Justin.
Naciągnąłem swoją czerwoną czapkę na głowę, mimowolnie oblizałem wargi i pośpiesznie nacisnąłem dzwonek do drzwi. Natychmiast skrzyżowałem ręce na piersi, jakbym żałował tego, co przed chwilą zrobiłem. Doskonale pamiętałem jak Melissa prosiła mnie, bym nie przychodził do niej do domu, ale musiałem dowiedzieć się o co chodziło. Martwiło mnie to, że nie było jej dzisiaj w szkole, a dodatkowo nie odbierała telefonów. Za pomocą pośredników dowiedziałem się, że miała z rodzicami naprawdę ciężko, przez co jeszcze bardziej się martwiłem.
Kiedy straciłem nadzieję na to, że ktokolwiek mi otworzy, drzwi nagle uchyliły się. Usłyszałem ciche przeklęcie, a następnie ujrzałem przed sobą blondynkę, przez którą moje serce zabiło dwa razy szybciej.
Dziewczyna miała na sobie wygniecioną koszulę, która dokładnie zakrywała jej szyję. Domyślałem się, że coś przede mną ukrywała, bo co chwilę poprawiała kołnierzyk, a wzrok wbiła w podłogę.
- Cześć - wychrypiałem, uśmiechając się delikatnie. - Martwiłem się o ciebie, bo...
- Tylko jeden dzień mnie nie było - wzruszyła ramionami wciąż na mnie nie patrząc. - o co się martwiłeś, Jus?
Westchnąłem, przysuwając się bliżej. Melissa chciała cofnąć się do tyłu, jednak zdążyłem położyć swoją dłoń na jej talii, przyciskając ją do siebie. Musnąłem palcami policzek dziewczyny, zmuszając ją do uniesienia głowy. W jej niebieskich oczach widziałem łzy, co tylko bardziej utwierdziło mnie w przypuszczeniach, że coś rzeczywiście było nie tak.
- Nie wiem, ty mi powiedz czy miałem o co - powiedziałem cicho.
Brytyjka zacisnęła powieki, całą siłą woli powstrzymując płacz. Wtuliła się we mnie mocno, żebym nie zauważył jak ciężko jej było. Przycisnąłem ją jeszcze mocniej do swojego torsu, całując w czubek głowy.
Po paru minutach odsunęła się, otarła wierzchem dłoni wilgotne policzki, po czym chwyciła moją dłoń, ciągnąc mnie w głąb domu. Rozglądałem się dookoła, chcąc dostrzec kogokolwiek z jej rodziny, jednak dom sprawiał wrażenie pustego. Dopiero kiedy przechodziliśmy obok kuchni zdałem sobie sprawę z tego, że w siedziała tam przy parapecie jakaś kobieta, która sączyła wino, a na przeciwko tego pomieszczenia, w salonie, siedział mały chłopczyk, który prawdopodobnie był bratem White.
Dziewczyna wprowadziła mnie do swojego pokoju, opierając się plecami o brązowe drzwi. Przekręciła kluczyk w zamku, nie chcąc by ktokolwiek nam przeszkodził. Uśmiechnąłem się ponownie, stając na przeciwko niej. Ująłem twarz blondynki w swoje ręce, lekko pochylając się nad nią.
- Jak się czujesz? - szepnąłem.
Melissa rozchyliła usta, oblizując je subtelnie. Zaśmiałem się pod nosem; nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej wzrok co jakiś czas spoczywał na moich wargach.
Westchnęła, splatając ze sobą nasze palce. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, zaprowadziła mnie do łóżka, na którym obydwoje usiedliśmy. Dziewczyna przysunęła się bliżej ściany, tak by mogła się o nią oprzeć plecami. Ja za to usiadłem na przeciwko niej, natarczywie spoglądając w jej oczy.
- Bywało lepiej - uśmiechnęła się lekko.
- Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć - mówiłem, przejeżdżając dłonią po policzku Brytyjki.
Skinęła delikatnie, zagryzając dolną wargę. Złapała moją dłoń, przez chwilę przyglądając się niej. Nic nie mówiłem, nie naciskałem; czekałem, aż sama o wszystkim mi powie.
- Jus, czy ty... czy ty i Nath jesteście pokłóceni? - zapytała, nie odrywając wzroku od mojej dłoni.
Przetarłem twarz wolną dłonią, nie bardzo wiedząc jak jej to wszystko wyjaśnić. Sam do końca nie wiedziałem jak między nami było. Niby nie byliśmy szczególnie pokłóceni, ale i tak nie odzywaliśmy się do siebie.
- Nie wiem czy tak to można nazwać - skrzywiłem się. - Nazwałbym to raczej chwilowym konfliktem.
- Chodzi o mnie? - spytała ponownie, spuszczając głowę.
Westchnąłem, zastanawiając się nad odpowiedzią. Nie mogłem przyznać jej racji, chociaż tak było, tylko ze względu na to, że ta informacja prawdopodobnie zraniłaby ją.
- Nie chcę stawać między wami - spojrzała prosto w moje oczy i to ja tym razem speszony spuściłem wzrok.
Nie odpowiedziałem, tylko kolejny raz objąłem ją ramieniem, lekko dociskając do siebie. Dziewczyna objęła mnie w pasie, mocno wtulając się w mój tors. Przez chwilę nic nie mówiliśmy, żadne z nas nie było w stanie wypowiedzieć żadnego słowa.
Jej pytanie dało mi do myślenia; nie wierzyłem w to, że pokłóciłem się z moim najlepszym przyjacielem o dziewczynę. Doskonale pamiętałem naszą małą przysięgę, kiedy to obiecywaliśmy sobie, że już żadna taka nie stanie pomiędzy nami.
Wyglądało na to, że żaden z nas tej obietnicy nie dotrzymał.
- Nie martw się tym, Melisso - zaśmiałem się krótko.
Brytyjka uniosła głowę, uśmiechnęła się lekko i subtelnie musnęła moje usta.
Cieszyłem się, że to właśnie ja miałem tą dziewczynę przy sobie.
Zszedłem z Melissą na dół do jej brata, który siedział na podłodze grając w jakieś gry. Co chwilę wychylał się tak, jakby miał nadzieję na to, że tym właśnie gestem pomaga swojemu samochodzikowi w wyścigu. Dziewczyna ścisnęła delikatnie moją rękę w momencie, w którym drzwi wejściowe trzasnęły. Niedługo po tym w przejściu przed nami pokazał się wysoki, tęższy, niemalże łysy, mężczyzna. Na jego widok blondynka pośpiesznie wyrwała swoją dłoń z mojego uścisku, chowając ją za plecami.
Mężczyzna, który jak się domyślałem był ojcem Melissy, przyglądał mi się bardzo uważnie, mierząc mnie parę razy wzrokiem od góry do dołu. W końcu spojrzał na swoją córkę spod uniesionych brwi.
- Kim jest ten chłopak? - zapytał zdziwiony, pokazując palcem na mnie.
Ponownie oblizałem usta, wbijając wzrok w ziemię. Kiedy nie usłyszałem odpowiedzi dziewczyny, spojrzałem na nią z ukosa, a ona uczyniła to samo. Po pewnym czasie wzięła głęboki wdech, zaczynając szybko mówić.
- Kolega, tato.
Skrzyżował ręce na piersi, a jego wzrok kolejny raz spoczął na mnie, co nie powiem, trochę mnie krępowało.
- Nie znam go - odpowiedział krótko.
Niemalże natychmiastowo uniosłem dłoń w jego stronę, uśmiechając się niemrawo.
- Justin Bieber - przedstawiłem się.
Mężczyzna bił się z myślami, jednak po jakimś czasie uścisnął moją rękę. Zrobił to tak mocno, że wydawało mi się, iż zraz odetnie mi dopływ krwi do ręki, jednak nie dałem tego po sobie poznać. W zamian tego, na moich ustach pojawiał się coraz większy uśmiech, a mało brakowało, by to nie zmieniło się w grymas bólu.
- Chyba gdzieś o tobie słyszałem - zaczął niepewnie, w końcu puszczając.
Odetchnąłem, w myślach dziękując za to Bogu. Teraz już naprawdę bałem się o to, co ten facet był w stanie zrobić Melissie.
- Może od wujka Ben'a - wyjaśniła szybko, a ja spojrzałem na nią zdziwiony.
Zastanawiałem się jaki jej wujek mógł mnie znać. Jedyną osobą, która przychodziła mi do głowy był nasz wuefista, ale w żadnym stopniu nie był podobny do dziewczyny stojącej obok mnie. Łączył ich może jeden kolor włosów.
Nim się zorientowałem, ojciec Melissy opuścił nas ruszając na górę, za to blondynka pchnęła mnie w kierunku salonu, w którym cały czas przebywał mały chłopak.
- Jaki wujek Ben? - zapytałem, zanim zdążyłem ugryźć się w język.
Spojrzała na mnie niepewnie, po czym pokręciła głową. Wiedziałem, że chciała uznać to za nieważny temat, ale ostatecznie ugięła się pod moim spojrzeniem.
- Haggerty - odpowiedziała, wyprzedzając mnie na tyle, żebym nie zasypał jej kolejnym gradem pytań. Ukucnęła obok swojego brata, szepcąc mu coś na ucho. Kiedy ten kiwnął głową, ona zaśmiała się, a moje serce kolejny raz przyśpieszyło bicia. Kochałem ten śmiech. Dziewczyna wstała, pociągając za sobą brata - Harry, to jest Justin - powiedziała, wskazując na mnie ruchem dłoni.
Harry zmierzył mnie spojrzeniem, a ja pomachałem do niego z przyklejonym uśmiechem do ust. Chłopak z wyglądu był podobny do swojego ojca, różniła ich jedynie masa ciała i nieco jaśniejszy kolor oczu Harrego.
- A gdzie jest Nathan? - spytał, patrząc na swoją siostrę. Ta rozchyliła wargi ze zdziwienia, a ja mimowolnie uniosłem brwi przypatrując się dwójce przede mną. Melissa nerwowo zaczesała palcami grzywkę do góry chcąc coś powiedzieć, jednak mały blondyn wyprzedził ją. - Obydwaj obiecywaliście mi, że się jeszcze spotkamy - powiedział jakby z wyrzutem. Tupnął nogą wkurzony, pokazując palcem w moją stronę. - Nie chcę poznawać jakiegoś nowego, nudnego chłopaka.
- Skąd on zna Nathana?
Nie zdałem sobie sprawy z tego, że wypowiedziałem powyższe zdanie na głos. Uświadomiło mi to dopiero przestraszone spojrzenie Brytyjki. Harry za to przekręcił oczami i mrucząc coś pod nosem, wrócił do swojej przerwanej gry.
- Pomógł mi kiedyś - powiedziała nieśmiało, podchodząc w moją stronę.
- Kiedyś? - spytałem zdziwiony i lekko zazdrosny.
Przytaknęła, spoglądając prosto w moje oczy. Uśmiechnęła się delikatnie i żeby uświadomić mi, że nie kłamała, chwyciła moją dłoń, splatając ze sobą nasze palce.
- To długa historia - westchnęła głęboko - ale obiecuję, że kiedyś ci ją opowiem.
Jej kąciki ust uniosły się do góry o parę minimetrów, co mogłem uznać za odznakę kłamstwa. Fakt był taki, że zawsze uśmiechała się, kiedy kłamała, jednak postanowiłem odpuścić sobie ten temat. Najważniejsze było to, że teraz to ja miałem u niej największe szanse.
Przybliżyłem się w jej stronę, chcąc ją pocałować, jednak przeszkodziło nam w tym głośne trzaśnięcie drzwiami. Melissa przestraszona odsunęła się ode mnie, spoglądając na kanapę, na której powinien siedzieć Harry. Nie zauważyła tam chłopca, dlatego zaczęła panikować.
- Dokąd on polazł? - mówiła spanikowana, krążąc po pomieszczeniu.
Zatrzymała się dopiero przy oknie, gdzie z jej ust wyszła wiązanka przekleństw. Postanowiłem sprawdzić o co chodziło, dlatego podszedłem do niej, delikatnie obejmując ją w pasie.
To co tam zauważyłem, również mnie zszokowało. Przed domem blondynki przechodził Nathan, a że Harry go zauważył to wybiegł, mocno wtulając się w mojego przyjaciela. Roześmiany Sykes uniósł malca do góry i przez chwilę rozmawiał z nim, trzymając go na rękach. Blondyn rzeczywiście wyglądał na takiego, który darzył Sykes'a niesamowitą sympatią.
- Wyobraź sobie, że ostatnio powiedział mi, że Nath w przyszłości będzie jego autorytetem - pokręciła głową, odwracając się od okna. Ponownie zaczęła niespokojnie krążyć po pokoju.
- Nie zakładałbym się o to - starałem się mówić przekonująco. - Nathan tylko sprawia wrażenie zainteresowanego, ucieszonego, a w myślach zapewne na niego klnie i modli się by tylko sobie poszedł.
Dziewczyna tylko westchnęła, opadając na kanapę. Nie wiedziałem w jaki sposób mogłem jej pomóc, dlatego usiadłem obok niej, ponownie pozwalając jej wtulić się we mnie. Kiedy tylko objęła mnie swoimi ramionami uśmiechnąłem się pod nosem, całując ją w czubek głowy. Tak bardzo cieszyłem się z tej bliskości. Wystarczył mi tylko taki jeden mały gest, żeby poczuć się szczęśliwym.
W pewnym momencie ktoś wszedł z powrotem do domu, kolejny raz głośno trzaskając drzwiami. Melissa natychmiastowo zerwała się z miejsca, patrząc w przejście, w którym sekundę później pojawił się uśmiechnięty Harry z białą kopertą w kieszeni. Uśmiechnął się szeroko, machając nią na wszystkie strony. Mimowolnie podniosłem się z miejsca, a chłopczyk podał list swojej siostrze. Stanąłem obok White przyglądając się staranie napisanym literkom na przodzie koperty.
Dla Melissy White.
____________________________________________________
No, dodałam dzisiaj
i tak przy okazji wiecie, że dzisiaj jeden z naszych staruszków kończy 25 lat c'nie? <3
A tak w ogóle, to jest tyle głosów w ankiecie, a komentarzy coraz mnie. Znowu tracę czytelników? To smutne i na pewno nie motywuje do dalszego pisania. ;<
* dzisiaj tak stwierdziłam, że to mój ostatni blog, ale ci*
To chyba wszystko na dzisiaj
NASTĘPNY ROZDZIAŁ MOŻE POJAWIĆ SIĘ W KAŻDEJ CHWILI, TAK WIĘC WYCZEKUJCIE!
*pewnie nikt nie jest ciekawy co Nathan napisał w tym liście, heheszki*
do następnego. <3
nie przejmuj się komentarzami. wiem ze to motywuje ale zobacz są wakacje pewnie większość z nas nie ma dostępu do neta! kocham to opowiadanie! aaa daje młodemu plusa że nie zaakceptował Justina xD yeah. ale no szczerze mam nadzieję, że Nath odzyska zaufanie Mel. czekam i będę czekać!
OdpowiedzUsuńoj staruszka mam w rodzie oj mam. ale on na zawsze pozostanie dla mnie młody!
Po pierwsze ja jestem ciekawa jak cholera co napisał Nathan. Zgadzam się z dziewczyną wyżej nie przejmuj się komentarzami, bo piszesz też dla siebie a czytelnicy są tylko miłą nagrodą. Ogromnie jestem duma z Harry'ego bo od razu widać jak bardzo woli Nathana i wcale mu się nie dziwię. Justin idealnie pasuje do roli nie lubianej osoby przez malców, serio tak jakoś mi się wydaje, w przeciwieństwie do Nathana :>
OdpowiedzUsuńCZEKAM PRZEWIDUJE, ZE BĘDZIE JUTRO GÓRA WE WTOREK WIĘC WENY! :)x
Pewnie, pewnie nikt nie jest ciekawy co Sajki napisał! Eeeee gdzieżby! Ada Ty wariacie, co Ci strzeliło do głowy żeby tak pomyśleć :P Nie no kuźwa, serio na takim momencie zakończyć ;_; Wstydziłabyś się tak pobudzać moją ciekawość :P
OdpowiedzUsuńO żesz Ty, ojciec Mel to prawdziwy goryl, który zmiażdżył biedną rąsię Justina. W tym wypadku muszę to napisać: sorry, not sorry :P Dobrze mu tak, to karma za nazywanie dziewczyn sukami. Wooo, a to jak go Harry olał było epickie. Cóż, młody ma nosa i wie z kim trzymać sztamę ^^
I nie myśl sobie, ze nie lubię Justina. To nie tak, po prostu nie ufam mu. Aczkolwiek wszystko się jeszcze może zdarzyć i całkiem możliwe, że zmienię zdanie co do Bieberka:)
Kuźwa tak zakończyć, no. Chamstwo w państwie xd
Czekam na kolejny ziom <3
E.
Rozdział cudowny *__*
OdpowiedzUsuńJakoś mi Justin nie pasi u boku Melissy, tak zdecydowanie preferuje Sykes'a! :D
No w takim momencie kończyć ?! No ty chcesz mnie wykończyć, ja to wiem! Już się nie mogę doczekać co on tam napisał! No i niech Melissa mu wybaczy, no nie wolno się gniewać!
Stara dupa już z tego naszego Parkera :D
No nic, czekam na rozdział i weny :) Xx
rozdział jest wspaniały .
OdpowiedzUsuńczekam na następny ;D
Jak to nikt nie jest ciekawy.?! No proszę cię.. :(
OdpowiedzUsuńWeź tam klikaj na klawiaturze.. :P
Już widzę zazdrość Justina.. :D
Kurde no.. Ciekawość zżera, kurde..
Ale jak napiszesz to gitara..!
Kiepskich się naoglądałam.. -,-
Mniejsza..
Czekam na następny rozdzialik.. *O*
Weny..!!
myślałam, że to będzie coś więcej o tej kopercie ale myliłam się, mam nadzieję, że będzie tam coś co przekona Mel do Natha, więc proszę pisz dalej, bo nie będę mogła w nocy spać ;) a rozdział super :D weeny :D
OdpowiedzUsuńJAK MOŻESZ SĄDZIĆ ŻE NIE CIEKAWI MNIE CO SYKES NABAZGROLIŁ?! O,O
OdpowiedzUsuńw sumie to, powodzenia Jus, bo zaraz to Ty będziesz najdalej od Mel ... Ona musi przeczytać ten świstek przy Bieberze, MUSI!
rozdział wyjekurwabisty ... tyle powiem. :D
No, no. Sto lat palaczu. XD
@Cornelia24_TW
Już nie lubię Harrego :// woli Nathana, a to minimalne zagrożenie ;)
OdpowiedzUsuńSłoooodka scenka Jusa i Melissy. Oni są tacy uroczy. Oczywiście nigdy nie zmienię zdania. Tu zdecydowanie (!!) wygrywa Bieber, bo go kurde kocham za to, że jest taki opiekuńczy.
Choć Nathan widocznie po rozmowie z TomTomem (naszym staruszkiem ^^) stał się mądry, bo ten list jest na pewno bardzo romantyczny, i na serio chcę dowiedzieć się co takiego napisał i mam nadzieję, że jednak Justin go nie przeczyta (niech mają równe szanse).
Jeśli naprawdę chcesz, żeby to był ostatni blog, to niech on będzie ostatnim o The Wanted, czy Justinie. Masz ogromny talent, którego można pozazdrościć, dlatego szczerze radzę ci, żebyś rozwijała go, bo szkoda.
Myślę, że gdybyś wybrała inną dojrzalszą tematykę naprawdę wiele ludzi z blogosfery byłoby zachwyconych twoim talentem, a odstrasza ich od takich blogów Justin i The Wanted, bo jednak niektóre (bez urazy) fangirlsy robią swoją robotę na odpierdo* się, za przeproszeniem.
Dlatego motywuję cie do tego i życzę weny oraz czekam na kolejne świetne rozdziały ;*
P.S Wpadniesz w końcu do mnie? :)
Nigdy nie komentuję rozdziałów, no ale zrobię to dla Ciebie :). Wiedz, że czekam z niecierpliwością na każdy kolejny rozdział :) . Piszesz bardzo ciekawie to opowiadanie :).
OdpowiedzUsuńP.S Strasznie chcę wiedzieć co Nath napisał w tym liście, więc proszę szybko dodaj rozdział ♥
Rozdział fajny, ciekawy :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że Justin martwi się o Melissę, ale wolała bym, żeby był to Nathan :)
nawet Melissy brat lubi go bardziej niż Justina(o ile w ogóle go lubi).
Strasznie ciekawi mnie co Nathan napisał w liście do Melissy :)
Mam wielką nadzieję, że to wpłynie pozytywnie na ich relacje :)
Likebloggerka <3
Komentarzami skarbie sie nigdy nie przejmuj, bo to nie ma sensu.
OdpowiedzUsuńNajwazniejsze jest to, ze dziewczyno masz wene i bardzo ciekawy styl pisania. Mam nadzieje ze dowiem sie od ciebie co sie baedzie dalej dziac w nowych rozdzialach.
Rowniez mbie ciekawi dlaczego Nathan osobiscie nie przyszedl do Mel. Fajnie by bylo gdyby sie Jus z Nathem spotkali.
Czekam na kolejny i pozdrawiam :*
Aww, co On takiego napisał, co?! Czemu musiałaś w takim momencie skończyć?! Jesteś podłaaaaa D: A ja chcę wiedzieć co tam jest!
OdpowiedzUsuńJestem dumna z Harry'ego ^^ Odrzucaj Justina dalej, bo nie pasuje do Melissy :> Chyba... Bo wiecie wolę tego (cenzura) Nathana :p
Co by tu dalej... Biedna Mel! Jak jej ojciec tak może? ;-; Okrutny, okrutny! A ta mama! Tylko chleje i chleje jak (cenzura). No szlak by ich trafił ;-;
Na razie koniec. Z niecierpliwością będę czekać na następny rozdział. :D Tylko... JAK MOŻE TO BYĆ TWÓJ OSTATNI BLOG? ;_; Nie zgadzam się! Świetnie piszesz, nie możesz zmarnować swojego zajebistego talentu!
Duuużo weny i pomysłów ;*
~Andzię :3
jejku - czyli Mel jeszcze się nie dowiedziała o Justin'ie i jej przyjaciółce ? :O łohohoho, ciekawa będzie akcja jak się dowie.
OdpowiedzUsuńNo pewnie, ze jestem ciekawa co jest w kopercie...
Świetny rozdział !
Czekam na nn !
zapraszam na nowy rozdział :
http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com/
MUSIAŁAŚ URWAĆ W TAKIM MOMENCIE?! Teraz się na Ciebie wkurzyłam...
OdpowiedzUsuńTaa.... I Nathan znowu postawiony w idealnym świetle i zapewne on będzie z Mel... Właściwie mi to nie przeszkadza, ale liczyłam, że może Justin będzie tym jedynym dla niej... Aaaa z resztą przecież nic jeszcze nie wiadomo, to o czym ja mówię?! XD
Dobra, to ja czekam już na następny.
Weny :*
Nathan i list ?
OdpowiedzUsuńciekawe
czytam dalej ;**