piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział trzydziesty drugi

Nathan.

Szwendałem się po całym pokoju w poszukiwaniu tekstu piosenki na koncert. Ponieważ chłopcy wyjechali, za piosenkę wziąłem się sam i nie zamierzam wysłuchiwać ich marudzenia. Trzeba było wybrać ją wcześniej. 
Wszystko wypadało mi z rąk, a ja co jakiś czas kląłem pod nosem. Martwiłem się. Bałem się, że Justin dobierze się do Melissy, pomimo Laury, która obiecała, że nie pozwoli mu na to. Jednak wiedziałem, że dziewczyna miała też swoje życie i swój czas, który zapewne chciała spędzić z Jay'em. Bieber też doskonale o tym wiedział, dlatego pewnie tylko czekał na odpowiedni moment. 
Kiedy w końcu znalazłem poszukiwaną kartkę, chwyciłem swój plecak i pośpiesznie zbiegłem na dół. Byłem już spóźniony na pierwszą lekcję, ale to mnie szczerze nie martwiło. Bardziej bałem się, że nie zdążę do Kaneswerana, który miał przesłuchać całą piosenkę. 
- Nath, poczekaj! - usłyszałem krzyk, gdy już ręką dotknąłem zimnej klamki. Wypuściłem powietrze z płuc, odwracając się w kierunku mojej siostry. - Nurtuje mnie to, dlaczego nie pojechałeś na tą wycieczkę. 
- Bo nie miałem ochoty - wzruszyłem ramionami. 
- Nie, nigdy nie odpuściłbyś sobie czegoś takiego. 
Wpatrywałem się w nią z szeroko otwartymi oczami. Miała rację. Nigdy nie odpuściłbym sobie wycieczki z moją paczką; nawet przez dziewczynę. A ja właśnie to zrobiłem. Nie pojechałem ze względu na Melissę. 
- Możesz mi powiedzieć, jestem twoją siostrą. 
Moja męska duma nie pozwoliła na to, bym powiedział jej, że miała rację. Jess tylko wykorzystywałaby to przeciwko mnie. Uśmiechnąłem się lekko, przytulając ją.
- Nie martw się, wszystko jest dobrze - szepnąłem, starając się uwierzyć we własne słowa. 
- Mam tylko jedną prośbę - odsunęła się, nie puszczając mojej ręki. - Nie zmieniaj się ze względu na dziewczynę. Jeśli cię kocha, to nie będzie ci kazała się zmieniać. 
- A zmieniłem się? - spytałem zdziwiony i może delikatnie urażony. 
Blondynka zagryzła delikatnie wargę, kiwając niepewnie głową. 
Niby jak mogłem się zmienić? Dojrzałem, fakt. Nie wyrywałem już dziewczyn na jedną noc, ale moim zdaniem była to pozytywna zmiana. 
- Co masz na myśli? 
- Ciągle chodzisz zamyślony, momentami nawet smutny. Chcę odzyskać mojego wciąż uśmiechającego się brata, Nath. 
- Jestem tu i nigdzie się nie wybieram, okej? - ucałowałem czubek jej nosa, na co Jess zareagowała śmiechem. - Kocham cię, ale śpieszę się do szkoły - jeszcze raz cmoknąłem w powietrzu, po czym otworzyłem drzwi i wyszedłem z domu. 
Wciąż myślałem o tym, co powiedziała mi moja siostra. Nie chciało mi się wierzyć, że to wszystko było prawdą. Może jednak za bardzo próbowałem przypodobać się Melissie? 
Rozważałem myśl o zaprzestaniu walki o jej względy. Przecież większą szansę i tak miał Justin. 
Zamknąłem oczy i mimowolnie przypomniał mi się nasz ostatni pocałunek. 

Nasze nosy stykały się ze sobą, a oddechy powoli się mieszały. Wzrok Melissy spoczął na moich wargach, co mnie trochę rozśmieszyło. Pogładziłem dłonią jej policzek, po czym wpiłem się w jej usta. Czułem, jak uśmiechała się poprzez pocałunek. Wplotła dłoń w moje włosy, a ja cieszyłem się bliskością, którą razem przeżywaliśmy.  W pewnym momencie położyłem dłonie na jej biodrach i sekundę później przeniosłem ją na swoje kolana, nie odrywając naszych ust od siebie. Pocałunek z każdą minioną chwilą przeradzał się w coraz bardziej namiętny.
- Kocham cię - powiedziałem niemalże szeptem, kiedy się oderwałem. 
- Ja ciebie też - zaśmiała się, oblizując wargi.

Być może zabrzmi to dziwnie, ale za każdym razem, kiedy słyszałem od niej te dwa magiczne słowa, motyle zdawały się wybuchać w moim brzuchu, co mnie nie cieszyło. Czułem się jak nastolatka, która przeżywała swoją pierwszą miłość. Porzuciłem tą myśl z chwilą, w której ujrzałem mury szkoły. Zaciągnąłem powietrze głęboko do płuc, pchając drzwi wejściowe. Hol był dziwnie pusty, a ja miałem wrażenie jakby co najmniej połowa szkoły wyjechała. 
Cholerna wycieczka. Cholerny Londyn. Cholerny Justin zostawiony sam z Melissą. 
Odwróciłem się z zamiarem pójścia na zaczętą już lekcję, jednak poczułem uścisk na ramieniu. 
- Potrzymaj - powiedział Siva, wrzucając mi do dłoni stertę książek. - Czekałem na ciebie - uśmiechnął się, w międzyczasie czegoś szukając w swojej torbie. - Poza tym jesteś spóźniony - kiwnął głową w stronę swojej sali, która znajdywała się na tym piętrze. - ale wykorzystamy to. Chodź, zaśpiewasz mi piosenkę, którą przygotowaliście na koncert. 
- Ale nie ma reszty chłopaków - mówiłem lekko spanikowany. Bałem się, że Kaneswaran zorientuje się, iż ani razu jej nie przećwiczyliśmy. Przynajmniej ja jej nie przećwiczyłem. 
 - Nie ma sprawy, przesłuchamy  ją w oryginale, a od razu, kiedy wrócą z Londynu zaczniemy próby - uśmiechnął się kolejny raz, a ja odetchnąłem z ulgi.
Poprawiłem książki w swoich rękach tak, aby ani jedna nie wypadła z tej ułożonej przez nauczyciela wieżyczki  i ostrożnie podążyłem za nim. Mulat szedł tak szybko, jakby zapomniał, że zostawił swojego ucznia w tyle z dodatkowym nadbagażem. Myślałem, że zaraz rzucę te podręczniki w cholerę i pójdę na tą przeklętą lekcję. 
- Och, pomogę ci - zatrzymał się nagle, zabierając połowę ciężaru. - Chyba sobie nie radzisz - zaśmiał się pod nosem. 
Spiorunowałem go wzrokiem, nabierając w tym momencie więcej siły. Teraz mógłbym samodzielnie góry przenosić. Dopiero by się zdziwił. 
Z ulgą rzuciłem książki na pierwszej ławce, wyprostowując się. Może i chciałem pokazać, że byłem silny, ale ten cały bagaż był cholernie ciężki. 
- To teraz podaj mi tytuł piosenki, a ja zobaczę o co chodzi - powiedział, włączając swojego laptopa. 
Przeczesałem dłonią włosy, a następnie z kieszeni spodni wyjąłem karteczkę z tekstem, razem z telefonem. Podałem mu kartkę, odblokowując telefon. Zauważyłem, że miałem jedną nieodebraną wiadomość od Melissy, dlatego na moich ustach powstał szeroki uśmiech. 

O Tobie nie da się zapomnieć. xx

- Dziewczyna? - zapytał Mulat, a ja natychmiastowo ocknąłem się. 
Spojrzałem na niego zdziwiony, podczas gdy on nieugięcie wpatrywał się w moje zielononiebieskie tęczówki. Oblizałem usta, w myślach wciąż powtarzając treść wiadomości od Mel. 
- Dziewczyna owszem - uśmiechnąłem się, ale zaraz po tym odchrząknąłem. - Ale niekoniecznie moja. 
- Z twoją urodą każda może być twoja - zaśmiał się donośnie, co mnie zdziwiło. - Kończymy plotki, szukamy tej piosenki. 
Jak powiedział, tak zrobił. Już minutę później po sali rozbiegła się melodia, a Kaneswaran z uwagą wsłuchiwał się w słowa. 

Justin. 

Głaskałem dłonią rękę śpiącej na moim ramieniu dziewczyny, uśmiechając się pod nosem. Melissa usnęła jakieś pół godziny temu, od razu opadając na moje ramię. Nie przeszkadzało mi to, lubiłem czuć jej ciężar na sobie. Laurze za to, nie podobało się to. Na początku nawet próbowała ją obudzić, ale skutecznie wybiłem jej ten pomysł z głowy. Mogła mnie nie lubić, ale nie musiała przerywać snu swojej przyjaciółce. 
Na miejsce dojechaliśmy zaledwie parę minut później, więc zniżyłem się do niej, ocierając delikatnie wargami o płatek ucha blondynki. 
- Pobudka - szeptałem z nutą rozbawienia. 
Brytyjka delikatnie otworzyła oczy, ale zaraz z powrotem zmrużyła je pod zbyt dużym napływem jasnego światła.
- Dojechaliśmy? - spytała, przeciągając się. 
Zaśmiałem się, kiwając głową. W tym samym momencie Laura wygramoliła się ze swojego siedzenia i stanęła tuż obok Melissy. 
- Wstawaj śpiochu, idziemy zobaczyć nasze pokoje - uśmiechnęła się w jej kierunku. 
Blondynka niemalże natychmiast wyskoczyła z miejsca, chwytając swoją torbę. Uśmiechnąłem się, a sekundę później poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. - Stary, nie wiem czy powinieneś startować akurat do niej - Jay zacisnął wargi w cienką linię. 
- Chcesz, żeby to Nath z nią był?
- Nie, nie chcę, żeby którykolwiek z was z nią był - pchnął mnie delikatnie w stronę wyjścia z autokaru, kiedy zauważył zdenerwowanego kierowcę. - Przez tą dziewczynę niszczycie waszą przyjaźń. Chociaż raz posłuchajcie Melissy i nie zarywajcie do niej, tak jak prosiła. 
- Prosisz mnie o coś w ogóle niemożliwego - pokręciłem głową. - To tak, jakbym ja powiedział ci, że masz przestać być z Laurą. Ja kocham Mel, rozumiesz? Chcę z nią być, stary. 
Jay westchnął, szukając znajomych dziewczyn. Stałe one tuż pod domkami, zawzięcie o czymś dyskutując. Bez namysłu wyminąłem przyjaciela i podchodząc do Melissy delikatnie ucałowałem ją w policzek. Twarz Brytyjki niemalże natychmiast zapłonęła rumieńcem. Loczek postąpił podobnie, z tym że Laura odwzajemniła ten gest samym uśmiechem. 
- Idziemy do środka, rozpakujemy się i schodzimy na obiad? - zapytałem, spoglądając na swoich towarzyszy. 
Martin uniosła brwi do góry chcąc zapewne zaprzeczyć, ale Melissa wyprzedziła ją w tym.
- Pewnie - posłała uroczy uśmiech w moją stronę, a następnie chwyciła swoją przyjaciółkę za ramię, wprowadzając ją do środka przeznaczonego im budynku. 

Razem z Tom'em i Jay'em siedziałem przy dość sporym, bo mieszczącym 7 osób, stole. Niecierpliwie bębniłem palcami o blat stołu, ciągle spoglądając w kierunku wejścia. Pragnąłem już zobaczyć tam Melissę, niestety, do środka zdążyli wejść już wszyscy obozowicze oprócz niej i jej przyjaciółki. Jay w przeciwieństwie do mnie wydawał się być kompletnie niewzruszony tym, że jego dziewczyna jeszcze się tu nie pojawiła.
W pewnym momencie ponownie zwróciłem głowę w danym kierunku, a moim oczom ukazała się pożądana dziewczyna, która uśmiechnęła się nieśmiało. Natychmiastowo wstałem, odsuwając krzesło obok siebie, tak żeby Mel mogła usiąść. Przywitała mnie pocałunkiem w policzek, po czym zaśmiała się, zajmując zajęte przeze mnie miejsce. 
- I jak wasze pokoje? - zapytał Jay. 
- Bardzo dobrze - odpowiedziała mu uśmiechnięta Laura. Spojrzałem na White, która zmarszczyła nos. - Jesteśmy czwórką w pokoju. 
- Nie podoba ci się to, co? - szepnąłem dziewczynie na ucho. 
Blondynka zagryzła delikatnie wargę, powstrzymując rosnący uśmiech. Pokręciła głową, a ja splotłem ze sobą nasze palce pod stołem. 
- To z kim jesteście? - pytał zdziwiony Tom, wkładając do ust kolejną porcję frytek. 
- Ja, Melissa, Kara i Donna - odpowiedziała, związując włosy w luźnego koka. 
Wiedziałem, że Mel nie lubiła być z nieznajomymi w pokoju, dlatego mocniej ścisnąłem jej dłoń. Kątem oka zauważałem, że już nie była w stanie dalej powstrzymywać uśmiechu. 
- Ciesz się, że nie jesteś z Tamiką - zirytowany Parker wywrócił oczami. - Ona to jest już kompletnie popierdolona. Dziękujmy Bogu za to, że nie przyjechała razem z Jenną. 
- Bo Jenna została w Cambridge ze względu na Nathana - powiedziałem, śledząc uważnie reakcje dziewczyny siedzącej obok. 
Oblizała tylko usta, odchrząkując cicho. Przejechała wzrokiem po całym towarzystwie, a kiedy stanęła na mnie, kolejny raz uśmiechnęła się delikatnie. Wiedziałem, że coś ją nurtowało, tylko nie miałem zielonego pojęcia o co chodziło. Mogłem się tylko domyślać, że było to powiązane z Nathanem. 
- Przepraszam - powiedziała White, wstając. - Zaraz wrócę - obdarowała wszystkich uśmiechem, a następnie oddaliła się w stronę, z której przyszła. 
Zdziwiło mnie to i równocześnie zaniepokoiło, dlatego również przeprosiłem, podążając za dziewczyną. W połowie drogi wyjęła telefon z kieszeni i przejechała palcem po ekranie. Domyślałem się, że odebrała połączenie, bo sekundę później przystawiła telefon do ucha. 
- Słucham? .... Nie, jest dobrze.... Nie, mówię przecież.... Och, uspokój się - wywróciła oczami, odwracając się w moją stronę. Spanikowany upadłem na ziemię, chowając się za wózkiem z jedzeniem. - Nie chcę teraz na ten temat rozmawiać... Nie zmienisz mojego uczucia do niego - warknęła, a to już dało mi odpowiedź. Domyślałem się, z kim rozmawiała. - Nie kłamałam mówiąc, że cię kocham, Nath. 
W tym momencie moje serce zamarło. Byłem prawie pewien, że dzwonił właśnie mój przyjaciel, ale ostatnie wypowiedziane zdanie przez dziewczynę, wprawiło mnie w osłupienie. 
W ogóle, po co on do niej dzwonił? Chciał ją kontrolować? Szpiegować? Ostrzec przede mną? 
No to się głęboko pomylił, bo ja na pewno nie zmarnowałbym takiej szansy. Przecież w końcu miałem Melissę tylko dla siebie. 
Niedługo po tym dziewczyna zakończyła rozmowę, spojrzałem na nią, a ona tylko westchnęła, wracając z powrotem do sali. Oblizałem wargi, odprowadzając ją wzrokiem. Była taka seksowna i zarazem kochana. Po prostu musiała być moja, innej opcji nie widziałem i nawet nie chciałem widzieć. Kochałem ją. Szczerze. 
Przejechałem dłonią po moich ciemnych włosach, analizując to, co działo się w naszym trójkąciku. Melissa kochała obydwu, ale słyszałem, że jeden znaczył dla niej coś więcej, jednak nie jestem w stanie dowiedzieć się kto. Laura mi na pewno nie powie, z prostej przyczyny; jest suką, która mnie nie lubi. Ale za to Jay mógłby coś z niej wyciągnąć. 
Uśmiechnąłem się pod nosem, wyjmując telefon z kieszeni. Przejechałem palcem po ekranie, po czym kliknąłem na ikonkę wiadomości. 

Ja. Melissa. Londyn. 
Nie masz szans, stary. Pogódź się z tym.
Nacisnąłem jeszcze 'wyślij' po czym podniosłem się z ziemi, kierując się z powrotem do jadalni. Miałem pięć dni na to, żeby zdobyć serce Melissy. Pięć dni to wystarczająco dużo, zważając na to, że już jest prawie moja. 
Cmoknąłem ją kolejny raz w policzek, ponownie chwytając dłoń blondynki. Nie słuchałem nawet na jaki temat toczyły się rozmowy przy stole, w głowie już miałem ułożony plan. I nikt, nawet Laura nie była w stanie mi w tym przeszkodzić. 
Melissa White musiała być m o j a.

____________________________________________________________

Więc
Mirror. - jasne, mogłabym wstawić te dwa rozdziały, ale nie zrobię tego z oczywistych powodów - nie będę publikowała tego, z czego nie jestem zadowolona. Wolę już przyznać, że to opowiadanie naprawdę mi się udało. Tak więc przykro mi, ale prawdopodobnie jest to moje ostatnie opowiadanie, przepraszam. 
Chyba że zrobię jakiś wielki come back w stylu a'la Nathan, ale wątpię. Cóż, mamy jeszcze ok 10 dni na przemyślenie tego. Jak na razie, drugiego opowiadania nie będzie. 
Nie pozostaje mi nic innego, niż znowu przeprosić za błędy i do następnego. :)

9 komentarzy:

  1. Kurna! Proszę cię powiedz mi, że tak szybko już Justina nie zobaczymy w opowiadaniu, bo zaczyna mnie chłopczyna już lekko wnerwiać!

    Rozdział jest boski i nadal będę cię męczyć o kolejny blog.

    Ale w sumie, to czemu nie chcesz ewentualnie założyć bloga z inną osobą? Może we dwie osoby będzie ci się lepiej pisać?

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy tylko mnie Justin denerwuje? :)
    Kurcze, jak można być taki chamem?
    Nathan stara się jak może no! Melissa powinna to zrozumieć i powiedzieć Justinowi parę słów od siebie :)
    Mam nadzieję, że podczas tego wyjazdu Melissa nie wciągnie się w gierki Justina i będzie po powrocie z Nathanem :)
    Teraz po tej wiadomości to naprawdę Justin mnie wkurzył :)
    A co do Laury i Jaya mam nadzieję, że ,,ochrona" Melissy przed Justinem nie zepsuje ich relacji :)
    Życzę weny <3 :****
    Likebloggerka <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Yyy Justin od kiedy dziewczyna może być tylko T W O J A?
    A Melissa w szczególności nie będzie tylko T WO J A ona będzie T Y L K O Nathan'a :D
    Jak mnie ten Justin denerwuje no ja pierdziele xD
    On chce ją zdobyć w pięć dni, ale nie przewidział mojego planu, że przyjdę do niego w nocy z siekiera i odrąbie mu ten głupi łeb xDD
    I za ten SMS do Nath'a dostaniesz podwójnie!
    Znowu odezwała się moja brutalna strona :P
    Bardzo dobrze, że do niej zadzwonił niech Justin oswaja się z myślą, że przegra >_<
    Co do tego, że to Twoje ostatnie opowiadanie to rozumiem, że masz prawo pójść na "emeryturę" czy ma prawo nie podobać Ci się to co piszesz i nie masz za co przepraszać :)
    Ale wiedz, że będę tęsknić za Twoimi opowiadaniami już na samą myśl tęsknię za przygodami Nath'a i reszty w Twoim wykonaniu ;<
    Także do następnego < 3

    OdpowiedzUsuń
  4. Fuck you Justin! Weź tępa dzido, zrób mi tę przyjemność i wypierdalaj ♥ On za cholerę nie pasuje do Mel. Weźmy na tapetę takiego Sykesa. Zmienia się dla dziewczyny, co widać gołym okiem. Chodzi smutny, zamyślony i czyż to nie jest wystarczający dowód na to, że jest zakochany? Cierpi biedak, bo dziewczyna na której mu zależy, jest w Londynie z jego przyjacielem a zarazem rywalem. A Justin? Wmawia sobie, ze jest szczerze zakochany w Mel, a tak naprawdę chce utrzeć nosa Sajkiemu i zaliczyć White. Może się mylę, ale to zdanie: "Melissa White musiała być m o j a" śmierdzi mi i to bardzo mi śmierdzi.
    Hmm ciekawa jestem co on wykombinuje...
    Czekam oczywiście na następny<3
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebie Justina jak go tylko znajdę. Po prostu go rozszarpię na kawałki, grr! Justin! Zrozum, że Melissa jest tylko Nathana, bo ja tak chcę! I jeszcze cooś. LAURA NIE JEST SUKĄ, GÓWNIARZU JUSTINIE!
    LOL, ale mi odjebało.
    KC Nath <333 Masz u mnie wiele plusów, kocham Cię <3 Zerwij przyjaźń z Justinem, bo to tylko debil! JUŻ! NALISSA FOREVER *U*
    A, a, niech Nath do Mel przyjeżdża ^_^ Będzie suodko *U*
    Będę tęsknić za twoim pisaniem :< Świetny blog, pierwszy z realnych fanficków co mi się spodobał. Mam nadzieje, że jakiś pomysł Ci przyjdzie, więc jak przyjdzie to od razu pisz i niech Ci się to spodoba! :D
    Do następnego rozdziału i dzięki za zajebistą rozmowę na fejsie poprawiającą mi humor ^^
    ~Andzię przesyła wenę i pomysły <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  6. M o j a? Halo czy Mel tak jakaś rzecz? O.o nie no Bieber mnie wkurwia -,-
    Nathan walcz człowieku, walcz!! :)
    Laura musi ich pilnować no bo jak?
    Ale ta rozmowa przez telefon była słodka *___*
    Lol, suodko ;)
    Nie wiem co jeszcze napisać dlatego czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Bieber wkurzasz mnie od jakiegoś czasu, a teraz to już przegiąłeś, że niby TY ją już prawie zdobyłeś?
    HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA dobry żart!
    Mówię Ci nie lekceważ Laury i nie zadzieraj z #TeamNathan :D
    Ja już chce, żeby ta wycieczka dobiegła końca, a Justin się tam gdzieś w Big Benie zgubił xDD
    Do nn :0

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział czekam na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. o jeszcze jeden rozdział, widzisz.
    fajnie, fajnie, ale już trochę denerwuje mnie zachowanie Justina, "ona musi być moja", a co to jakaś maskotka ??!
    no bez kitu
    do następnego ;*

    OdpowiedzUsuń