niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział dwudziesty pierwszy

Melissa.

Wracałam do domu po ciężkim dniu szkolnym. Ręce wsadziłam do kieszeni mojej granatowej spódniczki, a głowę spuściłam, z uwagą przyglądając się szaremu chodnikowi, po którym szłam. Ciepły wiatr rozwiewał moje blond włosy na wszystkie strony, co mnie trochę denerwowało. Jednak był tego plus; ludzie na pierwszy rzut oka nie widzieli moich pojedynczych łez, płynących po policzku.
Justin ignorował mnie przez cały dzień, za to Nathan był jego kompletnym przeciwieństwem. Prawda była taka, że z tym pierwszym wręcz musiałam porozmawiać, a tego drugiego wolałam unikać. Na którejś z kolei przerwie Nathanowi w końcu udało się mnie dogonić. 

- Mel, szukam cię po całej szkole - obok mnie stanął wysoki szatyn, który ciężko dyszał. 
Uśmiechnęłam się pod nosem, ale ten uśmiech szybko zniknął; przypomniało mi się, że to przez niego nie mogłam porozmawiać z facetem, do którego rzeczywiście coś czułam. 
- Nie mów tak do mnie - warknęłam, odwracając się w przeciwną stronę. 
Ruszyłam szybkim krokiem w kierunku stołówki, mimo że nie miałam najmniejszego zamiaru zjeść tam swojego lunchu. Zamierzałam po prostu uciec Sykes'owi. 
- Będziesz na mnie zła za ten pocałunek? - pośpiesznie do mnie dobiegł. - Chyba żartujesz - złapał mnie za przedramię, tym samym zmuszając do zwrócenia się w jego stronę. Spojrzałam w jego zielononiebieskie oczy w których widziałam żal i coś ścisnęło mnie za serce. 
- Zrobiłeś coś, czego nie chciałam - wyrwałam się z uścisku Nathana. - Próbowałam cię odepchnąć i...
- ... ale pocałowałaś mnie - powiedział to tak lekkim tonem, że nie mogłam powstrzymać się od wywrócenia oczami. - Gdybyś tego nie chciała, nie przyciągnęłabyś mnie jeszcze bliżej. 
Sykes demonstrując swoją racje, przysunął się w moją stronę, tak że nasze twarze dzieliły centymetry. Kiedy nie reagowałam, zmniejszył tą odległość wręcz do milimetrów.
- Widzisz, nawet teraz nie protestujesz - wyszeptał, muskając delikatnie moje usta. 
Jęknęłam, nie wiedząc co powinnam zrobić. Mimowolnie zamknęłam powieki, przypominając sobie ostatnią scenę, która wydarzyła się w parku, właśnie po moim pocałunku z Nathanem.
Położyłam dłonie na torsie chłopaka, mocno pchając go do tyłu. 
- Traktujesz mnie jak jakąś zabawkę - pokręciłam głową zażenowana. - A ja nie jestem suką, zapamiętaj sobie - wycedziłam wściekła. 
Brytyjczyk nie mógł wydobyć z siebie ani słowa, dlatego odwróciłam się i korzystając z okazji, spokojnym korkiem udałam się na drugie piętro, gdzie miałam mieć lekcje. 

Głęboko westchnęłam, powstrzymując łzy. Nie chciałam płakać, bo to było okazywanie moich słabości, a biorąc pod uwagę fakt, że dość często płakałam, ludzie mogli uznawać mnie za naprawdę słabego człowieka.
W pewnej chwili przystanęłam, unosząc głowę do góry. Patrzyłam prosto na oślepiające słońce, które ani myślało o tym, by zejść niżej. Przymknęłam powieki, delektując się promieniami słońca pieszczące moją twarz. 

Siedziałam na podwórku oglądając wschód słońca. Okryłam się szczelnie zielonym kocem, a w ręku trzymałam kubek gorącej, owocowej herbaty. Oparłam się o oparcie trzyosobowej huśtawki, która stała na naszym podwórku i zamknęłam oczy. Zastanawiałam się nad wydarzeniami z ostatnich miesięcy. 
Niespełna miesiąc temu zmarła moja ukochana babcia, jedyna bliska mi osoba, a ja wraz z resztą rodziny przeprowadziłam się do Cambridge - małego miasteczka na Wyspie Brytyjskiej. Nie rozumiałam dlaczego wyprowadziliśmy się z Bolton; mimo że nie miałam wielu przyjaciół, to wiązałam z tym miejscem dobre wspomnienia. 
Usłyszałam skrzypnięcie i przestraszona podskoczyłam na miejscu. Uspokoiłam się, kiedy zobaczyłam, że obok mnie siadała moja mama. Widziałam jej podkrążone i zaczerwienione oczy, ale wcale nie dziwiłam się. W końcu nie tak dawno temu straciła swoją ukochaną mamę. Objęła mnie ramieniem, a ja mimowolnie ułożyłam głowę na jej ramieniu. 
- Dlaczego siedzisz tu tak wcześnie? - zapytała, lekko pocierając ręką moją dłoń. 
- Oglądałam gwiazdy - uśmiechnęłam się pod nosem. - Babcia powiedziała mi przed śmiercią, że kiedy umrze a ja będę czuła się samotna, będę mogła spojrzeć na najjaśniejszą gwiazdę na niebie. Mówiła, że to ona będzie mrugała do mnie z daleka, przypominając mi o tym, że jednak ktoś mnie kocha. Ale teraz gwiazdy zniknęły - wzruszyłam ramionami lekko zawiedziona. - więc wrócę do łóżka - odsunęłam się od kobiety, odstawiając kubek na stoliczku obok. 
- Nie, poczekaj - zaśmiała się, ciągnąc mnie za dłoń z powrotem w dół. - Przecież słońce też jest gwiazdą. 
Usiadłam z powrotem na miejscu, nie odrywając wzroku od wciąż jaśniejącej, pomarańczowej kuli. Na moich ustach kolejny raz zagościł uśmiech. 

Otworzyłam oczy z jeszcze większym uśmiechem na ustach. Najjaśniejsza gwiazda na niebie właśnie przypominała mi o tym, że byłam kochana. W mojej głowie jednak panował mętlik; kochana przez kogo? 
Chociaż Nathan upierał się przy zdaniu, że mnie jednak kochał, nie byłam w stanie uwierzyć mu w stu procentach. Zupełną odwrotnością był Justin; on na każdym kroku starał się pokazywać mi, że jednak byłam coś warta, ale i tu też nie było tylko to ważne. 

Przybita kierowałam się prosto do tak dobrze znanego mi domku. Zastanawiało mnie to, dlaczego babcia wciąż mieszkała w tak dużym domu, skoro była w nim samotna, ale odpowiedź nasunęła mi się sama; miała wielki sentyment do tego miejsca, podobnie jak i ja. 
Z uśmiechem wsunęłam klucz, który podarowała mi babcia i przekręciłam raz w prawą stronę. Kiedy drzwi ustąpiły mi, rzuciłam torbę tuż przy wejściu i wbiegłam do salonu, gdzie  zazwyczaj zastawałam babcię. Tym razem zastałam tylko pusty fotel, co mnie lekko przestraszyło. Kobieta była w podeszłym wieku, dodatkowo chora, a lekarze nie dawali jej zbyt wielu lat. Przerażona wręcz wbiegłam piętro wyżej, zaczynając szukać jej po pokojach. 
Bogu dzięki, znalazłam ją w pokoju, w którym trzymała wszystkie stare rzeczy, w tym różnego rodzaju fotografie. 
Siedziała na łóżku, a w dłoni trzymała oprawiony grubą skórą album. Niepewnie podeszłam do niej, ale kiedy kobieta klepnęła dłonią miejsce obok siebie, przysiadłam z szerokim uśmiechem na ustach. Wychyliłam się nieco, by spojrzeć na zdjęcia, jednak ona głośno zaśmiała się. 
- Nie poznasz tego pana, kochanie - powiedziała łagodnie. 
- To kto to jest? - spytałam zdziwiona. 
Przejechała dłonią po czarno-białym zdjęciu, a na jej popękanych ustach wykwitł uśmiech, który naprawdę kochałam. 
- Moja pierwsza, szczęśliwa miłość - odparła z dumą. 
Odsunęłam się zdziwiona, przypominając sobie postać dziadka. Ten mężczyzna ze zdjęcia ani trochę nie przypominał mi właśnie jego. 
- Czyli? - zapytałam cicho. 
- Wbrew temu wszystkiemu co myślałaś, twój dziadek nie był pierwszym chłopakiem, którego pokochałam - pokręciła delikatnie głową. - Ten zdobył moje serce już samym uśmiechem. Był pomocny i zawsze przy mnie był, kiedy tylko potrzebowałam. Czułam w nim prawdziwe oparcie, może to sprawiło, że później zaczęłam traktować go tylko jak przyjaciela - spojrzała na mnie roześmiana, kiedy ja dalej przypatrywałam się fotografii. 
- Czyli zakochałaś się w tym panu od... pierwszego uśmiechu? 
Skinęła głową, z powrotem wracając wzrokiem do zdjęcia. Spojrzała na nie ostatni raz, a następnie przerzuciła kartę. Tym razem rozpoznałam fotografię znajdujące się na tej stronie. Wśród nich, między innymi znajdował się dziadek. 
- A jak było z dziadkiem? - pytałam dalej. 
- Z nim to było kompletnie wariactwo - prychnęła uśmiechnięta. - Na początku ze sobą walczyliśmy i zaprzeczaliśmy wszystkim, którzy twierdzili, że do siebie pasujemy. Następnie on zakochał się we mnie, a ja byłam zdezorientowana. Podkochiwało się we mnie co najmniej dwóch chłopaków - spojrzała na mnie, a gdy zauważyła moje zdziwienie kontynuowała. - Mark, ten pan z poprzedniego zdjęcia. To on był moim drugim, a właściwie pierwszym adoratorem. Nie musiałam długo czekać, żeby on i twój dziadek stali się wrogami - odparła smutno. 
- Bolało cię to, prawda?
Skinęła, nawet na mnie nie patrząc.
- Kochałam ich oboje, Melisso. Może jednego darzyłam minimalnie większym uczuciem za to, że spotkania z nim nie bywały monotonne. Na początku często kłóciliśmy się, ale to poniekąd było urozmaiceniem naszego związku. 
- Nie rozumiem - odpowiedziałam, kładąc się na łóżku. 
- W miłości nie chodzi tylko o to, by prawić drugiej osobie same komplementy. Tutaj ważna też jest szczerość. Poza tym, to co chłopak mówi, a to co myśli to czasami dwie różne sprawy - zaśmiała się, a ja wciąż patrzyłam na nią zdziwiona. 

Wychodziło na to, że aktualnie znajdowałam się w podobnej sytuacji co babcia. Próbowałam dopasować swoich adoratorów do jej, co okazało się całkiem łatwym zadaniem. Justin idealnie pasował do Mark'a, za to Nathan do mojego dziadka, co nie bardzo mnie cieszyło. My kłóciliśmy się i nienawidziliśmy prawie tak samo, jak babcia z dziadkiem co mogłoby oznaczać, że ja i Nathan tworzylibyśmy parę idealną, co oczywiście było bzdurą.
Mój wzrok powędrował do ogromnego dębu, pod którym ujrzałam znajomą postać. Moje serce od razu zabiło szybciej, a ja przyśpieszyłam kroku. Jednak im bliżej byłam, tym bardziej bałam się spotkania właśnie z nim. 
Do odważnych świat należy, powiedziałam sobie, stając tuż obok Justina, który gorliwie pisał coś w notatniku. Oblizałam usta i cicho odchrząknęłam. 
- Cześć Justin. 
Chłopak zagryzł dolną wargę, mocniej dociskając długopis do kartki. Bolało mnie to, że nie chciał ze mną rozmawiać, ale poniekąd rozumiałam go. Westchnęłam, siadając obok niego. Przez chwilę żadne z nas nie odzywało się do siebie; każdy był zajęty czymś innym. On nadal pisał, a ja wpatrywałam się w swoje buty. 
- Przepraszam - powiedziałam nieśmiało, patrząc na jego zmieniający się wyraz twarzy. Szczęka chłopaka poluźniła się, tak samo jak uścisk w dłoni. - Nie chciałam pocałować Nathana, naprawdę. 
- Ale ja nic do tego nie mam - wyrzucił z siebie obojętnym tonem, co trochę mnie zdziwiło i nawet zabolało. - Przecież to twoje życie, twój pierwszy pocałunek. 
Mimowolnie odsunęłam się do tyłu. Zdziwiły mnie słowa "pierwszy pocałunek". Zastanawiałam się skąd o tym wiedział, ale wtedy przypomniała mi się scena w naszym szkolnym teatrze, gdzie Nathan nawrzeszczał na Biebera. 
Musiałam urazić jego męskie ego, skoro teraz traktował mnie tak chłodno. Prawda była taka, że nie miałam zielonego pojęcia, iż obydwaj chłopacy tak mocno pragnęli skraść mi ten pocałunek. 
- Proszę cię, nie obrażaj się na mnie - mówiłam szeptem. Widziałam jak walczył sam ze sobą. Z jednej strony dalej chciał mnie ignorować, a z drugiej odwrócić się i mnie przytulić. - Potrzebuję cię, Jus.
Kanadyjczyk uniósł głowę, patrząc gdzieś przed siebie. Nadal bolało mnie to, że nie chciał na mnie spojrzeć. 
- Ja ciebie też potrzebowałem - powiedział cicho. - Właśnie wtedy. Nie masz pojęcia jak bardzo zabolał mnie ten widok, Melisso. 
Westchnęłam, spuszczając wzrok. Domyślałam się, że tak będzie, ale miałam nadzieję, że jednak mi wybaczy. 
- To on zaczął - zaczęłam się tłumaczyć. - Próbowałam się oderwać, ale... 
Nie dał mi dokończyć, ponieważ chwilę później poczułam czyjeś silne ramiona oplatające moją drobną postać. Ucieszyłam się i mocno wtuliłam się w tors Biebera.
Wychyliłam się lekko, by zdołać przeczytać chociaż kawałek tekstu, który Kanadyjczyk pisał. Kiedy zauważył, że próbowałam zajrzeć do jego zeszytu, odsunął się ze śmiechem, zamknął okładkę i schował zeszyt za sobą. 
- I tak kawałek przeczytałam - wytknęłam mu język, na co on zmarszczył brwi. 
- Jaki? - spytał pośpiesznie. 
- Bo dookoła całego świata ludzie chcą być kochani - odpowiedziałam, uśmiechając się. 
Justin przyglądał mi się uważnie, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Zmieszał się trochę, a ja dopiero wtedy skarciłam się  w myślach. Żaden artysta przecież nie lubił, kiedy zaglądano mu w jego notatki, a Bieber z pewnością był artystą. 
- Podoba mi się ten tekst - oblizałam wargi, kolejny raz wtulając się w niego. - bo to prawda. Każdy chce znaleźć swoją drugą połówkę i czuć, że jest przez kogoś kochany. Wbrew pozorom, nawet ja tego pragnę, ale wydaje mi się, że już znalazłam kogoś odpowiedniego dla mnie - spojrzałam mu w oczy, a on skrzywił się. 
- Nathana? 
Spiorunowałam go wzrokiem. Gdybym mogła tylko zabijać ludzi w ten sposób, Justin z pewnością byłby martwy. 
- Chodziło mi o ciebie - odpowiedziałam całkiem jak naburmuszone pięcioletnie dziecko. Wstałam z miejsca, ruszając do przodu. - Ale skoro nie chcesz, to nie - wzruszyłam ramionami. 
Bieber wstał zaraz po mnie i kolejny raz jego dłonie znalazły się na mojej talii. Przy swoim uchu słyszałam śmiech, który tak bardzo uwielbiałam. Odwróciłam się przodem do niego, zaplatając ręce na karku chłopaka. 
- Pewnie, że chcę - powiedział, zmniejszając odległość między naszymi wargami. 
- Najpierw mi powiedz o czym, albo dla kogo jest ta piosenka - zażądałam. 
Chłopak zmarszczył nos, ale kiedy zorientował się, że mu nie odpuszczę, westchnął i zaczął mówić. 
- Można powiedzieć, że o miłości - zaśmiał się. - A pisałem ją z myślą o tobie - szepnął mi na ucho, delikatnie, przegryzając jego płatek. - Jesteś taka nieidealnie idealna. 
- Cieszę się, że mam przy sobie kogoś takiego jak ty - uniosłam się na palcach, muskając wargami usta Justina. 
Kanadyjczyk uśmiechnął się, pogłębiając zaczęty przeze mnie pocałunek.
Staliśmy tak objęci delektując się chwilą, a nasze serca biły jak szalone. Cieszyłam się, że to właśnie z nim teraz miałam przyjemność doświadczyć czegoś takiego i szczerze, wolałabym przeżyć z Justinem pierwszy pocałunek, niż z Nathanem. 
Po pewnym czasie odsunęłam się lekko od niego, a ten oparł swoje czoło o moje. Nasze oddechy wciąż biły nierównomierne, a my nie potrafiliśmy przywołać serca do normalnego rytmu bicia. 
- A ja cieszę się, że mam cię przy sobie.- wyszeptał, zakładając kosmyk moich włosów za ucho. 

_______________________________________________

MACIE 21, BO JUTRO NA PEWNO NIE ZDĄŻĘ DODAĆ, A JESTEM KOCHANA I DODAŁAM DZISIAJ <3
Przepraszam, że tak późno.
Jak pewnie zauważyliście, pojawił się nowy szablon, za który dziękuję dziewczynie z bloga http://hearts-skips-a-beat.blogspot.com/ . Tak więc pytanie do Was; 
Podoba Wam się, czy wolelibyście, żebym wróciła do starego wyglądu? 

WSZYSTKIE ZALEGŁOŚCI W BLOGACH NADROBIĘ DOPIERO PO WYJEŹDZIE, WIĘC NIE OBRAŻAJCIE SIĘ NA MNIE, ŻE NIE SKOMENTOWAŁAM CZYJEGOŚ BLOGA. CZASAMI PO PROSTU NIE MAM CZASU, LUB ZAPOMINAM, ALE TO NIE ZNACZY, ŻE NIE CZYTAM. 

Dziękuję, to by było na tyle :D
Dobranoc i do 2 (ewentualnie 3) sierpnia x


12 komentarzy:

  1. Jejciu jak słodko :)
    Te wspomnienia, to porównanie Marka do Justina i jej dziadka do Nathana - coś genialnego.
    Jesteś wielką artystką i mam nadzieję, że wiesz o tym :D
    A ten pocałunek zakochanych, no genialne.

    Czekam z niecierpliwością ( i to wielką ) na next i mam nadzieję, że jakoś uda mi się wytrzymać do 3 sierpnia.

    Co do wyglądu, to uważam, że powinnaś go absolutnie nie zmieniać, gdyż jest śliczny.

    Pozdrawiam i zapraszam:
    the-boys-wanted.blogspot.com
    time-is-slepping-away.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. TAAK! Jak ja się cieszę, że jest z Justinem (ale zgaduję, że nie na długo :c). On jest dla niej taki troskliwy i w ogóle, chociaż też zachowuje się idiotycznie często. Ja jednak mam nadzieję, że Mel z nim zostanie, mimo tego głupiego zakładu Justina.
    Szablon jest ładny i bardzo mi się podoba, ale chyba wolałam ten stary. Chociaż ten jest śliczny xd
    Czekam już na sierpień
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku historia jednak lubi się powtarzać, Ajć, prawie się popłakałam, jak czytałam ten fragment opowieści babci Melissy. Wiesz, wyobrażałam sobie moją babcie, która opowiada mi tego typu historię swojej młodości. Dziękuję Ci za to<3
    Współczuję Mellisie w jakiej znajduję teraz się sytuacji. Chociaż, jakby się tak uprzeć, to już wybrała chłopaka z którym chce być. Aczkolwiek nie mówię hop, bo Nathan też może jeszcze namieszać i to bardzo namieszać. Tak, moja podświadomość liczy na to i nadal kibicuje z całych sił Nathanowi:)
    Chyba tyle na dzisiaj zdołam z siebie wykrzesać. Przepraszam, że ten komentarz taki z dupy wyjęty, ale brak snu robi swoje.
    A teraz se idę łapać świt, dosłownie.
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  4. o nie, dobiłaś mnie doszczętnie tym rozdziałem. ;__;
    byłam bliska płaczu, kiedy czytałam wspomnienia Mel z babcią. to taka piękna historia, aż mi broda drgała.
    serioo.
    a później jak pogodziła się z Justinem i pocałunek.
    niby piękne, ale ja nadal jestem przy Nathanie, on ją bardziej kocha i zna!
    Bieber zrób papa Melissie.
    Wygląd strony? OSZAŁAMIAJĄCY! oczywiście, że ten, choć tamten też mi się podoba. Ale ten nadaje charakter blogowi i taki, taki fajny jest. :3
    10 dni bez Ady. :cc
    miłego wypoczynku i ładnych chłopakuuf. :*

    OdpowiedzUsuń
  5. ło, ło ło :D "All around the word, people want to be loved " :d
    hehehhe, jak się porobiło.
    To jednak teraz wybiera Justina !
    Jej babcia miała podobnie, też fajna historia.
    czekam na 2 sierpnia !
    zapraszam do mnie na nowy rozdział:
    http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. wygląd mi się podoba ;)
    nawiązanie do AATW - wspaniałe :D
    najpierw te wspominki i poznawanie historii jej babci, a później ich first kiss, rozpłynęłam się, był taki ideeealny, w sam raz ; D
    to do zobaczenia w sierpniu, odpoczywaj ; ***

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm... Co do wyglądu to nie mam szans by zobaczyć... Na razie ;)
    Rozdział był strasznie wciągający. Zaczęłam go czytać w pokoju w hotelu, a kiedy wychodziłam szłam ulicą z głową w telefonie :)
    Masz ogromny talent, no cholera, wieeeeelkie Zazdro *_________*
    Nathan jak Nathan :) ale scenka z Justinem jest po prostu tak romantyczna, że no rozpływałam się kiedy to czytałam.
    Wpadłam w zachwyt, bo oni MUSZĄ być razem!
    To porównanie do Marka i dziadka, to był oryginalny i fajny pomysł.
    No cóż życzę weny i udanych wakacji :) <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ej no kurna ja już nw z kim by jej było lepiej nich sb zrobią trójkącik nie bd problemu :D
    Ta ja i te moje głupie pomysły nie ma co ;___;
    Ale to, że przypomniała sb babcię było fajne przynajmniej już wybrała :)
    Ale znając cb to jeszcze się pokomplikuje i pozmienia :D
    Nie mam nic przeciwko ja mówiłam może być i trójkąt :P
    Dobra ja już nic nie mówię tak to jest jak się rano biega potem na łeb odwala XD
    Do nn ^^
    I miłego odpoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hehh Nathan sieę bardzo stara, ale musi si,ę troszkę jeszcze namęczyć :)
    Fajnie widzieć Justina i Melissę razem szczęśliwych :)
    Choć nie ukrywam, że lepiej było by jej z Nathanem /:)
    Miłego wypoczynku :)
    Likebloggerka <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Opowiadanie jest wspaniałe, to już pewnie wiesz. Ale, gdy czytam coraz to nowszy rozdział, obserwuję, jak bardzo zmieniła się Melissa. Na początku była naprawdę nieśmiałą, zamkniętą w sobie osóbką, skrzywdzoną przez rodziców. Była naprawdę nieszczęśliwa. Teraz, gdy patrzę na Mel, widzę, że stała się odważniejsza. Nie jest już tak skrytą i nieśmiałą dziewczyną jak za czasów 10, 11 rozdziałów. I prawdę powiedziawszy wolę te pierwszą Melissę... Mimo wszystko podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej.
    Muszę ci powiedzieć,że ZAJEBIŚCIE PISZESZ.
    Czekam na nexta :)
    Nie mogę doczekać się nexta a tym czasem zapraszam do mnie na:
    http://changedmyworldnathansykes.blogspot.com/
    @klaudia1_

    OdpowiedzUsuń
  12. Jej...napotkałam się na Twój blog przypadkiem...i ciesze się, że zaczełam go czytać;) przeczytałam wszystkie rozdziały jednym tchem... Masz talent...:) To opowiadanie jest zniewalające. Naprawde....
    Czytałam już wiele opowiadań, ale takiego jeszcze nie...
    Czekam na kolejny rozdział...:)
    Pozdrawiam:):)

    OdpowiedzUsuń