina i jedyne co mogę jeszcze powiedzieć, to to, że powracam do teamu Justina. Ale jeśli Melissa wybierze Nathana to nie ma sprawy. Obydwie pary są genialne dlatego nie ważne z kim będzie jeśli będzie szczęśliwa :)
    Co do całej tej kłótni to uważam, że wybuch Mel był zbędny, skoro obydwoje chcą wiedzieć na czyn stoją w związku z Melissą, to powinna była odpowiedzieć. Nathan waha się nad tym, czy czasem nie odpuścić więc niech ona się również kurde zdecyduje, bo mam powoli dosyć tej sytuacji. Ale ok.
    Czekam na następny <3
    Zapraszam do siebie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurde. Nalissa się pokłóciła, kurde, kurde, kurde o.o
    Smuteczeg. Nalissę kocham, uwielbiam, ale teraz to tak... Przejściowe.
    Wiedziałam, że ten tekst będzie w liściku! <3
    Julissa... No cóż może być.
    Mam nadzieje, że Mel w końcu zrozumie kogo kocha i nie będzie już podzielona ^^
    ~Andzię przesyła wenę i pomysły ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nahan kurwa never give up!
    Jak z takim nastawieniem bd o nią walczył i przy najmniejszym problemie bd się poddawać to do niczego nie dojdziesz ;___;
    Kurde ja sb teraz tego nie wyobrażam, bo Nath był taki "załamany" i wgl, aż mi się samej w połowie rozdziału smutno zrobiło ;<
    Ja mam jeszcze nadzieję, że Nalissa się pogodzi :P
    Do następnego < 3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej... Tak nie powinno być. :C
    Oni się jeszcze pogodzą, prawda? :C
    Powinni być razem.
    Rozdział świetny. Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cholera jasna, prawie się poryczałam, jak Nathan grał na pianinie i śpiewał. Ta piosenka jest super śliczna, a wyobrażenie sobie jak ją Sajki śpiewa, to istny zawał.
    Ech i znowu się pokłócili. W sumie to nic nowego...
    Jedyne czego nie rozumiem, to to dlaczego Melissa się tak spieła. Przecież jej odpowiedź powinna być potwierdzająca, skoro spędziła z Justinem noc...
    Szkoda mi Nathana, bo to on okazał się tym pokrzywdzonym. Jezusicku, niech będzie z inną byle tylko nie wrócił do Jenny. Przecież jak do niej wróci to kaplica. Pod tym względem niech nie słucha Jess. Aczkolwiek fajki mógłby rzucić, bo to dymiące złłłoooo:D
    Idę sobie.
    Do następnego;D
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja pierdykam, a miało być tak ładnie ;(
    Popłakałam się, gdy tylko przeczytałam ich rozmowę...
    NIE! Ona nie może być z Justinem, chociaż w tej sytuacji o dziwo również bym go wybrała.
    Szkoda mi chłopaka, ale nie powinien był tak zareagować, gdyż w tym momencie zminimalizował szanse u niej... no cóż, jak to mówią: Pożyjemy, zobaczymy :P

    I dziękuję bardzo za przekazanie wiadomości o zlocie... naprawdę :*
    Jestem twoją dłużniczką :)

    Pozdrawiam i życzę weny na twój kolejny blog ^^

    time-is-slepping-away.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Czemu ja rycze... ja nigdy nie rycze! ;___;
    Mam mętlik w głowie, cholewka...
    White... czemu?! Czemu?! Przecież Sykes się starał, no...
    Proszę Cię, niech to nie będzie prawda, niech Melissa jednak wybierze Nathana...
    *błagała z nadzieją w głosie*

    A tak btw, czy ta piosenka to nie czasem Bruno Mars? Tak jakoś skojarzyłam przez te kwiatki.. xDD

    Do jutraa! :D
    Cornelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, to Bruno Mars - When I Was Your Man. W pewnym momencie jest nawet link do piosenki na yt. :D

      Usuń
  10. nie wiem na pewno, ale prawdopodobnie to mój ostatni komentarz, ponieważ serce mi się kraje. Nie moge patrzeć jak Nathan cierpi, więc będe dalej czytać, ale błagam cię o to rzeby Mel była z Nathan'em. BŁAGAM BŁAGAM CIĘ PROSZE

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę się przyznać, że pod koniec się popłakałam, a to nie zdarz się często. Czemu Nath się poddał? Mam nadzieję, że ten ostatni list, chociaż trochę coś zmieni i Melissa jeszcze raz wszystko przemyśli. I mam jeszcze jedną nadzieje, że to opowiadanie nie skończy się tak samo jak piosenka Olliego Mursa i że jednak, Nath zostanie tym jedynym. Jak dla mnie Justin jest za miły... może próbuje tylko pokazać Nathanowi że jest lepszy a później jak zdobędzie Melisse to pokaże swoje prawdziwe ja.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie no kurde to nie tak miało być...
    Nalissa bez Nathan'a i Melissy nie istnieje ;____;
    Kurde mam nadzieję, że się pogodzą jeszcze bo Nathan niby taki cham etc a tak cierpi >.<
    Do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. znowu się pokłócili, nie lubie tego, jesteś zua Ada! :c
    Sykes rusz tą dupe i pokaż jej, że kochasz ją bardziej niż Justin.
    Mel wszyscy wiemy, że to Nathan zdobył Twoje serce więc nie gadaj o Justinie i idź za moją złotą radą, nie znacie się i go unikaj czy cuś! :D
    Smutny Sajks jest taki smutny, że aż mi się smutno robi i do tego ta piosenka, nieeeeeeee doszczętnie mnie to zabiło.
    Znowu nie nadążam z komentowaniem, za często dodajesz..
    ja nigdy bym nie przestała czytać Twoich blogów, pamiętaj.
    miałam skomentować poprzedni rozdział jeszcze, ale nie chciałam bo strasznie mnie zezłościł Justin, oni nie powinni być razem.
    do następnego bo się tylko nakręcam.
    PS. tak, tak, moja teoria jest taka, że Mel wybierze właśnie jego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wybacz że nie komentowałam
    Ale laptop mi sie zepsuł
    rozdział zajebisty
    Kurwa niech ona będzie z Nathanem
    Czekam na nexta
    I zapraszam do mnie:
    changedmyworldnathansykes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. ja tam jej nie wierzę. zawsze będzie kochała Nathan'a, ja to wiem. Nie Justin tylko Nathan.
    On ja kocha bardziej, koniec kropka.
    #TEAMSYKES

    OdpowiedzUsuń