poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdzial szósty

Melissa.

Siedziałam na parapecie, obserwując wszystkich krzątających się po holu. Niektórzy wyjęli swoje drugie śniadanie i pałaszowali je z apetytem, inni próbowali skupić się na czytaniu książki od historii, a jeszcze trzecia grupka chodziła po całej szkole siejąc postrach dla pierwszaków. Machałam nogami, zagryzając wargę. Wciąż myślałam o dwóch chłopakach. Byli najlepszymi przyjaciółmi odkąd pamiętam, jednak zauważyłam, że coś zaczęło się psuć. Zauważyłam, że Nathan zaczynał traktować Justina coraz chłodniej. Sama nie wiedziałam dlaczego, ale miałam nadzieję, że nie byłam wmieszana w tą całą sprawę. 
Bieber naprawdę mi się spodobał. Czułam się niesamowicie, kiedy posyłał swój uroczy uśmiech w moją stronę; byłam wtedy taka wyjątkowa. Nie zwracał uwagi na inne dziewczyny, tylko na mnie. To go odróżniało od Nathana. Im bardziej poznawałam tego drugiego, tym większe różnice między nimi znajdowałam. 
W końcu zadzwonił dzwonek, a moje usta wykrzywił grymas. Teraz mieliśmy znienawidzoną przeze mnie lekcję; wuef. Plus był taki, że naszym nauczycielem był mój przyszywany wujek Ben. 
Zeskoczyłam z parapetu i udałam się do szatni. Jak zwykle weszłam spóźniona, kiedy już połowa dziewczyn z mojej grupy była przebrana. Postawiłam swoją torbę gdzieś z boku i z grymasem spojrzałam na przyszykowane ciuchy. Nie miałam najmniejszej ochoty przebierać się, ale wiedziałam, że Ben byłby wtedy...zawiedziony. Oblizałam wargi, rozglądając się dookoła. Zostałam sama z jakimś trzema dziewczynami. W końcu chwyciłam rąbek mojej bluzki, zdjęłam ją przez głowę i pośpiesznie założyłam drugą. 
Wtedy usłyszałam trzask drzwi. Energicznie odwróciłam się w tamtą stronę. Przestraszyłam się, bo chłopacy lubili wchodzić do naszej szatni, ale tym razem była to nieznajoma mi dziewczyna. Uśmiechnęła się promiennie, a następnie położyła swoją torbę obok mojej. Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona podała mi swoją dłoń. 
- Cześć jestem Laura. 
Już po tym jednym zdaniu wiedziałam, że była optymistką. Wypowiedziała to w taki radosny sposób, że aż zrobiło mi się lżej na sercu. Byłam jednak w takim szoku, że ktokolwiek odezwał się do mnie, że nie odwzajemniłam gestu. 
Speszona zacisnęła palce i opuściła dłoń. Nie przestała się jednak uśmiechać. 
- Dlaczego wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha? - spytała, przebierając się. 
Odwróciłam głowę, spoglądając na moje ciuchy. Postanowiłam nie przebierać spodni, w końcu większość dziewczyn z klasy tego nie robiła.
- Po prostu jestem w szoku.- wzruszyłam ramionami.
- Bo się do ciebie odezwałam? - zaśmiała się, a ja spuściłam głowę. Usłyszałam jak odchrząknęła.- Znaczy...Wiesz, jestem nowa w szkole i próbuję zaprzyjaźnić się z innymi. 
- No to powodzenia.- posłałam jej mój uśmiech, dzięki czemu dodałam jej pewności siebie. Myślała, że ją odrzucę i cóż; wiele się nie myliła. Po prostu bałam się i nie rozumiałam jak ktokolwiek mógłby zechcieć się ze mną zadawać.- Mam nadzieję, że uda ci się zdobyć prawdziwą przyjaciółkę.- po tych słowach okręciłam się i ruszyłam na salę.

Siedziałam pod ścianą tak jak reszta klasy i bawiłam się rąbkiem mojej bluzki. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wszyscy wokół mnie zaczęli ze sobą rozmawiać, a ja byłam cicho. Czułam się samotna. Ben chodził przed nami, odbijając piłkę od koszykówki. Zawsze na ten widok robiło mi się słabo; nienawidziłam tego sportu, dlatego najczęściej mówiłam mu, że źle się czuję i nie mogę ćwiczyć. Wiem że mi nie wierzył, ale pozwalał mi siadać na ławce. 
- Kto chce grać w koszykówkę, ręka do góry! - po ogromnej sali rozszedł się jego potężny głos. 
Spuściłam głowę, ale kiedy parę sekund później zastałam ciszę, rozejrzałam się zdziwiona dookoła. Rękę podniosły może z dwie osoby, w tym Bieber. 
- Piłka nożna?- zapytał kolejny raz. 
Tym razem na moje poliki wpłynął rumieniec, sama nie wiedziałam z jakiego powodu. Po prostu poczułam uderzenie ciepła. Ujrzałam cztery dłonie wyciągnięte w górę; wśród nich oczywiście znalazł się Nathan. 
- Siatkówka? 
Jęknęłam, chowając twarz w dłoniach. Nigdy nie byłam dobra w żadnej grze zespołowej, dlatego nie lubiłam chwil, kiedy Haggerty nie miał żadnego pomysłu na prowadzenie lekcji i kazał nam w coś grać. Wbiłam wzrok w George'a, który stał za Ben'em i liczył wyciągnięte ręce. 
Teraz zgłosiła się prawie cała klasa. 
Na twarzy blondyna zawitał szeroki uśmiech. Odrzucił piłkę gdzieś w bok i odwrócił się szepcąc Max'owi coś na ucho. Ten natychmiastowo skinął i ruszył do kantorka, uprzednio biorąc pozostawioną piłkę od koszykówki. 
- Nathan i Justin - wskazał palcem na dwójkę uśmiechniętych przyjaciół.- wybieracie drużyny. 
Chłopacy energicznie skinęli, a ja zsunęłam się niżej, niemalże leżałam na ziemi. Mogłam sobie na to pozwolić, bo wiedziałam że zostanę wybrana jako ostania. O ile w ogóle którykolwiek z nich o mnie pamiętał. Widziałam kpiący uśmiech Sykes'a posłany w moją stronę. To jak bardzo go nienawidziłam było wręcz niemożliwe do opisania. 
Przymknęłam powieki, słysząc bicie mojego serca. Sama się sobie dziwiłam, że mimo wszystko ono ponownie zabiło szybciej, jakby nadal kochało Nathana. Chociaż słowo kochać jest za mocne w tym wypadku. 
- Melissa.- usłyszałam swoje imię, ale mimo to nie otworzyłam oczu.- White.- ktoś dobitnie powtórzył.- Biorę cię. 
Ktoś szturchnął mnie w bok, a ja wyprostowałam się jakbym została porażona prądem. Spojrzałam zdziwiona na uśmiechniętego Justina, a ten kiwnął dłonią, pokazując mi miejsce obok siebie. 
Dobrze wiedział, że byłam beznadziejna, więc dlaczego mnie wybrał? 
Zauważyłam cień uśmiechu na twarzy Ben'a; cieszył się, że po raz pierwszy w całym roku szkolnym zostałam wybrana do drużyny jako pierwsza. 
Podniosłam się z ziemi i niepewnym krokiem ruszyłam w stronę Kanadyjczyka. Tak naprawdę nadal zastanawiałam się co podkusiło jego rodzinę do przeprowadzenia się z Kanady do naprawdę małego miasteczka w Anglii. 
Kiedy tylko stanęłam obok niego, chwycił moją dłoń i pochylił się nad moim uchem. 
- Teraz mi wierzysz, że o tobie nie zapomnę? 
Zaśmiałam się cicho, czując jak moje policzki powoli robiły się różowe. 
Zaledwie dwie minuty później obydwie drużyny były skomplementowane. W naszej było o jedną osobę za dużo, dlatego ktoś musiał iść na ławkę. Zgłosiłam się jako chętna, jednak Bieber nie pozwolił mi zejść. Zamiast tego zszedł Jay, któremu nie chciało się grać, mimo że był w te klocki naprawdę niezły. 
Stanęłam z tyłu uważnie obserwując piłkę w grze. Robiłam wszystko, byleby tylko nie musieć jej odbijać. Zamieniałam się pozycjami z każdym możliwym uczniem. Haggerty i Justin oczywiście zauważyli to, dlatego po dziesięciu minutach gry kazali mi stanąć pod siatką. Spanikowana pokręciłam głową; miałam dostawać piłkę jako druga i na dodatek wystawiać ją innym, w czym byłam naprawdę kiepska. Szatyn podszedł do mnie, obejmując mnie w pasie. 
- Wszystko będzie dobrze.- usłyszałam jego szept przy swoim uchu, a po moim ciele mimowolnie przebiegły dreszcze. Uśmiechnął się do mnie, a następnie wrócił na swoje stanowisko. Przełknęłam ślinę, dobrze wiedząc że skończy to się dla mnie tragicznie. 
Justin pokazał mi w jakiej pozycji mam stanąć, a ja uważnie powtarzałam każdy jego ruch.
W pewnym momencie poczułam silny ból, a wszystko wokół mnie zaczęło wirować. Zauważyłam jak spanikowany Ben do mnie podbiegł i krzyknął coś do gracza z przeciwnej drużyny. Usłyszałam "przepraszam" wypowiedziane gdzieś za mną. Zacisnęłam mocno powieki, przytrzymując głowę dłońmi. Haggerty objął mnie ramieniem i zaczął prowadzić  w stronę kantorka. 
Posadził mnie na krześle, a sam ukucnął na przeciwko. 
- Dobrze się czujesz? 
Oddychałam głęboko, a kiedy obraz przestał wariować, oblizałam suche usta. 
- Tak.- odpowiedziałam pewnie.- Co się właściwie stało? 
Zacisnął usta, łapiąc moją dłoń. Już mogłam domyślać się, że miało to coś wspólnego z Nathanem. 
- Ktoś źle odbił i trafił w siatkę tak niefortunnie, że akurat w to miejsce, w którym stałaś. 
Zagryzłam wargę, próbując rozpoznać głos, który mnie przeprosił. Teraz skojarzyłam, że razem z tym słowem słyszałam śmiech. 
- Kto?
- A czy to ważne?- spytał, ale kiedy zmrużyłam powieki, westchnął.- Nathan. 
Wypuściłam powietrze z płuc. Nawet nie wiedziałam, że wstrzymywałam oddech. Jakoś nie bardzo dziwiło mnie to, że to akurat on mnie trafił. Wiedziałam, że będzie próbował zemścić się na mnie za moje słowa. Jakby sama Jenna mi nie wystarczyła. 
- Ten Justin to naprawdę dobry chłopak. 
Uniosłam głowę i zdziwiona popatrzyłam na Ben'a. Uśmiechał się do mnie przyjaźnie, a ja byłam w stanie tylko pokręcić głową. 
- Nie rozumiem o co ci chodzi.- wyjąkałam. 
Haggerty zaśmiał się i wstał, przechadzając się po kantorku. Co jakiś czas zerkał to na mnie, to wychylał się zza drzwi, by zobaczyć jak idzie gra swoim uczniom. W końcu oparł się o framugę i zwrócił się w moją stronę. 
- To, że przyjaźnie się z twoim ojcem nie znaczy, że muszę mu o wszystkim mówić.- skrzyżował ręce na piersi, unosząc brwi do góry. Próbował ze mnie coś wyciągnąć. Najprawdopodobniej myślał, że ja i Justin to para.
Zaśmiałam się tak donośnie, że aż usłyszałam ciszę która zapanowała na sali. 
- O matko, serio myślisz że kręcę do Biebera? 
- To pytanie retoryczne?
Przekrzywiłam głowę, patrząc na niego z boku. Przewróciłam oczami, wzdychając. Jak Boga kocham, traciłam cierpliwość na tego człowieka. Podniosłam się z krzesła i mocno wtuliłam się w tors Ben'a. 
- Jesteś kochany kiedy coś mi sugerujesz.- zaśmiałam się.- Ale ja i Justin w żadnym wypadku nie tworzymy pary.
Poczułam jak objął mnie ramionami i oparł brodę o moją głowę. Doskonale wiedziałam, że byłam jego ulubioną bratanicą, jak to mnie lubił nazywać. Mimo że nie byliśmy spokrewnieni to ja i tak z całej rodziny kochałam go najbardziej.
W końcu odsunęłam się od mężczyzny i z powrotem weszłam do sali. Ominęłam Biebera nawet na niego nie spoglądając, bo wiedziałam, że kazałby mi wrócić na boisko. Podeszłam do ławki na której siedział Jay i lekko szturchnęłam go w bok. 
- Idź pograć- jęknęłam.- brakuje im jednej osoby do pełnego składu. 
Odwrócił się zdziwiony w moją stronę, ale zaraz po tym pokręcił głową. Zagryzłam wargę, przygotowując argumenty. Powstrzymał mnie jednak fakt, że chłopak cały czas przypatrywał się jednej osobie. Jego wzrok wciąż spoczywał na nowej uczennicy. Zaśmiałam się cicho, a on szybko domyślił się o co mi chodziło. Ponownie zwrócił się w moją stronę, tym razem speszony i z lekko zaróżowionymi policzkami.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz?- spytał nieśmiało. 
Nie powiem, w tym momencie miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Jay McGuiness, przyjaciel Nathana Sykes'a i Justina Biebera wstydził się tego, że się zakochał.
- Wydaje ci się.- odpowiedziałam, odwracając się w drugą stronę. Nie chciałam, żeby zauważył, że na moich ustach pojawił się ogromny uśmiech. 
Ja za to swój wzrok wbiłam w Justina. Chłopak co jakiś czas również zaszczycał mnie swoim spojrzeniem, posyłając uśmiech w moją stronę. Czułam na sobie wzrok Haggerty'ego i już wiedziałam, że będę miała przechlapane. Tłumaczenie się jemu wcale nie należało do łatwych rzeczy. Niektórzy porównują to wręcz do przesłuchania na policji; nie odpuści, dopóki nie wyznasz mu całej prawdy. Ale ja nie miałam mu czego mówić; wszystko powiedziałam w kantorku. Absolutnie nic nie łączyło mnie z Bieberem.

Wygładziłam dłonią swoją bluzkę, a następnie dopięłam torbę. Rozejrzałam się po szatni; byłam absolutnie sama. Ben pozwolił mi wyjść przebrać się wcześniej z dwóch powodów; wiedział, że nienawidziłam przebierać się razem z tłumem ludzi i uznał, że skoro nie byłam zdolna do grania, to mogłam założyć swoje codzienne ciuchy. W duchu dziękowałam mu za to wszystko; jednak warto mieć kogoś z rodziny za nauczyciela. Przerzuciłam ramiączko na ramię i powolnym krokiem wyszłam z pomieszczenia. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i czekałam w wąskim holu na resztę klasy. Nie mogłam wyjść przed dzwonkiem, taka była zasada Ben'a, której wszyscy musieli przestrzegać. 
Wyjęłam telefon i chwilę wahałam się w jaką grę zagrać. Wszystkie już mnie powoli nudziły. W końcu kliknęłam na ikonkę Angry Birds. Zastanawiało mnie jak ludzie mogą szaleć na punkcie jednej, tak głupiej gry. Jedyną zaletą dla mnie było to, że trzeba było się wysilić umysłowo, żeby trafić w to, co się powinno. Dobrze, gra sama w sobie zła nie była, jednak te wszystkie inne gadżety zaczęły mnie irytować. 
W pewnym momencie speszona wyłączyłam grę, chowając telefon do kieszeni. Drzwi od sali gimnastycznej otworzyły się, a ze środka zaczęli wychodzić uczniowie. Przesunęłam się na sam koniec holu, ponieważ przy szatniach zrobił się ścisk. Czułam na sobie wzrok dwóch chłopaków; Nathana i Justina. Zastanawiałam się co takiego zrobiłam, że Sykes kolejny raz zwrócił na mnie swoją uwagę. Może robił to tylko dlatego, że Bieber próbował mnie poderwać? 
Westchnęłam, zamykając powieki. Wszystko czego chciałam, to znaleźć się w domu, w moim pokoju. 
Wtedy poczułam nieprzyjemny ścisk w żołądku. Przypomniałam sobie o moim pamiętniku, który zgubiłam. Miałam nieodpartą chęć napisania czegoś w nim, jednak nie miałam jak tego zrobić. Przeklęłam pod nosem, zaczynając się denerwować. Zawsze tak było, kiedy nie mogłam go znaleźć. 
A co jeżeli ktoś już to wszystko przeczytał? 
Nagle poczułam czyjeś ramiona, które owinęły się wokół mojej talii i gorący oddech na policzku. Chwilę później jego ciepłe wargi naparły na mój policzek. Uśmiechnęłam się pod nosem, odwróciłam i mocno wtuliłam w tors Justina. Boże, jak ty to robisz, że przy nim zawsze się uspokajam?
- Dobrze się czujesz? - spytał z troską w głosie. 
Odsunęłam się delikatnie od niego, żeby móc mu spojrzeć w oczy. Tęczówki miał naprawdę przepięknego koloru. Uśmiechnęłam się, a następnie skinęłam. Bieber chyba mi nie uwierzył i położył swoje ciepłe dłonie na moich policzkach, lekko pocierając skórę kciukami. 
- Na pewno?
- Tak, dziękuję.- zaśmiałam się. 
Justin kolejny raz przytulił mnie, a ja wdychałam zapach jego perfum. W tym momencie nawet nie dziwiłam się, że ktoś się do mnie odezwał. Liczyło się tylko to, że chłopak potrafił mnie uspokoić. 
Kiedy zadzwonił dzwonek oderwał się i niepewnie chwycił moją rękę, jednak gdy na moich ustach pojawił się uśmiech, mocniej ścisnął dłoń. Prowadził mnie gdzieś na przód, a wiele osób z klasy zdążyło nas już wyminąć. W pewnym momencie zauważyłam, jak komuś z zeszytu wypadło zdjęcie. Kojarzyłam je skądś, dlatego wyrwałam się Bieberowi i pośpiesznie podeszłam do leżącej na ziemi fotografii. Wzięłam ją w rękę, a moje serce stanęło ze strachu. 
Ktoś z mojej grupy był w posiadaniu mojego pamiętnika.

10 komentarzy:

  1. Ojoj...Ca za debil z tego Nathana jak on mógł uderzyć tak Mel ? Co za cham -_-
    A Justin jak słodki się zrobił *-*
    Melissa może w końcu dowie się kto zabrał jej pamiętnik :)

    Pozdrowienia, całuski i do kolejnego :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Spadaj Justin! juz, teraz, natychmiast
    po co Ty tu jestes ;_; Justin, weź sie, juz, Ty Nath tez idzie wszyscy w cholerę ;_;
    wszyscy jesteście nie potrzebni spadajcie hsousjqvdkpuqkhdiej

    OdpowiedzUsuń
  3. Angry Nath ; D
    tak był nazwała ten rozdział, gdybym mogłam ^^
    co za palant i cham i prostak w jednym z tego Sykes'a, ale że tak centralnie w Mel ?? świnia
    słodki Justin, ale Jay nie lepszy ;D
    Nathan nie bądź dziecko podrzuć jej jakoś ten pamiętnik i tyle, nikt się nie dowie, że go miałeś. ;P

    http://alltimethewanted.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to <3
    Człowieku, zazdroszczę talentu.
    Justin jest taki, że ooooooo *-*
    Nathan to taka wredota człowieka, że ogh! Nie lubię go tu!! -,-
    Weny i czekam na kolejny =>

    OdpowiedzUsuń
  5. Kobieto, ile można czekać zanim dodasz nowy rozdział x,x
    nie mogę się doczekać następnego ; >
    ~ Sharpay xx

    PS. ZABRANIAM CI USUNĄĆ TEGO BLOGA ! >,<

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja już wiem dlaczego nie chciałaś żebym przeczytała do końca rozdział :P Ups, nie obronisz Sykesa i tak go zjadę :P Co za zły chłopiec z niego, no! Czy on nie wie, że dziewczyn się nie bije, burak jeden? Nie rozumiem jak można być takim gbuuuuurem. Kabum Sykesiak, jesteś G.B.U.R.E.M i lepiej się ogarnij, bo ja wpadnę z piłką i wtedy inaczej pogadamy :p
    Koszykówka? Też nienawidzę tej dyscypliny sportowej, tak samo jak Mel, ale w siatę to ja lubię zagrać;]
    Justin, niech on już nie będzie taki słodki, no. Za bardzo się stara według mnie i to mi się za bardzo nie podoba. Choć z drugiej strony, skoro wujek Ben uważa go za kul, to może jednak coś czuje do Mel. Nie tylko pociąg seksualny, tak jak niektórzy. Wiesz o kim mówię ;>
    No nic już z taką zakałą nie zrobisz, więęęęęęęc czekam na następny<3
    P.S. Uwielbiam, wróć. Kocham momenty na których kończysz rozdziały. Lofff, Loffff ♥
    Elżunia

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział świetny, jak i cały blog :)
    Nareszcie Bieber się postarał, i zaczął działać :)
    Nathan będzie zazdrosny, już sobie to wyobrażam :)
    Sykes jesteś debilem i pacanem, że się tak wyrażę :)
    Jak można tak traktować dziewczynę, i to jeszcze Melissę? No ja sie pytam, bo nie wiem?
    Jak się dowie, że to Melissy pamiętnik, wtedy się nad nią zlituje :)
    Ale mam nadziję, że bd za późno i Melissa bd z Bieberam długo i szczęśliwie <3 Wiem, wiem wredna jestem, ale zasłużył sobie :0
    Już nie mogę się doczekać, jak bd walczył i błagał Melissę aby wróciła do niego :)
    Że przeprasza i popełnił błąd, heh.
    Likebloggerka <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział świetny *.*
    Zapraszam do mnie dont-let-her-go.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. zaraz mnie coś trafi... odświeżam odświeżam i dupa, nadal nie ma nowego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  10. Aww Justin jest taki sweet z resztą nasz loczkowaty tak samo :D
    A Nathan no to kurwa czy on nie wie że dziewczyn się nawet kwiatkiem nie bije v.v
    No co za ludzie no idiots idiots everywhere :P
    Ale no cóż taki już głupi świat >.<
    Rozdział świetny :)
    Do nn ^^

    OdpowiedzUsuń