czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział dziewiąty.

Nathan. 

Znajdowałem się w sali muzycznej razem z moimi przyjaciółmi. Stałem pochylony nad ławką i bazgrałem na niej imiona osób, które mógłby wystąpić. W tej chwili wydawało mi się, że jako jedyny przejmowałem się tym całym koncertem; ale co się dziwić, w końcu to mnie pan Kaneswaran wyznaczył do tego. Przysięgam, że byłem bliski wybuchnięcia. Ile można pracować samemu? 
Justin bawił się wszystkimi wystawionymi instrumentami, Jay w spokoju przeglądał swoją komórkę, a Parker siedział na parapecie przy otwartym oknie i kończył swojego drugiego papierosa. Przez niego również miałem ochotę zapalić, ale wiedziałem, że teraz nie mogłem. 
Na domiar złego cały czas zastanawiała mnie Melissa i dziewczyna od pamiętnika. Były tak do siebie podobne, ale jednocześnie tak różne. Gdybym chociaż zauważył jedną bliznę na ciele White, miałbym podstawy do twierdzenia, iż to właśnie ona była tą dziewczyną, której poszukiwałem. Szczerze, mało kto pasował mi do tej roli. Szczególnie po tym, kiedy wypłakała się w moje ramiona poprzedniego wieczoru. Coś było nie tak, ale nie ufała mi na tyle, żeby mi o tym opowiedzieć. Nie dziwiłem się, przecież kiedyś już ją zraniłem i nie miała żadnych podstaw, by zapomnieć i zaufać mi na nowo. 
Zagryzłem wargę, analizując każdą osobę w tej szkole. Szczerze, nie byłem w stanie zapamiętać ilu uczniów potrafiło śpiewać dobrze. Wiedziałem tylko, że razem z moimi przyjaciółmi byliśmy w tym wręcz genialni. 
- Jakbyśmy nazwali nasz zespół? 
Odwróciłem się zdziwiony w stronę Jay'a. Uniósł swoją głowę i bez zawahania spojrzał prosto w moje oczy. Zastanawiałem się, skąd dowiedział się o tym, że mieliśmy stworzyć grupę. Domyślałem się jednak, że to była sprawka Justina. Zwróciłem się w jego stronę, a Kanadyjczyk spuścił wzrok. 
- Nie mam pojęcia - wzruszyłem ramionami. - Na razie skupmy się na skompletowaniu artystów, żeby koncert w ogóle mógł się odbyć. 
- Może zrób coś w stylu przesłuchania? - zaproponował Parker. Mimo że na niego nie patrzyłem, to słuchałem chłopaka z uwagą. - Wiesz, mógłbyś poprosić mamę i pana Kaneswerana do tego, żeby byli jurorami. Przy okazji któryś z nas również zasiadłby na fotelu - wzruszył ramionami, a spojrzałem na niego spod uniesionych brwi.- I pewnie tą osobą byłbyś ty, bo to właśnie ty organizujesz to wszystko. 
Przymknąłem powieki, zastanawiając się nad tym jakby to wszytko miało wyglądać. 
Cóż, może nie wyszłoby tak źle, jak myślałem.
- Tylko pytanie, czy będą jacyś chętni - okręciłem się w stronę chłopaków, uważnie przyglądając im się. - Bo jeżeli się zgłoszą, to wiecie, że jestem za.
- Musimy wtedy zrobić plakat, który będzie ogłaszał, że coś takiego odbędzie się w naszej szkole - kontynuował Tom. - Co jak co, ale my dobrej ręki do tego nie mamy - skrzywił się. 
Głęboko westchnąłem, przyznając w duchu chłopakowi rację. Organizowanie czegoś takiego jak na razie nie przypadało mi do gustu. 
Zauważyłem, jak Justin wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki paczkę papierosów. Uśmiechnąłem się do niego, a on już wiedział o co mi chodziło. Kiedy wyjął swojego papierosa, rzucił paczkę w moją stronę. 
- Znam dwie osoby, które mogłyby zrobić coś takiego - zaczął nieśmiało Jay. - Ale wiem też, że jedna się nie zgodzi i całkowicie ją rozumiem; ma powód. 
- Niby jaki? - zapytałem, wypuszczając dym. 
Odkaszlnął i ruszył otworzyć wszystkie okna w sali. Zdziwiło mnie to, ponieważ jako pierwszy zawsze leciał po papierosa, a teraz nawet o niego nie zapytał. 
- No wiesz...Nie lubi nas. 
Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się, kto z całej szkoły mógłby nas nie lubić. W chwili w której doszedłem do tego wniosku, ktoś wypowiedział jej imię na głos. 
- Melissa. 

Czekałem pod salą, w której aktualnie moja grupa miała lekcje i czekałem na dwie dziewczyny. Właściwie to tylko na jedną, pamiętając o zawartym dzisiejszego dnia układzie. Ja miałem jej pomóc, tak samo jak i ona mi. I właśnie nadarzyła się wspaniała okazja na to, żebyśmy pomogli sobie nawzajem. 
Stałem oparty o ścianę, ze skrzyżowanymi rękoma na piersi. W myślach co chwilę liczyłem do dziesięciu; czas dłużył mi się niesamowicie. 
Po pewnym czasie, ku mojemu zdziwieniu drzwi od sali trzasnęły. Zwróciłem się w tamtą stronę, a moim oczom ukazała się White. Uśmiechnęła się do mnie nieśmiało, a zaraz po tym spuściła głowę. Na jej ramieniu wisiała torba, dlatego też zastanawiałem się dokąd zmierzała przed dzwonkiem. Moja ciekawość okazała się większa, więc szybkim krokiem ruszyłem za nią. Nie musiałem nawet chwytać jej za dłoń, żeby się zatrzymała. Zrobiła to sama z tym wyjątkiem, że przywitała mnie zirytowanym westchnieniem. 
- Dlaczego mam wrażenie, że za mną chodzisz, Sykes? - spytała z uniesionymi brwiami. 
Zaśmiałem się pod nosem. W subtelny sposób oblizałem usta, a na jej policzku pojawiły się różowe rumieńce. To zaskakujące z jaką łatwością przychodziło mi zawstydzenie tej dziewczyny. 
- Nie chodzę za tobą, po prostu chodzimy razem do klasy - mrugnąłem do niej, a ona wydała z siebie dźwięk zrozumienia. Zauważyłem, że zrobiło jej się głupio, więc objąłem ją ramieniem - Ale jak chcesz, to mogę zacząć - cmoknąłem, a Melissa pośpiesznie odsunęła się. Tym razem to ja czułem się jak głupek. Zapomniałem, że ciągle przekraczałem pozostawione przez nią granice. - Przepraszam.- wyjąkałem. 
- Och, czy Nathan Sykes przeprasza mnie po raz drugi? - zaśmiała się. 
Tym razem to ja uniosłem brwi w zdziwieniu. Mówiłem już, że intrygowała mnie coraz bardziej z dnia na dzień? Przykładowo teraz była oschła, a sekundę później śmiała się razem ze mną. 
Kobiety jednak są skomplikowane.
- Jeśli chcesz to mogę przestać - pochyliłem się lekko do przodu. 
- Nie, nie. Bardzo dobrze, że przepraszasz. Wybacz, ale teraz śpieszę się do domu - kolejny raz obdarzyła mnie uśmiechem i zniknęła w jednym z wielu szkolnych korytarzy. 
Przechyliłem głowę, odprowadzając ją wzrokiem. 
Wtedy przypomniała mi się rozmowa z Justinem na jednej z lekcji. 

- Ej, Melissa to twoja była, tak? - zapytał, siadając za mną. 
Jay, który siedział w tej samej ławce co ja, spojrzał na mnie zdziwiony. 
- Nie.- odpowiedziałem, wbijając chłodne spojrzenie w mojego przyjaciela z ławki. 
Zauważyłem, jak szatyn uśmiechnął się, kolejny raz zwracając się w stronę blondynki. Podążyłem jego szklakiem i kolejny raz dostrzegłem jak wymieniali się uśmiechami oraz spojrzeniami. 
Oblizał wargi, wracając wzrokiem do mnie. 
- Więc mogą ją sobie tak jakby wziąć? 
- Stary, jesteś moim przyjacielem - zacząłem zbyt ostro - nie powinieneś umawiać się z moimi byłymi. 
- Ale przed chwilę powiedziałeś...
- Daj spokój.- warknąłem, zwracając się z powrotem w kierunku tablicy.

Owszem, byłem wtedy zazdrosny. Nie chciałem, żeby zabrał mi tą dziewczynę, bo byłem w niej jakby zakochany, mimo że starałem się tego nie ukazywać. W końcu mnie odrzuciła, a ja miałem swoją godność. Ale teraz, kiedy w końcu udaje mi się z nią normalnie rozmawiać, większą szansę ma Justin. Przecież zgodziłem się na to, żeby ją sobie "wziął".

- Bierz tą sukę - powiedziałem, obrzucając spojrzeniem Melissę. - nieważne, czy kiedyś naprawdę była moja, czy tylko chciałem, żeby tak było.

Ponownie miałem ochotę walić łbem o ścianę. Dlaczego byłem taki głupi i zgodziłem się na ten układ? 
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka, który sygnalizował zakończenie lekcji. Pośpiesznie wróciłem przed salę i wypatrywałem Laury. Jay był zdania, że on mógłby to załatwić lepiej i szybciej, ale nie wiedział o naszym układzie. Szczerze, z trudnością udało mi się odwieźć go od pomysłu porozmawiania z Laurą. To była tylko i wyłącznie moja działka. 
Niestety, mam wrażenie, iż McGuiness pomyślał, że zadurzyłem się w jego dziewczynie. 
Kiedy tylko moim oczom ukazała się dziewczyna ze specyficznym kolorem włosów, wykrzyknąłem jej imię, a następnie chwyciłem za nadgarstek. Odwróciła się w moją stronę lekko wkurzona. Pod tym względem przypominała mi Melissę. Choćbym nie wiem co zrobił, obydwie zawsze witały mnie w ten sam sposób. 
- Czego chcesz? - warknęła, a ja uniosłem dłonie do góry. 
- Spokojnie, kotku - zaśmiałem się, za to Laura przewróciła oczami. - Chciałem ci tylko przypomnieć o naszej umowie - schowałem ręce do kieszeni, czekając na jej reakcję. 
Dziewczyna uniosła lekko głowę do góry, wyraźnie wyglądając na taką, która żądała dalszych wyjaśnień. Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. 
- Więc mam już pierwszą propozycję - zacząłem pewniej. - Ty i Melissa namalujecie nam plakat, który będzie mówił o przesłuchaniach do koncertu. 
- Chciałbyś - prychnęła. - Ona w życiu się nie zgodzi - skrzyżowała ręce na piersi. - Poza tym, mam o wiele więcej ciekawych zajęć. 
- Siedzenie nad książkami i zastanawianie się w którym roku Francja uchwaliła konstytucję? - zakpiłem, a Martin zmierzyła mnie wzrokiem. 
- Lubię historię.- rzuciła naburmuszona. 
Przetarłem twarz dłonią, kompletnie nie wiedząc jak powinienem z nią rozmawiać. 
- Historia, historią - mówiłem zirytowany. - ale chyba chcesz pomóc? Jeśli nie mi, to panu Kaneswaranowi, albo Jay'owi. 
W tym momencie wyraz twarzy Laury zmienił się. Rozchyliła delikatnie wargi, a kiedy zorientowała się, że na jej poliki wypłynął rumieniec, spuściła wzrok. 
- Nie rozumiem co mu do tego - potrząsnęła głową. 
- Nie udawaj, że się nie lubicie - przewróciłem oczami. - Gdybym miał taką sytuację z dziewczyną, która mi się podoba to już dawno byłaby moja.
- Chodzi ci o Melissę? 
Zamknąłem moje otwarte usta, zastanawiając się nad tym co powiedziała Martin. Prawda była taka, że dziewczyna nie powinna była mieszać się w moje życie prywatne, dlatego postanowiłem puścić tą uwagę mimo uszu. 
- To jak, pomożesz? Przy okazji wybadasz, czy to Melissa zgubiła ten pamiętnik. 
Zlustrowała mnie wzrokiem od góry do dołu. Wiedziałem, że analizowała wszystkie wnioski za i przeciw; z tego co zdążyłem zauważyć, wszystkie dziewczyny tak miały. W końcu westchnęła i lekko przytaknęła. 
- Ewentualnie mogę pomóc zrobić ten plakat - wzruszyła ramionami. - Ale coś za coś, nie?
- Robisz go z Melissą, czego jeszcze oczekujesz? - skrzywiłem się. 
Kolejny raz jej ramiona drygnęły do góry i zaraz po tym z powrotem opadły na dół. Zauważyłem, że policzki Laury ponownie zrobiły się różowe. Zaśmiałem się cicho pod nosem, nie pojmując dlaczego kobiety rumieniły się tak często przy rozmowie ze mną.
- Mówiłeś, że podobam się Jay'owi - zaczęła niepewnie, a ja skinąłem. - to może... mógłbyś... no wiesz - westchnęła ciężko, nie potrafiąc dobrać słów. 
- Nie mów, że taka ostra laska jak ty prosi mnie o pomoc we swataniu jej z moim przyjacielem - zaśmiałem się donośnie, a ona spiorunowała mnie wzrokiem. 
Chwilę później poczułem ból w ramieniu, jednak to nie powstrzymało mnie od kontynuowania śmiania się z dziewczyny. 
- Nie do końca o to mi chodziło - skrzywiła się. - Ale teraz to nie ważne.
- Dobra - odetchnąłem głęboko, próbując się uspokoić. - Pomogę ci, ale dopiero wtedy kiedy zobaczę plakat. 
Wyjęła z torby zeszyt i wyrwała kartkę, na której coś nabazgrała. Przyglądałem się jej w spokoju, tak naprawdę nie mając zielonego pojęcia na to, co właśnie robiła. Później wszystko stało się jasne. Podała mi wyrywek, a ja zmrużyłem oczy, starając się przeczytać to co napisała. 
- Napisz na mejla co ten plakat ma zawierać. Jak dobrze pójdzie to uwinę się z nim do niedzieli.
- Ale dzisiaj jest wtorek - na mojej twarzy kolejny raz pojawił się grymas. - Melissa chętnie urwie się z domu, uwierz mi. Więc może uda wam się do...czwartku? - zaproponowałem. 
Potrząsnęła głową, a ja traciłem chęci na to całe organizowanie koncertu i przesłuchiwań. Nie rozumiałem dlaczego Siva wybrał właśnie mnie. 
- Tylko jeżeli ona się zgodzi - powiedziała pośpiesznie, odwracając się. - Wybacz, muszę już iść - po tych słowach zniknęła, a ja znowu zostałem sam na już prawie pustym korytarzu. 

- Jak ci poszło? 
Uniosłem głowę i przed sobą ujrzałem moich przyjaciół. Stali oparci o ścianę przed salą gimnastyczną i najwidoczniej czekali na Parkera. Westchnąłem, podchodząc do nich, z tą różnicą, że zsunąłem się po ścianie w dół i usiadłem na zimnych kafelkach. W moje ślady ze śmiechem podążył Justin, a Jay stanął przed nami. 
- Laura powiedziała, że się zgadza, ale plakat będzie na piątek - westchnąłem. 
- A Melissa? - spytał cicho Bieber. 
Oblizałem wargi, przypominając sobie moją rozmowę z blondynką. Zauważyłem, że najczęściej spoglądałem na jej usta; i to nie dlatego, że miałem ochotę ją pocałować, co jest prawdą, tylko dlatego że bardzo często uśmiechała się, a mi ten uśmiech naprawdę się spodobał.
- Melissie nie zdążyłem o tym powiedzieć - wzruszyłem ramionami. 
- To może Justin spróbowałby z nią porozmawiać? - wtrącił się McGuiness. - W końcu są ze sobą jakby...blisko. 
Spojrzałem na przyjaciela jakbym chciał go zabić za ten pomysł. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że Bieber byłby z kimś, do kogo próbowałem kiedyś startować. Prawie ją pocałowałem, więc była prawie moją dziewczyną. A jedna z męskich zasad przyjaciół brzmiała; nigdy nie umawiaj się z jego byłą ukochaną.
Energicznie potrząsnąłem głową. 
- Nie, sam to załatwię - powiedziałem nieco ostrzejszym tonem niż zamierzałem. 
- Ej stary, ale ja serio chcę pomóc - mówił cicho Justin. - A może ty jesteś zazdrosny o to, że jak na razie to mi wychodzi lepiej z Melissą, niż tobie kiedykolwiek wychodziło? - zaśmiał się. 
Jak Boga kocham, w tym momencie miałem ochotę odwrócić się i uderzyć go pięścią w twarz. Wiedziałem że nie powinienem nawet tak myśleć, ze względu na to, że był moim przyjacielem, jednak z dnia na dzień denerwował mnie bardziej. 
- Chłopcy, wstańcie bo ta podłoga jest brudna - usłyszeliśmy tak dobrze znany nam głos. 
Uniosłem głowę, a na moich ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. Przede mną stał facet, z którym zawsze było można się pośmiać; Max George. 
- Tak jest! - zasalutował Justin, który natychmiastowo podniósł się z ziemi. 
Zaśmiałem się i chwilę później podążyłem śladami przyjaciela. Obydwoje zauważyliśmy, że Max ukradkiem przyglądał się Jay'owi. 
- Jutro pamiętajcie o strojach - mrugnął do nas, a następnie zwrócił się w kierunku McGuiness'a. - A ty już szczególnie, bo twoje spodenki opinają twój seksowny tyłek i jest na co patrzeć - delikatnie zagryzł wargę, a następnie ruszył w swoją stronę. 
Momentalnie razem z Bieberem wybuchnęliśmy śmiechem, za to Jay stał z rozchylonymi wargami, nie bardzo wiedząc co się stało. 
- Stary, ale masz branie - mówił Kanadyjczyk, krztusząc się śmiechem. - Najpierw Laura, a teraz George.

________________________________________________

Na początku przepraszam za to, że tak późno! Rozumiecie, zakończenie roku i w ogóle...Myślałam, że wyrobię się z czasem, jednak się przeliczyłam. Mimo tego, że jest dość późna godzina (przynajmniej jak dla mnie) to dodałam rozdział, bo przecież obiecałam. I tutaj też z góry przepraszam za błędy; na prawdę jestem zmęczona, poza tym nie tak dawno przestałam płakać i teraz oczy mnie tak trochę szczypią. Rozumiecie, prawda? c: 

@luvmyben

9 komentarzy:

  1. jjeku cudowne *.* niech ten Justin się za przeproszeniem odwali od Melissy, ona ma być z Nathanem czaisz? XD

    OdpowiedzUsuń
  2. oj no! ja mam wrażenie że Nath pokłóci się z Justinem a Melisse i ich przyjaźń się zakończy, albo Justin przejrzy na oczy i odwali się od niej. ja chcę ją z Nathanem. inaczej być nie może!

    like-a-dagger.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci szczerze, ze dni dłużyły mi się do tego czwartku. Nie mogłam się doczekać kolejnego rozdziału i kabuuuum, jest!:D Strasznie dłuuuuuugi, ale dla mnie to i tak za mało^^ Tak, czuję niedosyt :p
    Hohoh ciekawi mnie, jaką nadadzą nazwę zespołowi. Hmm w dodatku Sykes jurorem? Nooo, tego jeszcze nie było:D Muahahaha bawi mnie ten jego wkurw na Justina:D Dobrze mu tak, niech teraz patrzy co stracił, oszołom jeden :p Choć z drugiej strony i tak mu kibicuję^^ Sorry Justin, ale moje oczy wyobraźni, widzą Melissę tylko i wyłącznie z Sykesem, upssss.
    Powiem Ci, że Nathan nieźle kombinuje z tym plakatem. A i czai coś, że to Mel, może być tą dziewczyną od pamiętnika. Woow, tu mnie zaskoczył swoją błyskotliwością, nie powiem, że nie :P
    Hahahahahaha końcówka, to po prostu beka!:D George zarywający do Jay'a lol. Tego też jeszcze nie było:D Spodenki opinające seksowny tyłek Jay'a hahahaha leżę i nie wstaję:D
    No dobra, pośmiałam się ale pasuje już zbierać dupę w troki c'nie, więęęęęęęęc idę SE :D :D :D
    Do następnego <3
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże czemu płakałaś? ;c
    Rozdział jest genialny!
    Przyznam szczerze, że cały dzisiejszy dzień na niego czekałam i wiem, że było warto!!
    Ha! Wiedziałam, że Nath jest w niej zakochany, mimo że nie do końca jest pewien. Ale ja mówię. On jest zakochany w niej po uszy.
    A Justin... Ugh, kocham tego kolesia, ale niech zostawi Melisse Nathanowi! Są idealni.
    Jay i Laura. Tu należy się tylko wielkie aaaawwwww *-*
    Uwielbiam tą parę, jest genialna.
    I Max na końcu. Hahahahahaha :D
    Boże jak ja kocham to opowiadanie!
    Weny i czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Maxior, Twój tekst rozwalił system. Naprawdę.
    Nie płacz, dziewczyno. :)
    Mam nadzieję, że uda się jej przybliżyć do Mellisy, są do siebie podobne.
    Piątka dla niej bo ja tez uwielbiam historię ! :D
    Boski rozdział, chce więcej.
    Zapraszam do mnie :
    http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. max na końcu mnie rozwalił :D
    yey jest nasz Maksiu xD
    rozdział fajny, szczególnie końcówka :**

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahaha Max no wiesz ty co podrywasz mi Jay'a
    Bo Cie o pedofilie oskarżę XD
    No nie wierze ten Nejfan Sajks zazdrosny o Melissę? ;o
    No no ciekawe co na te jego brudne myśli Justin XD
    Ohoho Jay i ta nowa? :P
    No no fajnie xd
    Do nn :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nathan ciekawe czy ma jakiś konkretny plan co do Melissy, czy tak wszystko na spontanie :)
    Max szalony ty, no to teraz chłopaki nie dadzą żyć Jayowi :)
    W sumie nie ma się co dziwić nie każdy nauczyciel mówi tobie takie komplementy :)
    Ciekawi mnie co wyjdzie z tego ich zespołu ?
    Mam nadzieję, że im się uda Nathan bd z Melissą, Justin znajdzie sobie kogoś i bd wszystko w jak najlepszym porządku <3
    Dobrze, że za marzenia nie karają <3
    Likebloggerka <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnie słowa najlepsze ;D Padłam xd
    Rozdział genialny :)
    Czekam na następny ;d
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń