Melissa.
Przechadzałam się spokojnie po zakurzonym garażu, szukając puszki farby o którą prosił mnie Ben. Niestety, pomieszczenie to było tak zagracone i zakurzone, że ledwo co widziałam dokąd zmierzałam. Co jakiś czas potykałam się o przedmiot leżący na podłodze i już wiedziałam, że tego dnia dorobię się kilku siniaków. Plus był taki, że te rany nie powstawały przez mojego ojca, jak to zwykle bywało. W pewnym momencie, mój wzrok natrafił na zakurzoną ramkę ze zdjęciem, wiszącą na ścianie po mojej prawej. Niepewnie podeszłam do przedmiotu, delikatnie wycierając dłonią kurz. Fotografia przedstawiała dwie nieznane mi dziewczyny, obejmowane przez mojego ojca oraz Ben'a. Zdziwiłam się, chociaż do przewidzenia było to, że moja matka nie była jego pierwszą dziewczyną, ani że Tricia nie była pierwszą ukochaną Haggertego. Zdjęcie przedstawiało ich za czasów licealnych, czyli wtedy byli mniej więcej w moim wieku. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc jak szczęśliwi byli. Chciałabym, żeby teraz było tak samo.
Chwilę później usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i to mnie otrzeźwiło. Podskoczyłam w miejscu przestraszona, natychmiastowo odchodząc jak najdalej od zdjęcia. Mimowolnie spojrzałam na gościa, którym ukazał się być uśmiechnięty Ben. Poniekąd odetchnęłam z ulgi, chociaż nie wiedziałam kogo niby się spodziewałam.
- Możesz przestać szukać farby - zaśmiał się, pokazując mi karton, który właśnie trzymał. - Wszystko co będzie wam potrzebne do malowania płotu, mam tutaj.
Zgromiłam go wzrokiem, krzyżując ręce na piersi. Nie dość, że musiałam przemalować mu płot jako zadość uczynienie, to kazał mi szukać czegoś, czego w ogóle nie było. Czułam się jak idiotka.
- Ale zrobiłem to dla twojego dobra - zmarszczył brwi w zabawny sposób. - Gdybym nie kazał ci szukać nieistniejącej farby, panna Chcę-Wiedzieć-Wszystko zabrałaby cię na swoje przesłuchanie - wzruszył ramionami, oddając karton w moje ręce.
- Czyli kto?
- Tricia - odpowiedział obojętnie, ale na jego ustach błąkał się cień uśmiechu.
Odwrócił się chcąc wyjść z garażu, jednak nagle zastygł w miejscu. Stanęłam obok niego, podążając zdziwiona za jego wzrokiem. Dopiero kiedy z powrotem spojrzałam na fotografię, wszystko zrozumiałam. Reakcja Ben'a nie była jakoś szczególnie normalna. Wyglądało to tak, jakby borykał się ze swoją przeszłością.
- Już to widziałaś, prawda? - zapytał, podchodząc bliżej ściany. Kiwnęłam głową, chociaż że on tego nie widział. - Ty zdjęłaś kurz z ramki.
Chciałam do niego podejść, ale nie wiedziałam, czy powinnam. Bałam się, że będzie na mnie zły.
- Anna - mówił, uśmiechając się pod nosem.
Uniosłam brwi do góry, nie bardzo wiedząc o co mu chodziło. Był on tak zapatrzony w fotografię, że postawiłam pudełko z powrotem na ziemi, siadając na nim. Domyślałam się, że zaraz zacznie mi o tym opowiadać.
- Kochałem ją - dodał ciszej.
- Która to? - spytałam równie cicho co on.
Przez chwilę między nami zapanowała cisza, a ja skarciłam się w myślach. Być może nie chciał mi o tym mówić.
- Ta, którą obejmuje twój ojciec. To on zdobył jej serce, ja nie dałem rady - odparł zrezygnowany.
Rozszerzyłam usta ze zdziwienia. Cała moja rodzina borykała się z tym problemem, czułam się, jakby była jakaś zaklęta. Najpierw o moją babcie walczyło dwóch chłopaków, a teraz dowiedziałam się, że mój tata walczył o tą samą dziewczynę, razem ze swoim najlepszym przyjacielem. Byli prawie jak Nathan i Justin, z tą różnicą że nadal się przyjaźnili.
- Byliśmy jak ci twoi chłopacy - kontynuował, wypowiadając moje myśli na głos. - Tylko że ja cały czas byłem tym przegranym - odwrócił się nagle w moją stronę, patrząc w moje oczy z bólem. - A u ciebie kto nim jest?
- Słucham? - zapytałam zdziwiona, prostując się.
- Którego traktujesz bardziej z dystansem? Nathana? To dlatego przespałaś się z Justinem? Więc ja jestem uosobieniem starszego Nathana - spuścił głowę.
- Nie powiedziałam, że to Nathana traktuję gorzej - odpowiedziałam naburmuszona.
Nie potrafiłam odpowiedzieć na jego pytanie. Nie miałam bladego pojęcia, który to czuł się bardziej odtrącany. Miałam cichą nadzieję, że żaden.
- Powiesz mi co się z nią stało?
Ben spojrzał na mnie z bólem w oczach, a następnie przymknął powieki. Bolało go to, nawet bardzo. Byłam pewna, że to właśnie Tricię darzył tak wspaniałym uczuciem.
- Umarła - odpowiedział krótko, prawie że szeptem.
Tym razem to ja spuściłam głowę, zupełnie tak, jakbym bała się spojrzeć na swojego wujka. Miałam tyle pytań, ale nie chciałam ich teraz zadawać. Doskonale widziałam, w jaki nastrój wprowadziło go to zdjęcie, dlatego wstałam ze swojego miejsca, mocno przytulając Haggertego.
- Płot sam się nie namaluje, mała - zaśmiał się, próbując rozluźnić atmosferę.
Udawałam, że udało mu się, wybuchając śmiechem. Wróciłam po pudło, a następnie wyszłam z garażu za blondynem. Podniosłam głowę do góry, patrząc na wolno przesuwające się chmury. Zawsze tak robiłam, kiedy czułam się przybita i nie wiedziałam, co powinnam ze sobą zrobić. Tak było i tym razem. Historyjka Ben'a kompletnie zbiła mnie z tropu. Dziwiłam się, dlaczego aż dwie osoby z mojej rodziny spotkało to samo, co mnie. Myślałam, że to rzadko się zdarzało, ale najwidoczniej pomyliłam się i to dość mocno.
Zacisnęłam powieki, widząc jakieś żółte kreski. Kiedy z powrotem otworzyłam oczy, dziwne znaczki nadal wirowały przede mną, jednak byłam w stanie zauważyć siedzącego na betonowych schodkach Justina. Podeszłam do płotu, kątem oka widząc, że chłopak również podniósł się z miejsca, wyraźnie zmierzając do mnie. Przestraszyłam się. W myślach wciąż powtarzałam rozmowę odbytą przed minutą.
Naprawdę tak mocno raniłam jednego z nich?
- Cześć - wychrypiał, całując mnie delikatnie w policzek.
Nie odpowiedziałam, stawiając pudło na ziemi. Czułam się niezręcznie, nie wiadomo z jakiego powodu.
- Jesteś na mnie zła? - zapytał cicho.
Spojrzałam na niego, a w jego czekoladowych tęczówkach widziałam dezorientację i cień smutku. To on był tym najbardziej zranionym? Nie, nie mógł być, przecież to z nim ostatnio wylądowałam w łóżku. Więc to Nathan był tym odtrącanym? Też niemożliwe, bo ostatnio powiedziałam mu, że go kocham.
- Nie - uśmiechnęłam się blado. - Po prostu mam mętlik w głowie.
Uklęknęłam na trawie, wyciągając jedną z puszek farby. Otworzyłam ją, po czym zaczęłam szukać pędzla. Justin wyprzedził mnie, podając mi jeden z nich do ręki. Nie patrząc na niego, zabrałam mu rzecz, zanurzając lekko w białej cieczy.
- To przez to, że przespałaś się ze mną?
Kanadyjczyk usiadł tuż obok mnie, zaczynając swoją pracę. Przejechałam pędzlem po szczeblu, zostawiając za sobą biały ślad. W szparach między szczeblami zauważyłam pewną parę. Trzymali się za ręce, uśmiechnięci od ucha do ucha. Wyglądali na naprawdę zakochanych. W pewnym momencie chłopak zerwał jakiegoś kwiatka, darując go swojej dziewczynie. Ta zaśmiała się donośnie, po czym pocałowała go.
Czy ja kiedyś też będę taka szczęśliwa?
- Dobra, jeśli chcesz to nie odzywaj się do mnie.
Jego głos otrzeźwił mnie i sprawił, że wyrwałam się z zamyśleń. Zwróciłam się w jego stronę, widząc jak mocno zaciskał szczękę.
- Przepraszam, zamyśliłam się - powiedziałam, z powrotem odwracając się w stronę zakochanej pary, która już zniknęła z mojego widoku. Odwróciłam się w kierunku Justina, który w skupieniu malował płot. Wydawało mi się, że chłopak obraził się na mnie, dlatego odłożyłam pędzel, a następnie mocno przytuliłam się do niego.
- Jus, proszę cię. Nie żałuję i żałować nie będę. Tym tylko zyskałeś w moich oczach - mówiłam pośpiesznie.
Kanadyjczyk oderwał się ode mnie, patrząc na mnie zdziwiony. Zmarszczyłam brwi, nie bardzo wiedząc o co mu chodziło, jednak zaraz po tym skarciłam się za to, że wypowiedziane przeze mnie zdanie mogło zabrzmieć dwuznacznie.
- Chodziło mi o twoje słowa - odchrząknęłam znacząco, czując napływającą czerwień na policzki. - O to, jak bardzo starałeś się przekonać mnie, że jestem piękna.
- Bo taka jest prawda. Jesteś najpiękniejszą dziewczyną, jaką w życiu widziałem, Mel.
Spuściłam głowę, przypatrując się już pobrudzonym od farby dłoniom. Nie wierzyłam i prawdopodobnie nigdy nie uwierzę w jego słowa. Prawda była taka, że przez blizny na moim ciele robiłam się jeszcze mniej atrakcyjna. Dlatego właśnie nie wiedziałam dlaczego ta dwójka chłopaków tak szalała na moim punkcie. To było wręcz niedorzeczne. Bieber uniósł dwoma palcami mój podbródek, wpatrując się w moje oczy. Mimowolnie oblizałam usta, zupełnie jakbym czekała na jego pocałunek.
- Nigdy już nie mów, że nie jesteś piękna.
Pokręciłam głową, odsuwając się od niego.
- Nie, tego nie mogę ci obiecać.
Z powrotem chwyciłam pędzel, zabierając się za malowanie. W takim tempie, nigdy byśmy nie skończyli.
- To co mi możesz obiecać? - pytał już lekko zdenerwowany. - Że nigdy mnie nie opuścisz?
Momentalnie zastygłam w miejscu, powtarzając w głowie jego słowa. Mam go nigdy nie opuszczać? Mogłabym. Tylko pytanie brzmiało, czy to on zostałby ze mną do końca życia.
Spojrzałam na niego, czując wzbierające łzy w oczach. Nienawidziłam momentów, w których nie wiedziałam co powinnam ze sobą zrobić. Czułam się wtedy taka bezradna.
- Nie, nie chciałem tego powiedzieć - powiedział to prawie szeptem, biorąc się za swoją robotę.
Chłopak zacisnął szczękę, dokładnie malując szczebel. Biała farba grubo przykrywała drewno, a ja nadal nie mogłam pozbyć się z głowy jednego zdania. Nigdy mnie nie opuścisz.
- Owszem, chciałeś - odpowiedziałam drżącym głosem. - Justin, przestań zachowywać się jak szczeniak i powiedz mi wreszcie co do mnie czujesz.
Zagryzł dolną wargę, spuszczając głowę. Nie odpuszczałam, tylko dalej wpatrywałam się w niego, jakbym właśnie tym miała wymusić na nim odpowiedź.
- Chcesz wiedzieć? Kocham cię. Jesteś jedną dziewczyną, na którą moje serce tak reaguje, jedyną, która sprawia, że uśmiecham się bez powodu. Nigdy nikogo takiego nie było w moim życiu i z pewnością nikogo nie będzie - urwał, spoglądając na mnie niepewnie. - Albo ty, albo nikt, Mel.
- Stawiacie mnie w trudnej sytuacji, cholernie trudnej - wstałam energicznie z miejsca, zwracając się w kierunku domku. Kiedy już miałam pewność, że Justin nie widzi mojej twarzy, zaczęłam ocierać rękawem mokry policzek. Nie musiałam długo czekać na to, bym poczuła czyjeś ciepłe dłonie na biodrach. Kanadyjczyk zmusił mnie do odwrócenia się w jego stronę, a kiedy już to zrobiłam, kolejny raz uniósł mój podbródek. Chwilę później objął moją twarz dłońmi, delikatnie pieszcząc skórę swoimi palcami. Jęknęłam, momentalnie zamykając oczy. Nie miałam pojęcia dlaczego on tak na mnie działał.
- Kochasz Nathana? - spytał cicho.
Otworzyłam powieki, patrząc na niego zdziwiona. Czy kochałam jego przyjaciela? Oczywiście, że tak. Był przy mnie, kiedy go potrzebowałam, przeżyłam z nim pierwszy, ważny dla mnie pocałunek i już powiedziałam mu te dwa magiczne słowa. Czasu nie można zmienić, podobnie jak uczuć, jednak głupio było mi przyznać się do tego przed Justinem. Byłam więcej niż pewna, że ta wiadomość go zrani. Domyślił się, że moja odpowiedź brzmiała twierdząco, dlatego na jego twarzy pojawił się grymas. Chciałam już coś powiedzieć, ale on przerwał.
- Jeśli chcesz czasu, to ci go dam. Chcę tylko żebyś wiedziała, że cię kocham. Wiem co mówi o mnie Nathan i boję się, że go posłuchasz. Boję się, że mu uwierzysz. Uwierzysz w kłamstwo.
- Justin widzisz, nie znasz mnie - odsunęłam się od chłopaka. - Nie zostawiłabym cię ot tak, bo Nath by mi coś powiedział. Najpierw chciałabym dowiedzieć się czegoś od ciebie. Nie jestem aż taka pochopna.
Bieber westchnął, oblizując dolną wargę. Popatrzył na mnie z dołu, a ja podeszłam do niego i mocno go przytuliłam. Nie chciałam, żeby był smutny. Gdybym mogła, uszczęśliwiłabym nawet cały świat, na czele z Justinem i Nathanem.
- Obiecujesz? - spytał szeptem, opierając brodę o moje ramię.
- Przysięgam - uśmiechnęłam się, całując chłopaka w policzek.
Po krótkiej chwili tulenia w końcu oderwałam się za szatyna, chwytając za pędzel. Płot przecież nie pomalowałby się sam, a ja musiałam to zrobić, jeśli nie chciałam, żeby rodzice dowiedzieli się o mojej szczegółowej nocy z Kanadyjczykiem.
_______________________________________________
Tak więc większość z Was, miała rację! Gościem okazał się Ben. Co jak co, ale takim kobinatorem, żeby Nath w ostatni dzień tam przyjeżdżał, to nie jestem. :D
I naprawdę, poczekajcie do końca, bo czasami jest mi przykro, kiedy czytam Wasze komentarze. Jasne, w większości mnie motywują, ale te z wyzwiskami, nawet na bohaterów, już nie szczególnie. No bo jeżeli okazałoby się, że na końcu będzie jednak z Justinem, to co? Chyba mnie nie zabijecie nie? :o I nie, nie mówię że tak będzie. Bo równie dobrze może być sama. Albo może się okazać że woli dziewczyny.
I naprawdę, poczekajcie do końca, bo czasami jest mi przykro, kiedy czytam Wasze komentarze. Jasne, w większości mnie motywują, ale te z wyzwiskami, nawet na bohaterów, już nie szczególnie. No bo jeżeli okazałoby się, że na końcu będzie jednak z Justinem, to co? Chyba mnie nie zabijecie nie? :o I nie, nie mówię że tak będzie. Bo równie dobrze może być sama. Albo może się okazać że woli dziewczyny.
I berry. - naprawdę się cieszę, że wróciłaś, bo byłam pewna, że przestałaś w ogóle czytać. ♥
A TERAZ O NIE, NIE NAPISZĘ WAM DO NASTĘPNEGO, BOO.
BO MAM COŚ DLA WAS.
MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ NIE PRZESTRASZYCIE.
http://wysokie-obcasy-duze-nadzieje.blogspot.com/2013/08/1-everybodys-got-dream.html
dziękuję, to tyle.
teraz do następnego. ♥
Tak się cieszę, że jednak opublikowałaś nowego blooga :) Pewnie jest na próbę, ale i tak się cieszę :)
OdpowiedzUsuńJustin fajnie się zachowuje, ale decyzja należy do Mel :)
Tak chciałabym, żeby była z Nathanem :)
Ale to tylko życzenie :)
Likebloggerka <3
Ojej, jeśli zraniłam cię poprzednim komentarzem to naprawdę przepraszam :) nie o to Mo chodziło. Uwielbiam cię, i kit z tym, że przespała się z Jusem, ważne że nie żałuje tego co zrobiła.
OdpowiedzUsuńZauważyłam, że coraz częściej jest scen z Justinem, które z powrotem oczarowują moje serce. Justin na serio jest słodki *_* z resztą Mel nie wybierze Nathana, póki nie dowie się, że zerwał z Jenna prawda? To oczywiste.
Ha! Jestem mądra, bo i po co byłby tam Nathan na sam koniec wyjazdu? Heh :)
No nic idę czytać nowy blog (dziękuję <33) i czekam na kolejny :*
Zapraszam do siebie :)
O rany... zaskoczyłaś mnie
OdpowiedzUsuńRozdział jest zajebisty, naprawdę i to fajnie, że jednak spróbowałaś napisać drugi blog :)
Pozdrawiam i czekam na rozmowę Natha i Mel, gdyż zapowiada się ciekawie ^^
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńRozdział świetny ^^
OdpowiedzUsuńNo cóż nie jestem jakoś prze szczęśliwa że Mel spędza coraz więcej czasu z Justinem ( team Sykes ), ale jakoś się z tym pogodzę. :P
I wiesz co ci powiem... Zabije cię, wiesz ? XD Nie no to był oczywiście żart lol.
Czekam na nexta :)
Hahahaha, a ja już się bałam że tym gościem był Nath :D
OdpowiedzUsuńA wtedy by się działo >__<
Ej, ja mam nadzieję, że ta ich "klątwa" rodzinna nie bd polegać na tym, że Melissa też umrze jak ukochana jej taty i Ben'a ;o
No, no, no Justin robisz się coraz to kochańszy w sensie, że znowu mi się podoba tak jak na początku opowiadania xD
Tak ma bardzo zmienne zdanie ;p
JEST JEST JEST JEST JEST JEST WIEM, WIEM NOWE OPOWIADANIE TYLKO NA PRÓBĘ, ALE I TAK JARAM SIĘ JAK POCHODNIA XD
Już idę czytać pierwszy rozdział ^^
Do następnego < 3
+ jak czytałam notkę pod rozdziałem to czytam pierwsze zdanie patrze jakiś link i big literki i zaczynam czytać od tamtego momentu i nowy blog nowy blog fangirling przed kompem 100% xD A potem czytam resztę co ominęłam :D
Super rozdział i dobrze, że się okazało, że to Ben a nie Nath...
OdpowiedzUsuńFajnie, że Justin się tak o nią stara, no ale wolałabym, żeby jednak była z Nathenem xD
I ta historia Ben'a no super <3
Do następnego :D
+Cieszę si, że założyłaś nowy blog ♥
Namieszałaś mi już... Justin, Nath, Justin, Nath... Podoba mi się ;d
OdpowiedzUsuńCo do tej osoby, to stawiałam na Nathana, ale brałam też pod uwagę Bena. Naprawdę myślałam, że go tam jakoś wkręcisz i taki zaskok XD
No i TAAAAAAAAAAAAAAAK! Miałam nadzieję, że jednak coś napiszesz.
No to do następnego ;*
Okey piszę ten komentarz z telefonu więc się będę streszczać xd
OdpowiedzUsuńHahah bawi mnie kara Melissy:D Malowanie płotu jako karę po TYM, tego jeszcze nie grali :D
Zaciekawiłaś mnie historią Bena, no. Kuźwa za cholerę bym nie powiedziała, że on i ojciec Mel byli zakochani w tej samej dziewczynie. Kolejny dowód na to, że historia lubi się powtarzać...
Namieszałaś mi teraz w głowie tym zakochanym Justinem. Ba! Mam dylemat, bo nie chcę żeby był tym pokrzwdzonym, ale z drugiej strony znowu nie chcę żeby Nathan cierpiał. Kuźwa coś Ty ze mną zrobiła, hm?
Dobra uciekam bo te cholerne komary mi się do telefonu zlatują;_;
Do następnego*.*
Ela
cały czas nie mogę się otrząsnąć tego, że Mel przespała się z Justin'em, lecz fakt, że założyłaś nowego bloga mi nie umknął !
OdpowiedzUsuńJejku, teraz sobie kobitka nagmatwała. Jeszcze bardziej.
Ben i Babcia mieli tak samo ? :o Może to jakiś znak ? Że to już czas podjąć decyzje ?
Czekam na nn.
http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com/
http://love-is-a-contradiction.blogspot.com/
Aww... Kurde, przepraszam, że w wcześniej wyzywałam Justina ;u; Przepraszam, przepraszam, już nie będę. ;-;
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału - zajebisty ^^
Ale mam smuteczeg. Chcę Nalissę. :c Będę płakać xDD
No cóż. Justinowi się udało zdobyć Mel.
A to zbieg okoliczności z tą rodziną ^^'
Idę czytać twojego nowego bloga <33333
Do następnego ^^
~Andzię przesyła wenę i pomysły :3
A to jednak Ben! No, ale Nathan i tak prędzej czy później dowie się o tej nocy Melissy spędzonej z Justinem... Takie rzeczy zawsze wychodzą na jaw. Tylko boję się tego co się stanie po dowiedzeniu się przez niego prawdy. No i przepraszam za to obrażanie... Obiecuję, że już nic nie powiem na ich temat, a jeśli się okaże, że ona faktycznie będzie z Bieberem to zaakceptuję to:)) Więc już się nie gniewaj. I nawet nie wiesz jak się cieszę, że jednak postanowiłaś opublikować ten pierwszy rozdział na kolejnym blogu! Już za chwilę zabiorę się a czytanie! :))
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta ;***
Wczoraj wpadłam na Twoje opowiadanie i jestem zachwycona!
OdpowiedzUsuńJesteś genialna. Blog jest oryginalny. [Przynajmniej według mnie]
Piszesz świetnie.
Ja wolałabym, żeby była z Nathanem. Bo w koncu to przy nim sie uśmiecha, śmieje, ale i kłóci. A właśnie to jest ważne.
Viekawa jestem jak zareaguje Nathan na wiadomość o nocy, którą Mel spędziła z Justinem. :D
CZekam na rozdział, bo to opo. na prawdę mnie wciągneło!!
Pozdrawiam.