Melissa.
Do domu wróciłam o dość późnej godzinie; musiałam upewnić się, że Harremu nie stanie się krzywda u Nathana. Okazało się, że zarówno on jak i jego młodsza siostra natychmiastowo polubili mojego brata, więc mogłam być spokojna. Oczywiście, nikt nie zainteresował się moim późnym powrotem; zdążyłam do tego przywyknąć.
Od razu kiedy zadzwonił budzik, zerwałam się z łóżka i pośpiesznie ruszyłam do łazienki. Miałam odebrać chłopaka z mieszkania Sykes'ów i dodatkowo zaprowadzić go do szkoły. Już na starcie wiedziałam, że spóźnię się na pierwszą godzinę zajęć. Założyłam na siebie ubrania, chwyciłam torbę i zbiegłam na dół. Niestety, tym razem mój ociec stał przy drzwiach ze skrzyżowanymi rękami na piersi, mierząc mnie wzrokiem. Wypuściłam powietrze z płuc, podchodząc do niego. Mogłam się domyślić, że skoro wczoraj mi się od niego nie oberwało, to oberwę z pewnością dzisiejszego ranka.
- Gdzie do jasnej cholery jest Harry? - warknął, a ja przestraszona cofnęłam się o krok.
Potrząsnęłam głową, przywołując się do porządku. Nie mogłam mu przecież powiedzieć, że był u kogoś, kogo prawie nie znałam.
- Co się to obchodzi, skoro chciałeś oddać go do domu dziecka? - mówiłam ze zmrużonymi powiekami. - Wiesz, że przepłakał prawie cały dzień? Nic nie wiesz, bo się nami, kurwa, nie interesujesz! - wykrzyknęłam wściekła.
Cała drżałam od nadmiaru emocji. Dodatkowo, chwilę później poczułam ból przeszywający mój prawy policzek. Jęknęłam cicho, zginając się w pół. Przyłożyłam swoją rękę do bolącego miejsca i spojrzałam na ojca ze szklanymi oczami.
Uderzył mnie. Znowu.
- Mów, gdzie jest mój syn! - krzyknął cały czerwony na twarzy.
Wykonałam parę kroków do tyłu, by nie mógł tak szybko do mnie dotrzeć. Widziałam, że już zaczął robić się wściekły; robiło się nieciekawie.
- Nic ci nie powiem, gnojku - warknęłam.
Jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, a ja głośno przełknęłam ślinę, żałując wypowiedzianych przed chwilę słów. Nie chciałam dorabiać się kolejnych kilku siniaków na ciele. Podszedł do mnie, a ja stałam w miejscu sparaliżowana przez strach. Chwycił mocno moje nadgarstki, co wywołało u mnie ogromny ból. Nie mogłam nawet spokojnie stać na nogach, bo kolana mi się uginały.
- Nie będziesz miała wstępu do tego domu, jeśli mi nie odpowiesz - mówił powoli i wyraźnie, bym zrozumiała, jednocześnie coraz mocniej zaciskając swój uścisk na moich nadgarstkach. - suko.
W tym momencie coś we mnie pękło. Mogłam wytrzymać Nathana i Jennę, którzy wyzywali mnie od suk, ale nigdy nie pomyślałabym, że mój własny ojciec mógłby zacząć mnie tak wyzywać. Zacisnęłam mocno powieki, szybko wymyślając jakieś wyjście z tej całej sytuacji.
- Jest u Ben'a - powiedziałam.
Wiedziałam, że Haggerty był jedyną osobą, która mogła mi w tej sytuacji pomóc. Wiele razy już to razem przechodziliśmy, znał już na pamięć wszystkie moje kłamstwa, które wciskałam ojcu.
Mężczyzna skinął głową, mocno pchając mnie do tyłu. Straciłam równowagę, potknęłam się i uderzyłam głową o coś dość ostrego. Przez moment przed oczami widziałam tylko jakieś czarne plamki, a głos ojca kompletnie do mnie nie docierał. Schowałam głowę między kolanami, mocno zaciskając powieki. Kiedy już wszystko przestało mi wirować, wstałam na nogi i pośpiesznie wybiegłam z domu. Teraz nie tylko ja byłam bankowo spóźniona, ale Harry również.
Biegłam ile sił w nogach, mając nadzieję na to, że być może uda mi się doprowadzić brata do szkoły na czas. Niestety, nie było takiej możliwości; pieszo nigdy byśmy nie zdążyli. Przeklinałam pod nosem, ale na moich ustach mimowolnie zagościł uśmiech, kiedy tylko zauważyłam znajomy dom. Szybko wbiegłam po betonowych schodkach i zadzwoniłam dwa razy dzwonkiem. Czułam jak policzek nadal mnie piekł, a głowę rozsadzał ból spowodowany uderzeniem o prawdopodobnie kant stołu. Zagryzłam delikatnie wargę, przekładając wszystkie moje kosmyki włosów na prawą stronę, by choć trochę zakryć zaczerwienioną skórę twarzy. W duchu modliłam się, by otworzyła mi Jessica. Jednak jak już wcześniej mówiłam; Bóg mnie najwidoczniej nie kochał. Przede mną stanął uśmiechnięty Nathan, ale ten uśmiech znikł, kiedy tylko zlustrował mnie wzrokiem od góry do dołu.
Spuściłam głowę, czując wzbierające łzy w oczach. Chłopak chwycił delikatnie mój podbródek i uniósł go do góry, przyglądając się mojej ranie.
- Boże dziewczyno, co ci się stało? - spytał zatroskanym tonem.
Odsunęłam się od niego o krok, nerwowo przeczesując włosy. W jednym miejscy poczułam sklejone kosmyki. Przestraszyłam się, bo prawdopodobnie była to krew, jednak plus był taki, że szatyn niczego nie zauważył.
- Mogę już zabrać brata? - zapytałam cicho.
Sykes uniósł brew, a następnie spojrzał na zegarek, który widniał na jego nadgarstku. Podrapał się w tył głowy i głośno westchnął. Chwilę po tym odwrócił się i zawołał chłopaka.
- Podwiozę was - powiedział, chwytając swoją kurtkę i zakładając full cap'a na głowę. - Nigdy nie zdążycie na pieszo.
- Skąd wiesz do której szkoły chodzi? - spytałam zdziwiona.
Nathan zaśmiał się w chwili w której obok nas pojawił się Harry. Dzieciak uśmiechnął się szeroko na mój widok i mocno mnie przytulił.
- Zdążył mi się wszystkim pochwalić - mrugnął, wskazując dłonią jego samochód.
Niepewnie ruszyłam w jego kierunku, a w pewnej chwili poczułam dłoń Nathana obejmującego mnie w talii. Przestraszyłam się lekko, ale prawie natychmiast uspokoiłam się, gdy szepnął mi na ucho, bym się pośpieszyła.
W samochodzie siedziałam cicho, jedynie chłopacy zawzięcie o czymś dyskutowali. Nie powiem, cieszyłam się, bo widziałam uśmiech na twarzy mojego brata. Można powiedzieć, że byłam...dumna z Sykes'a. Szedł w dobrym kierunku, by odzyskać moje zaufanie. Odwróciłam się w jego stronę, czując na sobie czyiś wzrok. Zaśmiałam się, a chłopak mi zawtórował. Cieszył się, że wreszcie obdarzyłam go uśmiechem.
- A wiesz, że Nathan obiecał mi, że nauczy mnie grać na fortepianie? - usłyszałam wesoły głos za mną.
Zwróciłam się w stronę mojego brata, jednocześnie mając widok na wciąż uśmiechniętego, a zarazem skupionego na drodze Nathana.
- Fortepianie? Od kiedy cię to interesuje, Harry? - zapytałam lekko zdziwiona.
- Bo ten instrument brzmi niezwykle! - wykrzyknął zafascynowany. - A poza tym, laski lecą na chłopaków, którzy grają na fortepianie - poruszył brwiami w zabawny sposób.
No proszę, jedna noc spędzona z Nathanem, a już stawał się podobny do niego.
- Niby jakie laski? - zaśmiałam się.
- Ty - powiedział, marszcząc brwi.
Nathan spojrzał na mnie zadowolony z ukosa, a moje policzki zrobiły się różowe.
Z powrotem odwróciłam się w stronę okna i spoglądałam na widoki. Co jakiś czas czułam na sobie spojrzenie Nathana, które usilnie ignorowałam. W pewnym momencie a aucie zapanowała straszna cisza, a ja bałam się, że któryś z nich usłyszy przyśpieszone bicie mojego serca. Bogu dzięki, żaden nic nie powiedział, ale i tak widziałam ten zadziorny uśmiech Sykes'a.
W końcu zatrzymaliśmy się, a Nath odwrócił się do tyłu.
- Powodzenia w szkole, stary - mrugnął do niego.
- Spotkamy się jeszcze? - spytał cicho. - Polubiłem cię.
- Pewnie, że tak - zaśmiał się, przybijając Harremu piątkę.
- Kocham cię, siostro! - wykrzyknął, wychodząc z samochodu.
Przekręciłam oczami, w duchu obiecując sobie, że już nigdy nie pozwolę mojemu bratu nocować z Nathanem. Jeszcze mi wyrośnie na takiego w przyszłości.
Wtedy wszystkie wspomnienia wróciły; to jak Sykes mnie zranił. Oparłam czoło o zimną szybę tak, żeby chłopak nie widział mojej twarzy. Poczułam dłoń na swoim kolanie, modląc się, by Nath jak najszybciej ruszył do naszej szkoły.
- Powiesz mi co się stało? - zapytał prawie szeptem. Pokręciłam głową, ściągając jego dłoń. - Melisso, proszę cię - zaczął kolejny raz, starając się być bliżej mnie. - Nie odjadę dopóki mi nie powiesz.
- Co cię to interesuje? - odwróciłam się w jego stronę, już nie kryjąc łez. - Wytłumacz mi coś. Dlaczego ostatnio mnie tak zraniłeś, a teraz starasz się być taki dobry?
- Bo żałuje tego co się stało, okej? -mówił lekko zirytowany. - Nigdy nie chciałem, żeby tak wyszło. Naprawdę byłem w tobie zakochany, a na ten zakład zgodziłem się tylko dlatego, że miałbym dwie rzeczy w jednym. Skradłbym pocałunek dziewczynie, którą kochałem i przy okazji wygrałbym dwadzieścia funtów.
- Niezbyt to romantyczne - mruknęłam.
Chłopak oblizał wargi, chwytając mój podbródek. Zmusił mnie do tego, bym na niego spojrzała.
- Kocham cię, okej? - wyrzucił z siebie, a ja siedziałam w miejscu jak sparaliżowana. - To dlatego staram ci się pomóc. Chcę być przy tobie, chcę byś miała we mnie oparcie, czy to tak dużo?
Kiedy nie odpowiedziałam, zaczął przysuwać się do mnie. To była już moja trzecia szansa na pierwszy pocałunek...z której zrezygnowałam.
Odwróciłam się, próbując teraz się nie rozpłakać. Kątem oka zauważyłam, jak Nathan zacisnął wargi i położył dłonie z powrotem na kierownicy.
- Nadal mi nie ufasz co? - zaczął, odpalając silnik. Nie odpowiedziałam dopóki nie wyruszyliśmy.
- To nie jest takie proste - potrząsnęłam głową. - Skąd mam wiedzieć, że zaraz nie wyskoczą mi tu Jay i Tom ze śmiechem, kiedy odpowiem, że ja ciebie też kocham? - mówiłam sfrustrowana. - Spieprzyłeś sprawę, Nath - wzruszyłam ramionami. - To, że raz przenocujesz mojego brata nie oznacza, że odzyskałeś moje zaufanie - zwróciłam się w jego stronę.
Chłopak zacisnął mocno szczękę oraz palce na kierownicy i w skupieniu przyglądał się drodze.
Być może mówił prawdę? Tylko jakoś trudno było mi uwierzyć w to, że naprawdę mnie kochał.
Być może mówił prawdę? Tylko jakoś trudno było mi uwierzyć w to, że naprawdę mnie kochał.
- A tak swoją drogą... - zaczęłam niepewnie, wciąż przyglądając mu się. Oblizałam wargi, czując się coraz mniej pewnie w jego otoczeniu. - Co mam ci dać za to, że zaopiekowałeś się moim bratem przez noc?
Wyraz twarzy Nath'a złagodniał. Mogłam nawet powiedzieć, że zaczął się ponownie uśmiechać.
- Nic nie chcę - zaśmiał się. - Chociaż...Mógłbym potrzebować twojej pomocy - powiedział, zwracając się w moją stronę. Nie miałam zielonego pojęcia o co mogło mu chodzić. - Laura ma zrobić plakat na temat przesłuchań do koncertu, ale sama nie wyrobi się w czasie. Mogłabyś jej pomóc?
- Myślałam, że mam pomóc tobie - skrzywiłam się.
Dziewczyna na ogół wyglądała na dość przyjacielską, jednak po tym co widziałam i przez to jak bardziej Jenna uwzięła się na mnie, mogłam powiedzieć, że już miałam jej dosyć. Nie wiedziałam, czy chciałam mieć z nią bliżej do czynienia.
A co jeśli i mnie potraktowałaby tak jak Jennę?
- Bo tak poniekąd jest -skinął głową zamyślony. - Kaneswaran uczynił mnie organizatorem tego koncertu, więc muszę się wszystkim zająć - głośno wypuścił powietrze, jakby chciał mi dać do zrozumienia, że miał wszystkiego powoli dość. - A my mamy dwie lewe ręce do takich bardziej plastycznych rzeczy, dlatego pomyślałem, że mogłabyś pomóc Laurze - zwrócił się w moją stronę z uroczym uśmiechem.
Prawda była taka, że cokolwiek by nie zrobił, miał mnie w garści. Nadal go kochałam.
- No dobra - westchnęłam, kiedy znaleźliśmy się pod szkołą. - Mogę pomóc.
Nathan zatrzymał mnie jeszcze w samochodzie i przysunął się bliżej, napierając wargami na mój policzek.
- Dziękuję ci.
Odwróciłam się zarumieniona, natychmiastowo wychodząc z auta. Chłopak podążał za mną, a w pewnej chwili poczułam, że zakładał mi coś na głowę. Spojrzałam na niego zdziwiona, a ten spoglądał na mnie ze zmartwieniem.
- Noś ją przez cały dzień, żeby nikt się nie zorientował, że masz ranę na głowie - przytulił mnie, a ja automatycznie wtuliłam się w niego. - I wiedz że smutno mi z tego powodu, że tobie dzieje się krzywda, a ja nie wiem jak ci pomóc, bo nic nie chcesz mi powiedzieć.
Zacisnęłam wargi, wtulając się w tors chłopaka jeszcze mocniej. Nie wiem czy byłam gotowa na ten krok.
__________________________________________________________
asdfghjkdrvgbhju dostałam się do szkoły, rozumiecie? ;o
dlatego dodałam, bo obiecałam, że jak się dostanę, to dodam rozdział. <3
Zmieniłam nazwę na Twitterze, bo tak jakby znajomi mnie namierzyli, rozumiecie. Jakoś nie zależy mi na tym, żeby o wszystkim wiedzieli; dlatego jeśli chcecie mojego tt, napiszcie mi w komentarzu a ja do Was napiszę. xd
(tak, inaczej nie mogę, bo to możliwe, że mojego bloga również mają, ups c:)
A TAM NATHAN KOCHANY.
JUSTIN TEŻ JEST FAJNY.
do następnego. <3
ROOMANTYCZNE ;)
OdpowiedzUsuńJEJCIU JAKI NATHAN JEST KOCHANY *.*
GRATULUJĘ . MÓWIŁAM ŻE SIĘ DOSTANIESZ ? MÓWIŁAM ?
MÓWIŁAM .
CZEKAM NA NASTĘPNY.
WENY I ŻEBY CIĘ ZŁOŚLIWI ZNAJOMI NIE ZNALEŹLI XD
GENIALNY!!!
OdpowiedzUsuńUwielbiam tego bloga!
Nathan jest suooooooodki *__*
Niby potrafi być wredny, ale co do Melissy jest po prostu. Hahsjdjdbchdhskjdhdb *_* boże, czy on właśnie powiedział że ją jechać?
Obożeobożeoboże!!!
<3
Weny i czekam na kolejny! :)
Kocha* nie jechać.
UsuńPrzepraszam, ale dodaję komentarz z telefonu
JEZU JEZU, najlepszy rozdział jak do tej pory *.*musi mu opowiedzieć co się dzieje musi, koniecznie, wtedy się bardziej zbliży z Nathanem :) mam nadzieję że w dlaszych rozdziałach wszystko idzie w dobrym kierunku ;>
OdpowiedzUsuńi gratuluję dostania się do szkoły :D Od samego początku mówiłam Ci że się dostaniesz ^^
Ciężko ma Melissa z rodzicami, a taka fajna dziewczyna... Dobrze, że ma chociaż NATHANA - nie Justina! xd
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały *_*
No i gratuluję dostania się do szkoły :)
A A A A A A A Nathan i Melissa prawie razem :)
OdpowiedzUsuńNo myślałam, że to już nigdy nie nastąpi :)
Szkoda mi Justina, ale oni bardziej do siebie pasują :) Normalnie moja mordka cały czas się uśmiecha <3
Ciekawi mnie dalszy ciąg starań Nathana aby Melissa ponownie mu zaufała :)
Mam ogromną nadzieję, że w końcu powie mu co czuje, a nie się bd czaić :) Bo sprzątną jej go z przed nosa, chociaż to niemożliwe <3
Likebloggerka <3
oj cudownie, nono Nath niedlugo chyba odzyska to zaufanie. oby :)) uwielbiam jak jest taki opiekuńczy. pasuje mu to :) czekam na kolejny! oby ten ojciec zginął! jak można coś takiego dzieciom robić?!
OdpowiedzUsuńlike-a-dagger.blogspot.com
ojojojo Nathan jest słodki ♥ taki opiekuńczy !
OdpowiedzUsuńCiekawe co na to wszystko Justin ! :D
Cudowneeee opowiadanie !!
OdpowiedzUsuńUwielbiam Cię za nie ! <3
Ile emocji w jednym rozdziale !
Czekam na więcej :D !
Co za jebana dzida z tego ojca Mel! Oho, jaki damski bokser się znalazł. Macho, od siedmiu kuźwa jego mać zasranych boleści, grrr.
OdpowiedzUsuńZ kolei Nathuś, czyż on nie jest opiekuńczy? W ogóle weź obczaj, jaki dobry kontakt złapał z Harrym. Ach i Melissa jakby się troszkę przełamywała co do niego :3
Powiem Ci, ze ja mu kibicuję zaciekle. Już nawet transparenty dla niego szykuje. Tak wiesz, żeby podbudować jego ego<3
Nie no Justin też jest kul, nie mówię, że nie, ale ja jednak jestem w watasze Sykesiaka. Może tego pożałuje, już w następnym rozdziale(znając Ciebie jest to baaaaardzo możliwe) ale raz się żyje^^
No to na dzisiaj tyle moich zacnych wywodów;D
Idem jeść<3 Do następnego<3
P.S. Mówiłam, że się dostaniesz do szkoły, a Ty tak strasznie panikowałaś:D
Elaaa
Oj tam, Justin.. No wiem, że jest fajne, ale Natha jest mino wszystko fajniejszy xd
OdpowiedzUsuńNo Melissa daj sobie pomóc.. Chłopak się stara, ale jednak z drugiej strony rzeczywiście może odwalić jakiś numer.
Ogólnie to taki romantyczny rozdział (pomijając moment, w którym facio uderzył Mel), Lubię takie rozdziały <3
Wgl. ja ci mówiłam, że przyjmą cię do mojego gimnazjum ;d Nie, no G R A T U L U J E !
Dobra, ja spadam i czekam na trzynastkę ♥
po tym rozdziale Nathan mnie rozczulił ;***
OdpowiedzUsuńkochany i jeszcze ją przytulił wchodząc do szkoły, co się z nim dzieje ?? :)
cieszę się razem z tb, że dostałaś się do szkoły do której chciałaś :D
to do następnego :****